– Witaj córko, jak się masz…..

– Cześć, córeczko, jak się masz, chyba zajęta?
– Mamo, cześć, oddzwonię, dobrze? Jadę, – Varya rzuciła telefon na siedzenie obok, była spóźniona na kolejne spotkanie z partnerami, nie lubili czekać….
– Rozmawiałaś z córką? – uśmiechnął się gorzko jej mąż.
– Powiedziała, że oddzwoni, cóż, znowu zapomni, w porządku, zadzwonię teraz do Sashy….
– Synu, cześć, jesteś zajęty? Tak, tak, oczywiście, przepraszam, tak, tak, tak, nie zapomnij, proszę…
– Cóż, mówiłem ci, po co ostrzegać dzieci? Nawet nie zauważą naszej nieobecności przez miesiąc. Kupimy dom, to ich zaprosimy. Ich życie jest teraz inne. Dzieci są jak pisklęta, wychowaliśmy je i odleciały, a ty i ja musimy radzić sobie sami. Jak zawsze, tylko ty i ja…. – Mąż starał się pocieszyć żonę najlepiej jak potrafił, choć sam był zniesmaczony wiecznym zajęciem dzieci i ich obojętnością wobec rodziców.- Myślisz, że byliśmy dobrymi rodzicami?
– Nie wiem, ale staraliśmy się.
I oboje pogrążyli się we własnych myślach….
Następnego ranka lub następnego dnia dzieci nie oddzwoniły. Ale ich rodzice wyjeżdżali na miesiąc nad morze, gdzie zamierzali kupić mały domek dla siebie, dla przyszłych wnuków, dla swoich dzieci.
– Może autobusem?
– Jakim autobusem tam i stamtąd? Jakim autobusem tam i z powrotem? Pojedźmy samochodem.
– Będzie ci ciężko.
– Dam radę, nie pierwszy raz podróżuję.
Kupili domek nad morzem, wylegiwali się razem, a Maria ciągle próbowała dodzwonić się do dzieci, na co Ivan jej zabraniał, mówiąc, że nie ma co robić, że sami zadzwonią, kiedy będą potrzebować…
Miesiąc później nadszedł czas powrotu, pakowania się i przeprowadzki….
– Wania, a może autobus?
– Nie bądź głupi, jedźmy spokojnie.
Iwan jechał powoli, była noc, oczy same mu się zamykały, ale większość czasu już minęła, chciał szybciej wrócić do domu.
Pisk hamulców, samochód wjeżdżający na nadjeżdżający pas, oślepił człowieka….
– Varvara Ivanovna?” suchy głos zabrzmiał w telefonie wczesnym rankiem, gdy Varya odebrała telefon mamy we śnie.
– Tak, ja…
– Marja….. i Ivan….. to twoi krewni?
– Tak…
– Mieli wypadek, są w szpitalu N w mieście N, przyjedź szybko… – rozmowa została przerwana.
Waria potrząsnęła głową, ponownie wybrała numer telefonu, pod którym było napisane „Mamulechka”.
– Abonent jest poza zasięgiem – odpowiedział jej suchy metaliczny głos.
Wybrała „Papulya”: Abonent poza zasięgiem….- Po co mi w ogóle jesteś potrzebny – krzyknęła Varya – skoro nie mogę skontaktować się z osobą, z którą chcę się skontaktować!
– Saszka, on to ustawił…- nie długi sygnał, – Saszka, cześć, doceniam, no, dlaczego, daj mamę i tatę, chcę porozmawiać…Co? Tak, jestem normalny, tak, widzę, jak długo…Sasz…. to nie ty dzwoniłeś??? ….
Pół godziny później brat i siostra jechali samochodem do miasta, w którym ich rodzice leżeli w szpitalu. Każdy z nich milczał, nie dzwonili do rodziców przez cały miesiąc… każdy był zajęty własnym życiem, ale dlaczego żaden z nich nie poświęcił ani minuty przez cały miesiąc, aby zadzwonić do mamy i taty, obiecali. A teraz nawet nie wiedzą, co ich starsi robili późną nocą na autostradzie daleko od domu…..
Varya pogrążyła się we wspomnieniach: tu biegnie z otwartymi ramionami do ojca, on z radością rzuca się na kolano: „Moja córeczko” i przyciska ją mocno i mocno do siebie… tu mama nie śpi całą noc, siedząc przy łóżku Varyi… a tu rodzice są śmiesznie źli na córkę i syna, gdy zrobili kolejny zły uczynek… łzy mamy i taty pierwszego września, ostatni telefon, ich ciągła troska, ich ciepła miłość……. Dlaczego przestała to doceniać? Kiedy? Varya spojrzała na Sashę, który ściskał kierownicę i patrzył na drogę.
– Mamo, tato, – mały Sasza pobiegł sprintem do rodziców, niosąc grubą zieloną gąsienicę, pokonawszy obrzydzenie, rodzice pozwolili synowi zabrać gąsienicę do domu.
Sasza z tęsknotą wspominał rodzinne spacery po lesie, jak on i jego siostra czasami ich nie lubili, a jego rodzice, trzymając się za ręce, mówili: „Kiedy dorośniesz, pamiętaj o tym” i dokuczali dzieciom, uciekając przed nimi do gaju, a dzieci, prawie płacząc z urazy, próbowały dogonić dorosłych ….
I oboje przypomnieli sobie, jak ich rodzice, po wykopaniu basenu dla dzieci w małym ogrodzie warzywnym, obiecali, że pewnego dnia na pewno kupią dom nad morzem, gdzie oni, ich dzieci i wnuki będą mogli przychodzić i pluskać się w morzu, ile tylko zechcą…
– Dzień dobry, masz Ivana… i Marię….. Jesteśmy ich dziećmi, możemy ich zobaczyć?
– Tak, oczywiście, ich stan jest stabilny.
Kilka dni później Iwan i Maria zostali przeniesieni na ten sam oddział. Ich życiu nie zagrażało już niebezpieczeństwo. Przez cały ten czas ich dzieci były blisko nich, wynajęli mieszkanie w pobliżu, wspominali swoje piękne dzieciństwo, siedząc w kuchni i pijąc butelkę wina we dwoje…
– Mamo, tato, co was tu sprowadza?
Wania i Masza spojrzeli na siebie.
– Cóż, kupiliśmy dom nad morzem, tak jak zawsze chcieliśmy – odpowiedział Wania.
Sasha i Varya patrzyli na tak drogich, ulubionych ludzi w milczeniu. Zrozumieli i uświadomili sobie wiele rzeczy w czasie, gdy dowiedzieli się o wypadku…
– Czy kiedykolwiek mówiliśmy wam, że jesteście najlepszymi rodzicami na świecie?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *