Już półtora roku trwa gehenna Patrycji Laudy (28 l.) z Grzybna pod Śremem (woj. wielkopolskie). Na jej ciele, pod skórą powłok brzusznych pojawiają się ropnie, które trzeba nacinać i drenować. Mimo profesjonalnej opieki lekarskiej i dostępnej diagnostyki nie udało się postawić dokładnej diagnozy.
Wiadomo, że u podłoża tego stanu leżą najprawdopodobniej zaburzenia w układzie odpornościowym. Pani Patrycja większość życia spędza teraz w łóżku szpitalnym. Wciąż ma jednak nadzieję, że znajdzie się lekarz, który zdoła wyrwać ją z tego piekła.
Choć schorzenie Patrycji to prawdopodobnie wrodzona choroba autoimmunologiczna, to przez długie lata kobieta nie była jej świadoma. Objawy były bowiem dużo delikatniejsze. Do nagłego zaostrzenia doszło w listopadzie 2021 r. Podskórne ropnie rosną do ogromnych rozmiarów, powodując ogromny ból oraz objawy ogólnoustrojowe.
Wielkie ropnie pod skórą Patrycji Laudy z Grzybna
— Jak mają wielkość śliwki, to uważam, że są małe. Często bowiem bardziej przypominają rozmiarem pomarańczę. Ulgę przynosi dopiero ich nacięcie, ale przyznam, że kilka razy już pani doktor z gabinetu uciekłam, bo to bolesny zabieg – wyznaje pacjentka. W pewnych przypadkach ropowicę powłok trzeba naciąć nie w znieczuleniu miejscowym, a ogólnym. Na dodatek zostają po nim blizny, które też bolą, bo pod skórą wciąż jest rana.