– Odejdź. Już cię nie potrzebuję. Ożenię się z Katią, bo będziemy mieli razem dziecko” – powiedział Eugeniusz Nastii, gdy wróciła do mieszkania wcześniej niż planowała. Jej szef pozwolił jej odejść, ponieważ zauważył, że Nastia była blada i źle wyglądała.
Anastazja pojechała do domu, mając nadzieję, że wkrótce się położy. Ale zamiast odpocząć i odzyskać siły, zastała w mieszkaniu obcą kobietę w ramionach męża.
Słowa Eugeniusza były ciosem i ostatecznie wykończyły biedną Nastię. Zrobiło jej się niedobrze.
Opamiętała się dopiero na oddziale.
– Moja córka! – Jej matka, Walentyna Pietrowna, siedziała obok niej. Była bardzo podekscytowana stanem Nastii. Ale Eugeniusz nawet z nią nie poszedł. Został ze swoją nową miłością, po cichu zbierając rzeczy żony i wynosząc je za drzwi.
Nastia była przygnębiona. Nie rozumiała, dlaczego jej mąż to zrobił. Wiadomość o tym, że jej mąż będzie miał dziecko, była nie tylko straszna, ale oznaczała, że problem tkwił w niej – w samej Anastazji. Przez kilka lat małżeństwa Nastia nigdy nie była w stanie zajść w ciążę. A po rozwodzie będzie musiała żyć z piętnem samotnej rozwódki……
Nastia płakała, a jej mama pocieszała ją najlepiej, jak potrafiła.
Następnego dnia, podczas rutynowej kontroli, lekarz podszedł do niej i uśmiechając się, powiedział:
– Gratulacje, Nastiu, będziesz miała dziecko.
Myślała, że żartuje. Anastazja zaczęła się histerycznie śmiać, a potem wybuchła płaczem.
– Wiem, że wiadomość jest nieoczekiwana, ale musisz się uspokoić – lekarz pogłaskał ją po ramieniu.
– Jak mam się uspokoić!
– Raduj się.
– Myślałam, że nie mogę mieć dzieci – Nastia nie wiedziała, co robić.
– Tym bardziej powinnam się cieszyć.
– Ale nikt nie chce tego dziecka!
– Dziękuję, doktorze – wtrąciła się do rozmowy Walentyna Pietrowna. – Porozmawiam z nią.
Po wielu namowach Nastia zdecydowała się zatrzymać dziecko. Ale bez względu na to, jak przekonywała ją matka, nie poinformowała byłego męża, że zostanie ojcem. Takiego ojca dla swojego dziecka Nastia nie chciała.
Walentyna Pietrowna, od dawna marząca o zostaniu babcią, obiecała pomóc, ale bardzo martwiła się tym, co powiedzą ludzie.
– Nie jest dobrze wychowywać dziecko samotnie” – powiedziała. Ale ponieważ Nastia w żaden sposób nie chciała iść do Eugeniusza, Walentyna Pietrowna postawiła sobie za cel poślubienie córki w jakikolwiek sposób. „Z kimkolwiek”.
Walentyna Pietrowna pracowała jako barmanka w fabryce. O takich kobietach mówi się, że wiedzą wszystko o wszystkich. Zaczęła szukać narzeczonego dla Anastazji.
Konstantina zauważyła już dawno temu. Był rozwiedziony, nie miał dzieci, pracował jako spawacz. Walentina uznała, że będzie odpowiedni do roli męża Nastii. Dlatego, kiedy w porze lunchu przyszedł po placki, Walentyna wyjęła z torby domowe placki, ale nie wzięła od niego pieniędzy.
– Częstuj się.
– Pyszne! Sama je upiekłaś? – Kostia był zaskoczony.
– To była moja córka, moja pomocnica! – Walentyna Pietrowna zaczęła ją chwalić. Trochę je upiększyła, ale dla szczęścia córki zrobiłbyś o wiele więcej.
Kostia jadł placki i słuchał barmanki, a Walentyna Pietrowna „karmiła” swoją zdobycz i za tydzień Konstantin powiedział:
– Walentyno Pietrowno, kocham twoją córkę zaocznie! Za takie placki można się ożenić.
– A co tu kochać zaocznie? Przyjedź w odwiedziny, poznacie się osobiście.
Konstantin przyjechał tego samego wieczoru. Nastia założyła piękną suknię, uczesała się… i rozczarowała się panem młodym. W ogóle nie przypadł jej do gustu.
Ale Kostik był w porządku. Zaczął przychodzić do domu Nastii na kolację i był gotowy przenieść się do gościnnej teściowej ze swoimi rzeczami na dobre.
– Nie kręć na mnie nosem! Bierz go, póki jeszcze ciepły! – upierała się matka. – Jutro się z tobą ożeni.
– Ale twój Kostia wcale mi się nie podoba… – zaprotestowała Nastia.
– Brzuch ci urośnie i nikt cię nie zechce! A teraz jest szansa, żeby tak wszystko zaaranżować, żeby on niczego się nie domyślił! A co najważniejsze, zachowamy honor w oczach społeczeństwa! – potrząsnęła matką. Walentyna Pietrowna zrozumiała, że córka wkrótce stanie się dla niej ciężarem, a Konstantin rozwiąże wszystkie ich problemy.