– Nie, czy to w ogóle normalne? – Pięćdziesięciopięcioletnia Zofia jest oburzona. – Urodziła dwa tygodnie temu i nie powiedziała ani słowa! A ja wciąż łypałam na syna, – mówię do niego, – masz córkę, a milczysz! A on spojrzał na mnie okrągłymi oczami — jak córkę? Powiedziałam mu, Renata urodziła….
Syn Zofii Adam ma dwadzieścia trzy lata, Renata jest jego byłą koleżanką z klasy. Przez kilka lat młodzi ludzie spotykali się, nawet mieszkali razem. Potem Renata zaszła w ciążę, Adam nie był na to gotowy. Ale dziewczyna była uparta — skoro tak się stało, to dziecko będzie i koniec.
Przez kilka tygodni wszyscy stawali na uszach, potem jakoś to się poukładało. Renata dostała wsparcie od rodziców i wprowadziła się do nich, rezygnując z mieszkania, w którym mieszkała z Adamem. Przyszły ojciec obiecał pomagać przy dziecku jak tylko mógł i słowa dotrzymał: co miesiąc przesyłał tysiąc złotych ze swojej pensji dla dziecka. Którego, jak podkreśla Zofia, fizycznie jeszcze nie było.
Renata przychylnie przyjmowała pieniądze, ale zerwała wszelkie kontakty z Adamem, blokując go wszędzie, gdzie tylko mogła.
– Wpadłam na nią na podwórku, szła z wózkiem, nie mogłam uwierzyć własnym oczom! – mówi Zofia. – Powiedziałam: więc już urodziłaś, czy co? Kiedy? Dlaczego nic nie powiedziałaś? A ona spojrzała na mnie z góry — kto się interesuje mną i dzieckiem, powiedziała, ten już wszystko wie, a reszta nie musi wiedzieć! I poszła dalej…
Zofia pospiesznie zadzwoniła do syna — okazało się, że Adam również nie był w kręgu wtajemniczonych. Matka i syn wspólnie poznali szczegóły — dwa tygodnie temu na świat przyszła dziewczynka. Przez pierwsze kilka dni dziecko sprawiało, że wszyscy martwili się o jej zdrowie, ale teraz wydaje się, że wszystko jest dobrze.
Renata jest już w domu, karmi piersią, a dziewczynka przybiera na wadze.
– Gdybym nie spotkała jej na ulicy z wózkiem, do tej pory nic byśmy nie wiedzieli! – Zofia jest wściekła. – Dobrze, że mieszkamy z jej rodzicami na sąsiednich ulicach, a ja akurat tamtędy przechodziłam! O co chodzi? Trudno jest wysłać wiadomość w dobie Internetu? A może ona w ogóle nie planowała nas informować? To dlaczego bierze pieniądze od Adama? Nie odsyła ich z powrotem.
– No cóż, ją chyba też można zrozumieć! – mówi przyjaciółka do Zofii. – Została sama z dzieckiem, całe jej życie wywróciło się do góry nogami. Twój syn wysłał kasę i jest bohaterem.
– No wiesz! Nikt jej nie zmuszał do rodzenia, sama podjęła tę decyzję!
– No i proszę! – wzdycha jej przyjaciółka. – Dziecko tak naprawdę ma dwoje rodziców. A twój Adam naprawdę mógłby wykazać trochę więcej zainteresowania. Najwyższy czas, żeby nawiązał z nią relację, zadzwonił do niej. Oczywiście łatwiej jest tego nie robić, bo “ona nie chce”. Ale oni mają teraz dziecko! Muszą jakoś współdziałać…
***
Jak myślisz, kto w tej sytuacji bardziej się myli — młoda matka, która milczy, czy ojciec, który tylko wysyła kasę?
Może dziewczyna naprawdę nie musiała informować o narodzinach dziecka — ten, kto musi wiedzieć, sam się dowie? Jak myślicie?