Mój mąż Jacek i ja jesteśmy małżeństwem od ośmiu lat. Przez ten czas moje życie tylko się pogorszyło. zaczęło się, gdy Jacek zmusił mnie do znalezienia lepiej płatnej pracy, ponieważ nie zarabiałam wystarczająco dużo pieniędzy.
Od początku naszego wspólnego życia zawsze spełniałam każde jego życzenie. Praca przez osiem godzin była dla niego zbyt ciężka, więc Jacek postanowił pracować na pół etatu. Milczałam, żeby czuł się komfortowo.
Planowaliśmy mieć dziecko. Urodziła się nasza córka. Mój mąż również nie był zainteresowany dzieckiem. Cieszył się przez kilka tygodni, świętował z przyjaciółmi jej przyjście na świat i na tym koniec.
W domu do najmniejszej usterki musiałam za każdym razem wzywać fachowca i płacić za jego pracę.
Mój mąż nigdy nie miał pieniędzy. Wszystko co zarobił wydawał na piwo i papierosy.
Z czasem zainteresował się wędkarstwem. Od tego czasu zawsze potrzebował czegoś nowego. Potrzebował wędki, pontonu, pieniędzy na wyjazd.
Ja zajmowałam się wszystkim: sprzątałam, gotowałam, zajmowałam się córką i zarabiałam pieniądze.
I zmęczyło mnie to tempo. Wzięłam więc urlop i pojechałam z córką na wakacje. Aby dać Jackowi nauczkę, nie zostawiłam w domu żadnych pieniędzy i zabrałam ze sobą wszystkie swoje pieniądze. Nie miałam zamiaru się z nim rozwodzić. Zastanawiałam się tylko, czy będzie mógł żyć tylko ze swojej pensji.
Przez całe wakacje mój mąż dzwonił do mnie codzienne i obwiniał mnie o wszystko. Jak mogłam, taka zła żona, zostawić go samego bez jedzenia i pieniędzy.
Wtedy postanowiłam, że ja też będę pracować na pół etatu. Przecież mam dużo obowiązków domowych i dziecko. On jest mężczyzną i musi utrzymać rodzinę.
Nigdy w życiu tak nie odpoczywałam, jak na tych wakacjach. Wstajesz, idziesz na śniadanie i śniadanie jest gotowe. Nie musisz myśleć o tym, co ugotować. Potem basen, masaż, świeże powietrze…
Nikt nie pyta, co dziś na obiad, nikt nie prosi o pieniądze.
Dopiero kiedy pojechałam na wakacje, zdałam sobie sprawę, jak bardzo potrzebuję odpoczynku. Nie chcę już żyć moim starym życiem. Nie chcę sama dźwigać wszystkiego na swoich barkach i kogoś zadowalać. Po co mi więc mąż?
Jackowi skończyły się pieniądze, więc podjął pracę na pełny etat. Nie miał czasu na robienie głupstw.
Sprzedał nawet swój sprzęt wędkarski, żeby kupić jedzenie. Później dzwonił do mnie i prosił o jedno – żebym do niego wróciła.
Zanim jednak zamieszkałam bez męża, zdążyłam już znaleźć mieszkanie. Nie chciałam już z nim być. Miałam dość. Już nawet nie wierzę w bajki, że się zmieni i wszystko będzie inaczej.
Chcę w końcu żyć w spokoju swojego serca. Myślę, że zasłużyłam na to po tych wszystkich latach.