Mam dwadzieścia cztery lata. Nie jestem już dzieckiem i od dawna wiedziałam , co stanie się z mieszkaniem babci po jej śmierci. To mama mojego ojca, który od dawna z nami nie mieszka. Wyjechał za granicę, znalazł tam sobie kobietę i tam z nią mieszka. Oprócz babci mam jeszcze ciotkę i wujka. Również mieszkają za granicą.
Babcia bardzo mnie kochała i od początku mówiła, że dostanę mieszkanie po jej śmierci. Ale nie wszystko jest takie proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Moja babcia miała troje dzieci, które zgodnie z prawem mogły stać się właścicielami nieruchomości. Krewni odwiedzali moją babcię tylko w święta, a potem moja mama i ja opiekowałyśmy się nią same. Rodzina zawsze mówiła, że możemy zostać w tym mieszkaniu, nawet po śmierci babci i że nie będą mieli do nas żadnych pretensji. Pytanie tylko, na jakich warunkach: jako właściciele czy jako najemcy?
Oczywiście nie chciałam tego drugiego rozwiązania dla mojej matki. Nie mogła przecież żyć na ulicy. Ojciec zostawił ją dla innej kobiety. O ile pamiętam, moja matka zawsze była miła i wyrozumiała, a wszyscy to wykorzystywali. Aby uratować mieszkanie, postanowiłam zapisać je na siebie. Moja mama nie miała nic przeciwko, a babcia również wyraziła zgodę. Mama mojej koleżanki pracuje jako notariusz, więc pomogła nam z papierkową robotą.
Kiedy zmarła moja babcia, ciocia i wujek przyszli i wspomnieli, że mają prawo do mieszkania. Nie przewidzieli jednak jednej rzeczy – mieszkanie od dawna było zarejestrowane na moje nazwisko. To była dla nich prawdziwa niespodzianka. Przez długi czas próbowali zrzucić winę na mnie i nawet złożyli pozew, twierdząc, że zmusiłam babcię do przepisania mieszkania na mnie. Oczywiście ich roszczenie nie zostało przyjęte, ponieważ wszyscy wiedzieli, jak opiekowałam się babcią i jak ciepłe były nasze relacje. Ciotka i wujek nie odzywają się ani do mnie, ani do mojej mamy. Oto jak to wygląda. Jest kiepsko. Wyobraź sobie, że tracisz większość rodziny naraz wraz z babcią.