Mam na imię Franek, mam 37 lat, a moja żona ma 34 lata. To nasze drugie małżeństwo, żadne z nas nie ma dzieci z poprzednich związków. My też nie spieszyliśmy się z posiadaniem dzieci, ponieważ byliśmy zadowoleni z naszego życia jako para. Mieliśmy za sobą wiele kłótni, nie wiedzieliśmy , co przyniesie przyszłość. A co jeśli kolejna kłótnia przerodzi się w skandal i ostatecznie doprowadzi do rozwodu? Co stałoby się z dzieckiem, które znalazłoby się pośrodku? Na szczęście nasza sąsiadka, Anna, zainterweniowała i uratowała nas przed długim okresem niezdecydowania. Urodziłem się i wychowałem w tym domu, a kiedy się pobraliśmy, przyprowadziłem tu swoją żonę. Więc wszystkich sąsiadów znałem bardzo dobrze.
Zwyczajem naszym i naszych sąsiadów w budynku było powierzanie sobie nawzajem opieki nad dziećmi. Anna pilnowała mnie, gdy byłem mały, a w zamian moja matka opiekowała się jej dziećmi. To był dla nas normalny układ. Kiedy więc moja sąsiadka poprosiła mnie, abym przez kilka dni zaopiekował się jej wnukami, nie było to dla mnie zaskoczeniem i zgodziłem się bez wahania. Moja żona również zgodziła się na to zaimprowizowane macierzyństwo. Młodszy miał cztery i pół roku, a starszy już sześć lat.
Szybko nawiązałem kontakt z chłopcami. Chodziliśmy na spacery, graliśmy w gry i pomagałem im w nauce czytania. Moja żona gotowała nam różne smakołyki i dbała o to, by chłopcy wyglądali przyzwoicie. Czułem, że staliśmy się rodziną. Ale wszystko się zmieniło, gdy Anna nie wróciła o umówionej porze… Próbowałem się do niej dodzwonić, ale nie odbierała. Położyłem chłopców spać, a moja żona zaczęła panikować. Była pochłonięta myślą, że dzieci zostaną z nami na zawsze.
To było tak, jakby nasza sąsiadka celowo zostawiła dzieci z nami. Następnego ranka nie zadała sobie nawet trudu, by zrobić śniadanie i zamknęła się w swoim pokoju. Anna wróciła następnego dnia. Okazało się, że zepsuł się jej autobus, a telefon zostawiła w domu. Wtedy zdałem sobie sprawę, że moja żona nie jest gotowa na rodzicielskie obowiązki. Nie zdała egzaminu. Wtedy zdecydowałem się na rozwód i nie żałuję tego.