Na siedemdziesiątych urodzinach mojej ciotki Svitlany poczułem pewne oburzenie. Pomimo swojego wieku, zawsze żyła dla innych, pokazując całą swoją dobroć. Swietłana, ciotka mojego męża, żyła samotnie, bez męża i dzieci. Dbała o ekstrawagancki wygląd: wyskubane brwi i misterne fryzury.
Często zastanawiałam się, dlaczego musiała to robić, zwłaszcza że nie miała w życiu mężczyzny ani nikogo, dla kogo mogłaby się ubierać.
Kiedy moja ciotka mieszkała wygodnie w trzypokojowym mieszkaniu, ja i mój mąż tłoczyliśmy się w wynajętym jednopokojowym mieszkaniu. Sugestie mojej teściowej, aby omówić warunki życia z siostrą, pozostały bez odzewu i spotkały się jedynie z pochwałą rzekomej niezależności Switłany.
Później wzięliśmy z mężem kredyt na zakup domu, myśląc, że damy sobie radę. Ale życie dało nam niespodzianki: dwójkę dzieci, kryzysy ekonomiczne i rosnące długi.
Życie Svitlany pozostało niezmienione, z jej zwykłą ekscentrycznością. Kiedy zwróciliśmy się do jej teściowej z propozycją tymczasowego zamieszkania ze Svitlaną, powiedziała nam, że jej siostra nawet nie rozważa takiej opcji i że to nasz problem.
Przetrwaliśmy te trudne czasy dzięki moim rodzicom. Obojętność Svitlany pozostawiła gorzki posmak. Myśl o wzięciu udziału w jej wystawnym przyjęciu urodzinowym wydawała się mdląca.
Mój mąż miał niejasną nadzieję, że ciotka zostawi mieszkanie naszym córkom, ale kiedy zobaczyłam ją na przyjęciu, udrapowaną w luksusy, zwątpiłam w jej możliwą hojność.
Tego wieczoru przyszła do nas wystrojona w drogą biżuterię i drogie ubrania. Przez cały wieczór zadawałam sobie jedno pytanie: jak ona może tak się rozpieszczać i poświęcać tak mało uwagi swoim bliskim?