Nikt nie przyszedł na przyjęcie urodzinowe. Anna spędziła cały dzień stojąc przy kuchence, gotując ulubione potrawy swoich dzieci i wnuków, nawet pojechała do wioski powiatowej, aby kupić zagraniczne awokado i śmierdzące czarne prześcieradła, z których Anna zrobiła bułki z ryżem i rybą. Wnuki nazywały je bułeczkami i uwielbiały je.
To były jej sześćdziesiąte urodziny, jubileusz, wszyscy musieli przyjść. Co prawda w tym roku wszyscy się pokłócili, ale Anna zadzwoniła do wszystkich dzieci za miesiąc i wszyscy obiecali być.
Wszystkie córki były obrażone, że Anna bardziej pomagała synowi. Ale on był najmłodszy, dopiero co stanął na nogi, a jego dzieci były bardzo małe, Simochka miała siedem lat, a Petyonka sześć. Jej córki mają duże dzieci, więc powinny być rozpieszczane, powinny iść do pracy. Anna sama pracowała całe życie i nauczyła swoje dzieci pracować. Ale jej córki miały pecha: jedna rzuciła szkołę w wieku czterdziestu lat i postanowiła zostać piosenkarką, druga niedawno po raz trzeci wyszła za mąż za jakiegoś starszego mężczyznę, młodego, czy coś, nie mogła znaleźć, wszystkie gwiazdy wychodzą za młodych mężczyzn.
Nie było z kim rozmawiać o dzieciach. Anna miała przyjaciółki z dzieciństwa: krągłą Tatianę, krępą Ninę, parę wysokich Alewtin i starszą Waryuszę, bożą mniszkę. Ale od dziesięciu lat nie utrzymywała z nimi kontaktu.
Wszystko wyszło na jaw z powodu jej męża. Postanowił zająć się biznesem i namówił Annę, aby zachęciła swoich przyjaciół do zainwestowania pieniędzy w jego dochodowy biznes. Dobrze opisał, jak wkrótce wszyscy będą bogaci dzięki niemu, a Anna mu uwierzyła. I przekonała swoich przyjaciół.
Jej mąż zebrał pieniądze i wyjechał. Wyjechał. Okazało się, że znalazł sobie młodą żonę. Jego biznes splajtował, ogłosił bankructwo. A przyjaciele Anny stracili wszystkie pieniądze.
Może by się nie kłócili, współczuli jej, w końcu mąż zostawił ją na starość, ale znajomi dowiedzieli się, że mąż zwrócił jej pieniądze. I obrazili się. Powiedziały, że powinna była podzielić pieniądze dla wszystkich. A sama Anna jest dobra: obraziła się i powiedziała im paskudne rzeczy: że Tanja kradnie sadzonki w nocy, dlatego rośnie lepiej niż ktokolwiek inny, że Alewtina była starą panną i nadal nią jest, że Nina jest kukułką, oddała jej dziecko swojej matki po rozwodzie, więc dziecko dorastało bez matki. A Varvara przespała się z mężem Tatiany, przyjaciółki!
Anna nie chciała opuszczać wioski, spędziła tu całe życie. Jej dzieci czasami wzywały ją do siebie, ale Anna rozumiała, że wzywają ją, by opiekowała się wnukami. Kochała swoje wnuki, ale nie na tyle, by przechodzić przez to wszystko po raz drugi.
Był wieczór. Kuzyn z Władywostoku przysłał kartkę elektroniczną. Wow, przypomniała sobie, chociaż przez długi czas była trochę nieobecna. A dzieci zapomniały.
Nie dało się tego wszystkiego upchnąć w lodówce. Anna westchnęła, pokręciła się w kuchni i poszła do swojego pokoju, żeby się wypłakać. Było jej wstyd, tak ciężko pracowała, a mogła to wyrzucić świniom. Ale od dawna nie hodowała świń, tylko kury. Mleko kupowała od jedynej sąsiadki, która nie miała do niej pretensji, bo przyjechała już po historii z pieniędzmi. Zdrowie Anny nie było takie, jak być powinno! A dzieci nie tylko nie przychodziły, ale nawet nie raczyły zadzwonić.
Nagłe pukanie do okna z lekkim ptakiem obudziło nadzieję Anny. Dzieci, dzieci tu były!
Pospiesznie otarła łzy, poprawiła rozczochrane włosy i pobiegła otworzyć drzwi.
