Alyona miała umrzeć… Starannie przygotowywała się do odejścia z życia, ale nie robiła tego z własnej woli. Wyniszczająca choroba stopniowo zjadała młodą kobietę od środka, niczym nienasycona ćma niszcząca jabłko.
Nowoczesny rytm życia dwudziestodziewięcioletniej kobiety został przerwany przez bezlitosną diagnozę. Banalna fraza, mocno zakorzeniona w jej głowie, z czasów młodzieńczego maksymalizmu: „Zdążę zrobić wszystko, mogę zrobić wszystko!” straciła swoje prawdziwe znaczenie, pozostawiając ją w stanie rozpaczy. – straciło swoje prawdziwe znaczenie, pozostawiając po sobie jedynie pustkę w realizacji.
Nasza bohaterka przeszła przez wszystkie etapy psychologicznego postrzegania swojej choroby: od zaprzeczenia pomieszanego ze złością, po akceptację i późniejszą walkę. I dopiero głos lekarza prowadzącego, jakby dobiegający z oddali, w końcu uspokoił i postawił wszystko na swoim miejscu:
– Nie więcej niż sześć miesięcy…
Alyona przyjęła ostatni termin jak wojowniczka o silnym sercu:
– Cóż… niech tak będzie! Nie ma sensu marnować reszty dni w szpitalnych murach. Lepiej przeżyć ten czas dla siebie, mieć czas na wszystko, na co tak bardzo brakowało czasu…
Jej dzieciństwo nie było łatwe, ale jasne. Alyona nigdy nie znała czułej ręki ojca, a matka dziewczynki, będąc szczególnie nieodpowiedzialną społecznie, zepchnęła córkę na sam koniec życia. Dlatego Alyonę wychowywała babcia, zastępując oboje rodziców pod każdym względem.
Babcia wpoiła jej najlepsze cechy, takie jak cierpliwość i pracowitość, sprawiedliwość i człowieczeństwo. Dała z siebie wszystko, by postawić wnuczkę na nogi.
Alyona pochowała babcię w 2002 roku. Była już wystarczająco dorosła, miała dyplom wyższej uczelni i przyzwoitą pracę, ale musiała włożyć wiele wysiłku, aby nauczyć się żyć w statusie kompletnej sieroty. Biorąc pod uwagę utratę matki….
Chłopaka do serca jeszcze nie zdążyła poznać i nie zostawiła nikogo na tym świecie. Smutne, oczywiście, ponieważ na tym świecie nie pozostało nic, co mogłoby zatrzymać dziewczynę. Jedyną rzeczą, która ją teraz uspokoiła, było to, że Alyona miała szczerą nadzieję, że po śmierci spotka swoją babcię, swoją jedyną bratnią duszę.
****
Od odliczania minęły dwa miesiące. Alyona postanowiła zacząć od dobrych uczynków. Zaniosła wszystkie swoje książki do biblioteki, większość rzeczy osobistych przekazała kościołowi, zostawiając sobie tylko to, co niezbędne. Zapisała swoje mieszkanie i samochód fundacji charytatywnej pomagającej dzieciom. Codziennie dokarmiała bezpańskie zwierzęta, a co najważniejsze – uśmiechała się do przechodniów czystym i promiennym uśmiechem. Wkrótce dziewczyna odejdzie, ale dla kogoś jej serdeczny uśmiech pozostanie wspomnieniem na długie lata.
Kwietniowy weekend przywitał ją delikatnym wiosennym słońcem, jakby sama natura wyczuła ulotność życia Alyony i postanowiła zadowolić ją dobrą pogodą.
W te ciepłe dni młoda kobieta postanowiła posprzątać grób babci. Jej serce ścisnęła świadomość, że kiedy odejdzie, nie będzie już nikogo, kto mógłby zająć się grobem.
Na cmentarzu panowała przytulna cisza. Znajdował się w zalesionej okolicy. Wszystko wokół wydawało się harmonijne, pomimo tego, jak święte było to miejsce. I cienie padające z drzew, i jasne światło słoneczne, które zdawało się grać przez pnie. A nawet delikatne ćwierkanie sikorek i ponure krakanie wron nadawały atmosferze szczególnego uroku.
