– Przez pierwsze trzy tygodnie po wypisie ze szpitala było cicho i spokojne. Potem moja synowa powiedziała, że jest zmęczona i nie ma czasu na nic. Adam je tylko gotowe dania i makarony. Ona nawet nie jest nawet w stanie podgrzać mu posiłku. Wyobrażasz sobie? – skarży się 56-letnia Anna.
Teściowa jest pewna, że zdrowemu małemu dziecku nie można poświęcać tyle czasu. Uważa, że synowa jest leniwa i przesadza. Zwłaszcza, że kupili mnóstwo nowomodnych sprzętów, zabawek i innych urządzeń. Widziała dziecko, całkiem spokojne dziecko, więc wcale nie chodzi o niego. Jak można zostawić męża głodnego? To już jest impertynencja!
Syn kobiety ma 30 lat. Od miesiąca dumnie nosi tytuł ojca. Pierwszy tydzień po pojawieniu się syna był w domu, a potem wrócił do normalnego życia. Maria została ze wszystkim sama, nie było sensu oczekiwać pomocy od rodziców – pracują.
Adam jest pewien, że jego żona nie potrzebuje pomocy. Według niego dziecko rzadko płacze i nie wymaga uwagi. Wystarczy pomyśleć, nakarmić, wyprowadzić na spacer, wykąpać – każdy to robi! Mężczyzna utonął w swoich sprawach, uważał, że Maria i tak ma czas na relaks.
– W pracy syn nie zostaje długo. Małe dziecko w domu przecież. Wraca do domu na szybki posiłek, a tu pusto. Widać jego żona nie miała czasu! – oburza się Anna.
Na początku dziecko spało i jadło, więc młoda mama sobie radziła. Potem jednak zaczęło domagać się uwagi, marudzić i płakać, więc głowa rodziny wróciła z pracy a obiadu nie było. Adam się nie martwił – postanowił zamówić sobie dostawę jedzenia, bo makaronu, parówek i pierogów miał już serdecznie dość.
W czym tkwi problem? W tym, że głowa rodziny zamawia jedzenie tylko dla siebie.
– Wynajmują i oszczędzają na mieszkanie. Zasiłku macierzyńskiego nie ruszają – odkładają. Żyją głównie z pensji Adama, choć czasem brali pieniądze ze skarbonki. Jeśli jednak zaczną codziennie zamawiać jedzenie, nie starczy im na długo – narzeka teściowa.
Kiedy Maria zobaczyła, jak jej mąż zamawia jedzenie , oczy jej się zaokrągliły. Wtedy głowa rodziny wyjaśniła, że zamawia tylko dla siebie, bo to droga przyjemność. Po pracy biegać do kuchenki i gotować mu się nie chce, więc jego zdaniem nie ma innego wyjścia.
Chętnie jadłby domowe jedzenie, gdyby takie było. Maria z kolei jest zszokowana tym, jak samolubny jest jej mąż. To co najmniej brak szacunku!
Czy Adam postępuje właściwie? Czy tak trudno jest mu zrobić szybką zupę? A może próbuje dać żonie nauczkę? Czy nie jest głupotą zamawianie tylko jednej porcji, jeśli para mieszka razem?
Co o tym sądzisz?