Tato, wychodzę za mąż! – krzyknęła od progu moja córka Polinka, zarumieniona od mrozu i chyba ze szczęścia.
-Za kogo ona wychodzi za mąż? Za Dimkę? Przecież znacie się dopiero miesiąc! I już po ślubie? – oburzyłem się.
-Papuletko, zapomniałaś, jak się z mamą pobraliście, jak długo się znacie – zapytała mnie córka z chytrym przymrużeniem oka.
Nie mogłem się temu sprzeciwić. Uśmiechnąłem się tylko, przypominając sobie tamten poranek, dwadzieścia dwa lata temu …
-Timofey, będę w urzędzie stanu cywilnego o jedenastej – powiedziała moja matka kategorycznym tonem, przeciwko któremu nikt nie mógł się sprzeciwić – Mam nadzieję, że nie zmienisz zdania, nadszedł czas, abym opiekowała się wnukami, co, przeszłam na emeryturę za nic? I nie pozwól mi jechać do miasta za nic!
-Tak, oczywiście, mamo, Olya i ja będziemy tam o jedenastej.
Moja mama całe życie była dyrektorką szkoły, nie można się z nią kłócić. Nawet mój ojciec zaakceptował ten stan rzeczy i dostosował się do niego. Zawsze uważnie słuchał swojej połowy, ale natychmiast szedł i robił wszystko po swojemu. A potem, jak gdyby nigdy nic, szczerze patrząc jej w oczy, szczerze zaskoczony, mówił: a nie mówiłaś? I zadziałało.
A przedwczoraj powiedziałem jej przez telefon, że zamierzam oświadczyć się mojej dziewczynie. A mama podchwyciła te słowa, od dawna chciała się ze mną ożenić i nie miało znaczenia, że nigdy wcześniej nie widziała mojej dziewczyny, bo ja mieszkam w mieście, a moi rodzice na wsi, więc nie mieli jeszcze okazji się poznać. Tak więc dziś o jedenastej idziemy we trójkę złożyć wniosek do urzędu stanu cywilnego. Mama dla pewności postanowiła nadzorować to wydarzenie.
Szybko się ubrałam, spojrzałam na zegarek – wpół do dziesiątej, musiałam biec, Olya nie lubi, gdy się spóźniam, a o mamie nawet nie wspominam. Już na progu przypomniałem sobie, że muszę zabrać ze sobą paszport, wróciłem, wyjąłem go z szuflady szafy, włożyłem do tylnej kieszeni dżinsów i pobiegłem na przystanek autobusowy.
Tam wsiadłam do minibusa i mocno się zastanowiłam. Czy naprawdę chcę wyjść za mąż? Co innego rozmawiać, co innego iść do urzędu stanu cywilnego. Olya jest szczęśliwa, długo szukała sukienki w salonie. Ale sama nie potrafi nawet ugotować zupy. I o wszystko wpada w złość. Co za bałagan!…Dziewczyna w minibusie musiała przesunąć się do okna, ponieważ na przystanku podbiegł do niej facet i usiadł obok niej tak niezręcznie, że przycisnął ją do siebie i nawet jej nie zauważył. Wtedy zadzwonił jego telefon:
-Tak, będę w urzędzie stanu cywilnego o jedenastej. Nie spóźnię się – odpowiedział sucho.
Wysiadł w centrum miasta, minibus ruszył i wtedy dziewczyna zobaczyła paszport leżący na siedzeniu obok. Wypadł chłopakowi z kieszeni. Dziewczyna wzięła go do ręki, nie wiedząc, jak postąpić, ale potem przypomniała sobie jego rozmowę przez telefon i zdecydowanie wysiadła na następnym przystanku…..
Kiedy podszedłem do urzędu stanu cywilnego, Olya już się denerwowała, czekając na mnie przy drzwiach. „Jak ona chce wyjść za mąż”, pomyślałem z tęsknotą, całując ją w policzek.
-Witaj, kochanie, nie cieszysz się, że mnie widzisz? Witaj, kochanie, nie cieszysz się, że mnie widzisz?
-Cieszę się, oczywiście, to tylko ból zęba – skłamałem z jakiegoś powodu. I nagle zapytałem ją wprost: – Naprawdę tak bardzo chcesz wyjść za mąż?