Na progu stali jej przyjaciele. Ci, z którymi nie przywitała się od dziesięciu lat. Tania o okrągłej twarzy, wiecznie doskonała uczennica, której kwiaty rosły przez cały rok na całej działce; Nina, która z biegiem lat stawała się coraz niższa i wyglądała jak mały bolończyk ze swoimi rozjaśnionymi puszystymi włosami; Alewtina, wysoka i sucha jak patyk, z brwiami ściągniętymi w prostą linię; i Waryusza, boży mniszek, najstarsza z nich wszystkich i już niewidoma.
W rękach Tani różowił się bukiet piwonii, Nina z trudem trzymała oburącz pustą butelkę, Alewtina miała ogromny obraz czarnej pantery, Waryusza skubała cukierka z przepięknego zestawu sześciu smaków.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! – krzyczały z radości.
Anna spojrzała na zegar. Wskazówki zbliżały się do północy. Trochę za późno na przyjęcie urodzinowe, chciała powiedzieć. Ale słowa uwięzły jej w gardle razem ze łzami, które właśnie powstrzymała.
-Co zamarło jak posąg? – krzyknęła Alevtina. – Moja ręka jest teraz wycofana, by trzymać to zdjęcie. Puść, czy co?
Nina jako pierwsza nie wytrzymała – rzuciła się Annie na szyję i zaszlochała. Potem dołączyła do niej reszta koleżanek i zrobiła się taka kupa mala, że o mało nie rozbiły bańki. Wszyscy udali się do kuchni i zaczęli degustować przygotowane potrawy. Na początku było trochę niezręcznie, w końcu nie rozmawiali od dziesięciu lat, ale po kilku drinkach te dziesięć lat rozpłynęło się bez śladu i od razu zaczęli rozmawiać, śmiać się, zaczęli wspominać swoją młodość.
-Nazwij Pietię bajanistą! – Tania zdecydowała w środku nocy.
On śpi – zawahała się Nina.
-Ja go obudzę! – Alewtina zachichotała bardzo dziewczęcym, dzwoniącym śmiechem.
Do rana dom był już pełny: bułka z rybą już dawno została zjedzona, Waryusza nie zostawiła nic z ciasta, bardzo lubiła słodycze. Nawet ogórki trzeba było wyciągnąć z piwnicy! Anna promieniała: dawno nie miała tak szczęśliwego przyjęcia urodzinowego!
Nie usłyszeli silnika z powodu akordeonu i dopiero gdy trzasnęły drzwi, Anna zdała sobie sprawę, że ktoś jeszcze przyszedł. Nawet nie wyszła im na spotkanie: taki tłum, jednego więcej, jednego mniej. Ale wtedy usłyszała znajomy bas syna.
-Mamo, co to za hałas?
Anna podskoczyła na miejscu! Słuchaj, to prawda, dzieci tu są. Przecież pamiętały… Anna zrobiła obrażoną minę i wyszła. Córki natychmiast przylgnęły do niej z obu stron, wnuki skuliły się bojaźliwie przy drzwiach.
-Wszystkiego najlepszego, mamusiu!
-Spóźnione życzenia urodzinowe – kontynuowała obrażona. – Czekałam na ciebie wczoraj. Tyle nagotowałam, ale już wszystko zjedli.
-Jak to wczoraj?
-Zapomniałaś, kiedy twoja matka ma urodziny?
-Są piątego! To dzisiaj, prawda?
-Dzisiaj jest szósty – odparła Anna.
-Co ty wyprawiasz, babciu – wtrącił się najmłodszy wnuk Pietia – dzisiaj jest piąty. Patrz!
Wyjął z kieszeni telefon, ale Anna nie mogła nic na nim zobaczyć bez okularów.
-Narysowałem ci kartkę – dodał Pietia i wyjął z torby złożoną kartkę papieru.
-Tak – krzyknęła Alewtina rozkazującym głosem. – Wszyscy na zewnątrz! Dzieci Pietrowny już tu są, potem dokończymy spacer. A ty weź witaminy albo coś do picia – zwróciła się do Anny. – To już piąty dzisiaj, zupełnie straciłaś pamięć.
Później, gdy goście już wyszli, a córki, patrząc na siebie, w pośpiechu zmywały naczynia i zbierały puste butelki do torebek, siadając z synem, Anna zorientowała się, że przez pomyłkę oderwała dwie kartki z kalendarza. Było jej wstyd! Syn się śmiał, wnuki też, córki przewracały oczami. Nie było czym ich poczęstować, co jeszcze bardziej uraziło Annę, bo przecież tyle nagotowała, a sąsiedzi wszystko zjedli!
-Mamo, sami wszystko ugotujemy – powiedział syn. – Siadaj, poradzimy sobie bez ciebie.
Mimo wszystko wychowała dobre dzieci, zdecydowała Anna. Będzie brała witaminy…
*Witaj, smutku!
ZAPOMNIANE