– Będę pielić, a nawet będę miała czas na sadzenie bylin, niech zakwitną! Może nawet posadzę brzozę? A co? Pamiątka na wieki… Tak, zrobię to! – rozumowała półszeptem Alyona, idąc cmentarnymi ścieżkami do miejsca pochówku babci: – Boże, co za bałagan wokół! Dlaczego bliscy nie odwiedzają swoich zmarłych krewnych?
Rzeczywiście, zimą cmentarz wyglądał schludnie i czysto. A teraz roztopiony śnieg odsłonił stare wyblakłe wieńce, sztuczne kwiaty nagrobne leżące tuż między pochówkami, puste naczynia jednorazowe i sterty domowych śmieci wymieszanych ze szmatami.
– I jak można było śmiecić w takim miejscu? – Alyona nagle przypomniała sobie pewną teorię, która mówiła, że cmentarz jest miejscem spotkań dusz.
W czasach starożytnych ludzie wykorzystywali tę właściwość cmentarzy, więc tworzyli kopce. A na szczycie kopca można było zobaczyć blask w nocy, naturalną latarnię dla podróżnika. W ten sposób dusze wskazywały drogę: – Ech, szkoda, że ludzkie oko nie jest w stanie zobaczyć dusz, które przychodzą odwiedzić ich ciała lub ciała ich znajomych… Cóż, oto jestem. Witaj, babciu!
Z czarnej marmurowej płyty na dziewczynę spojrzała kochająca i droga do bólu twarz staruszki. „Iwanowa Stepanida Andriejewna” – głosił napis pod zdjęciem.
– Więc babciu, wkrótce będę tu leżeć obok ciebie…..
Alyona zaczęła usuwać zeszłoroczne liście, igły świerkowe i inne śmieci, które przyniósł wiatr. Przez cały czas rozmawiała z obrazem zmarłej, dzieląc się niespełnionymi nadziejami i marzycielskimi planami, których niestety nie dane jej było zrealizować.
Odchwaszczyła teren, wyniosła worki ze śmieciami i już miała odchodzić, gdy zauważyła w pobliżu opuszczony grób. Wyglądał jak zwykły kopiec ziemi pokryty dużą warstwą uschniętej trawy. Grób nie był ogrodzony, a jedynym znakiem rozpoznawczym był skurczony drewniany krzyż, z przybitą do niego czarną tabliczką bez nazwiska, na której litery już dawno wyblakły.
Alyona z dobroci serca uporządkowała ten grób, oczyściła też ziemię z martwego drewna i postanowiła, że na początku maja przyjedzie z sadzonkami.
– Może ten bezimienny też nie ma już nikogo żywego? To chociaż posadzę trochę aksamitek? Są łatwe w pielęgnacji i będą bardzo ładnie wyglądać. Jak miałeś na imię? – powiedziała na głos, spoglądając na tabliczkę pogrzebową. Spojrzała na nią pod różnymi kątami, mając nadzieję, że dostrzeże chociaż zarysy liter, które zniknęły, ale wszystko na nic, tło przed jej oczami było jednolicie czarne.
– Nie, to nie wystarczy! Trzeba pilnie zmienić kwadrat Malewicza i po numerze pochówku znaleźć dane. Zamówię ci nową tabliczkę! Nie masz nic przeciwko, prawda? Jestem pewien, że byłeś miłym człowiekiem, po prostu nie masz już nikogo …
****
Minął miesiąc, odkąd Alena próbowała dowiedzieć się, do kogo należał grób. Pokłóciła się nawet z pracownikiem upoważnionego organu do ewidencji pochówków, który nie mógł znaleźć paszportu miejsca.
Chciała wszystko szybko zakończyć i spokojnie umrzeć. Dziewczyna bardzo się tym martwiła, ponieważ teraz z każdą godziną jej stan stawał się coraz gorszy. Wydajność dnia spadła do prawie pięciu aktywnych godzin, a potem – padła wyczerpana na łóżko i nie mogła nic zrobić.
Dziewczyna znów była na cmentarzu i sadziła kwiaty, narzekając gorzko, zwracając się do nieznanego:
– Jaka szkoda, że nie mogłam nic dla ciebie zrobić! Nie zostało mi wiele czasu, a wciąż nie poznałam twojego imienia…
Spojrzała ponownie na rytualną tabliczkę i zamarła ze zdziwienia. To, co wcześniej wydawało się niewidzialne, teraz ukazało się w całej okazałości:
Alyona zaraz umrze….