Patrzyła na mnie przez kilka sekund z otwartymi ustami i chciała zacząć rzucać swoim ulubionym napadem złości, ale wtedy sprawdziłem paszport w kieszeni i okazało się, że go nie ma!
-Stop! Powstrzymałem erupcję wulkanu, zanim się zaczęła: – Zgubiłem paszport!
A potem się zaczęło:
-Nie zgubiłeś! – Olya krzyknęła: – Nie zabrałaś go ze sobą celowo! Jeśli nie chcesz wychodzić za mąż, po prostu to powiedz, nie chciałam tego tak bardzo, zresztą ktoś już kupił tę sukienkę. – strząsnęła włosy z twarzy i odeszła!
Spojrzałam za nią, czując ulgę, ale przypomniałam sobie o paszporcie i mamie. Co teraz będzie!
Nagle poczułem, że ktoś szarpie mnie za rękaw kurtki.
-Młody człowieku, zgubiłeś paszport w autobusie.
Obok mnie stała ładna, niska dziewczyna, miała wielkie niebieskie oczy i bardzo krótką fryzurę, która bardzo jej pasowała. Wpatrywałem się w nią i nie od razu zorientowałem się, co do mnie mówi.
– Jak masz na imię? – uśmiechając się głupio, zapytałam zamiast jej podziękować, biorąc od niej mój zgubiony paszport.
-Olga – dziewczyna wcale nie była zakłopotana moim spojrzeniem.
A potem obudziłem się i wymamrotałem:
-Ocal mnie, Olga, błagam cię! Teraz przyjdzie moja mama i pokłóciliśmy się z Olgą, a ty też masz na imię Olga. Wejdźmy, złóżmy wniosek i to wszystko – uratujesz mnie!
Spojrzałem na Olgę tak żałośnie, opowiadając jej sytuację, że nawet się uśmiechnęła.
– I nie musisz się ze mną naprawdę żenić, po prostu wypełnimy wniosek i tyle! Inaczej mama spiłuje mnie na wiór.
Olga roześmiała się i nagle zgodziła:
-Dobrze, i tak mam dziś wolne. Spędzę go na dobrych uczynkach. Masz na imię Timofiej? Przepraszam, ale sprawdziłem w paszporcie.
– To Tim. Ale proszę, używajmy imienia. Oto moja matka, Raisa Iwanowna. Jestem pewna, że cię polubi.
-Dlaczego? – Olga zapytała z zainteresowaniem.
-Nie sposób jej nie polubić. Jesteś bardzo piękna i, moim zdaniem, dobra.
Olga znów się uśmiechnęła i wzięła mnie pod ramię:
-Jeśli tak mnie chwalisz, to będę chciała wyjść za ciebie naprawdę.
Nie zdążyłem odpowiedzieć, podeszła moja mama, przedstawiłem ich sobie i weszliśmy do urzędu stanu cywilnego.
Gdy wszystko zostało sformalizowane, moja mama zawołała nas do kawiarni, aby uczcić tak wielkie wydarzenie lodami. Olga chciała grzecznie odmówić, powołując się na pracę, ale mama kategorycznie stwierdziła, że sama to załatwi, żeby ją puścić i zażądała numeru do szefa. Olga musiała zgodzić się na lody.
Olga bardzo polubiła moją mamę, dawno nie widziałam jej tak radosnej i zadowolonej. Mama opowiadała mi śmieszne historie ze swojego szkolnego życia, a Olga zabawne sytuacje z pacjentami – pracowała w przychodni jako pielęgniarka. A ja patrzyłam na nie i byłam szczęśliwa.
Zdałem sobie sprawę, że nigdy nie pozwolę, abyśmy z Olgą nie przyszli razem do Urzędu Stanu Cywilnego za miesiąc, w dniu wyznaczonym dla nas dzisiaj.
I nie pozwoliłem na to! Nasz ślub był najbardziej radosny i szczęśliwy! Przynajmniej ja i moja Olga-Lelka tego dnia i przez całe dwadzieścia dwa lata później byliśmy naprawdę szczęśliwi….
-Tato, o czym ty myślisz? Czy naprawdę jesteś temu przeciwny? – zapytała przestraszona moja córka.
-I chodź dziś do nas razem, kupię lody… – uśmiechnąłem się, przytulając moją piękną córkę, tak podobną do mojej matki…
W urzędzie stanu cywilnego o godzinie jedenastej