Robert i ja poznaliśmy się, gdy oboje mieliśmy po 27 lat. W tym czasie mój chłopak skończył już studia, dostał pracę i zdołał kupić dwupokojowe mieszkanie. Dwa lata później pobraliśmy się. Rok później urodził nam się syn. A teraz były jego urodziny. Zaproponowałam Robertowi, żeby zaprosił swoją rodzinę. Ale mąż odrzucił moją propozycję. Powiedział, że chce spędzić ten dzień tylko ze mną i synem.
Tak właśnie zrobiliśmy. Następnego dnia Robert pojechał do swoich rodziców. Wrócił w złym humorze. Usiadł i zaczął płakać. Nawet nie wiedziałam jak zareagować. Dorosły mężczyzna, ojciec, płakał jak małe dziecko. Usiadłam obok niego i zaczęłam uspokajać Roberta. Wtedy zaczął mówić. Okazało się, że jako dziecko był bity za każde przewinienie: za błędy w zeszycie, za zachowanie, za brudne ubranie. Bili go zarówno matka, jak i ojciec. Z czasem, choć przestali go bić, Robert nigdy nie usłyszał od nich miłego słowa. Nawet fakt, że mój mąż ukończył szkołę z wyróżnieniem, w ogóle nie poruszył jego rodziców.
Nic ich nie obchodzi, skończył studia, kupił mieszkanie – nie cieszyli się. Za to dogadywali – Twoja żona jest chuda, Dlaczego nie macie jeszcze dzieci? A jak już mieliśmy – ten mały nie ma nic z Roberta… Nie zaprosił rodziców na jego urodziny – Co za niewdzięcznik. To my cię wychowaliśmy!
Wtedy mój mąż zwrócił się do mnie:
– Czy naprawdę jestem taki zły? Dlaczego moi rodzice tak bardzo mnie nie lubią ?
Odpowiedziałam, że nie każdy jest zdolny do miłości. Może i miał pecha do rodziców, ale ma nas. Dla nas jest najlepszy na świecie.
– Pomyśl tylko, jak szczęśliwy jest twój syn, kiedy wracasz do domu z pracy- powiedziałam.
Widziałam, że mój mąż przypomniał sobie oczy naszego syna i uśmiechnął się. A potem przytulił mnie mocno i podziękował za to, że zawsze jestem przy nim.