— Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu okazało się, że część ogrodzenia stoi w pasie drogowym. I w związku z inwestycją, która ma być czyniona, należy je rozebrać — dopowiada jego siostra, pani Agnieszka.
Nie chcąc narażać się urzędnikom, rodzeństwo rozebrało płot. Odwołało się jednak od nakazu rozbiórki budynku. Kilka tygodni później dostali kolejne pismo…
Urzędnicy nie znali litości. Najpierw budynek i ogrodzenie, potem podjazd
Kolejny nakaz rozbiórki dotyczył bezprawnie istniejącego podjazdu. Ponadto urzędnicy nałożyli też na rodzeństwo ogromną karę, ponad 180 tys. zł, za bezumowne zajęcie pasa drogowego.
— To był podjazd do asfaltu. Bo tutaj było okrutne błoto, po którym nie dało się jeździć — tłumaczy pan Krzysztof. — Właśnie od tego fragmentu została na nas nałożona kara zajęcie pasa drogowego — dodał.
Jak dodaje, inwestycja nowej drogi była robiona na podstawie szkiców i map do celów projektowych, nie było żadnych wizyt geodety ani pomiarów. Co więcej, wszystkie przeszkadzające urzędnikom budowle istniały już od kilku dekad.
“Wcześniej nikt się nimi nie interesował”
— Nie mieliśmy ani świadomości, ani wiedzy, że coś jest nie tak z ogrodzeniem — deklaruje pani Agnieszka. — Parędziesiąt lat temu była tu kładziona powierzchnia asfaltowa, wtedy nie przeszkadzało. Wyklucza się to ze sobą. Postępowanie administracyjne jest od kwietnia, a kara nałożona jest od stycznia za ogrodzenie, które stoi od dziesiątek lat — stwierdza.
Pan Krzysztof mimo to rozebrał sporny podjazd i płot. Decyzja samorządowców i naliczona — jedynie za kilka miesięcy tego roku — kara, jak się jednak okazuje, nadal obowiązują. Jak to możliwe?
—To wynikło chyba w okresie zimowym, jak geodeci przygotowywali projekt. Tam, gdzie będzie wymiana nawierzchni, jest taki przesmyk, że nie można wybudować chodnika. Po prostu nie ma miejsca. I taka była decyzja wójta, żeby naliczyć karę za ten kawałeczek, za zajęcie pasa drogowego — przekazano dziennikarzom “Interwencji” w urzędzie gminy.
Sporny podjazd i płot zniknęły. Kara została
— Moim zdaniem najpierw był płot, a potem poszerzenie pasa drogowego. Co skutkowałoby tym, że wszystkie koszty powinna ponieść gmina — ocenia na łamach PolsatNews.pl Michał Otręba ze stowarzyszenia Niepokonani2012.
Rodzeństwo skierowało sprawę do sądu i Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Białymstoku. SKO stanęło po ich stronie. Wypunktowało zaniedbania gminy i skierowało sprawę do ponownego rozpatrzenia.
Brak jest dowodu na okoliczność, iż wskazana w zaskarżonej decyzji zajęta powierzchnia pasa drogowego odpowiada rzeczywiście zajętej powierzchni pasa drogowego. Organ nie przeprowadził bowiem oględzin z udziałem stron postępowania, w trakcie których dokonane zostałyby pomiary zajętej powierzchni pasa drogowego.
— brzmi fragment ich stanowiska SKO.
— Tam zmieści się ten chodnik. Nie trzeba by było ruszać w ogóle tego płotu. Kuriozalne jest to, że zjazd był wybudowany za pieniądze właścicieli. Oni musieli go zdemontować, a teraz gmina będzie musiała go zrobić na nowo — zauważa Michał Otręba ze stowarzyszenia Niepokonani2012
W tej batalii rodzeństwo poniosło ogromne koszty. I choć podjazdu i płotu już nie ma, a o budynku gospodarczym urzędnicy jakby zapomnieli, pani Agnieszka i pan Krzysztof wciąż obawiają się gigantycznej kary, którą nałożył na nich urząd.



