Było już ciemno, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Weronika otworzyła drzwi, a na progu stanął jej 38-letni syn Robert. Postawił walizkę przy wejściu, w płaszczu wszedł do przedpokoju i położył się na kanapie.
-“)Synu, czy coś się stało?zapytała Weronika, z trudem powstrzymując radość. Robert milczał przez dłuższą chwilę i patrzył w dal. Potem westchnął ciężko i powiedział:
-To koniec .
-Mówiłam ci, wiedziałam, że to się tak skończy. Ona w ogóle na ciebie nie zasługuje, mówiłam ci to wiele razy.
– Tak, tak, mamo, to przez ciebie rozwodzę się z żoną.
-Jak to, zabrała ci rok życia, spędziłeś z nią tyle czasu. A czego ja jestem winna?
-Nigdy nie przegapiłaś żadnej okazji, by powiedzieć mi, że nie jest dla mnie odpowiednią osobą. Zawsze to powtarzałaś, nawet gdy ona cię słyszała.
Robert zaczął krzyczeć, ale nagle przestał. Zamknął oczy i zmarszczył brwi, próbując opanować emocje.
-Nie musisz teraz obwiniać matki za wszystko, po prostu od razu zobaczyłam, że nie była tym, za kogo się podawała. Próbowałam cię chronić. Jestem twoją mamą, bardzo cię kocham.
-Ona taż mnie kochała, a ja kochałem ją, może nadal kocham.
-Jeszcze ? Robert, kim ona do cholery jest? Ona jest twoją przeszłością, zapomnij o niej całkowicie.
Weronika znów zaczęła opowiadać synowi o tym, jaką ma okropną żonę, a potem pochwaliła samą siebie, że od razu ją rozgryzła. Nie zdawała sobie sprawy, że Robert czuł się teraz tak źle, że nie chciał tego słuchać.
-Pójdę rozpakować twoją walizkę.
-Nie, mamo, nie dotykaj jej. Przyszedłem się pożegnać. Zdecydowałem, że po prostu wyjadę. To miasto przypomina mi o niej i o tobie.