Wybrałeś mnie.

Wybrałeś mnie
– Proszę, zabierz ją! Nie zniosę tego dłużej. Nie zniosę tego nawet przez sekundę. Proszę, zabierz ją!
– Diane, co się stało? Kogo zabrać?
– Zabierz Maszę. Nie zniosę tego dłużej!
– Diana, nie rozumiem! Coś nie tak? Będę tam za godzinę. Ale musisz mi powiedzieć, co się dzieje!
– Po prostu już dłużej tego nie zniosę…
Evelina trzymała telefon w dłoniach, nerwowo zerkając na godzinę. Dwadzieścia minut temu Diana zadzwoniła do niej zapłakana. Evelina nie była jej siostrą; w ogóle nie były spokrewnione. Ale były najlepszymi przyjaciółkami od przedszkola….
* * *
Diana urodziła Maszę cztery lata temu. Niemal natychmiast po tym, jak została wypisana ze szpitala, jej mąż spakował swoje rzeczy i wyjechał, by zamieszkać z inną kobietą.

„Nie sądziłem, że z dziećmi będzie tak ciężko” – powiedział na pożegnanie i zatrzasnął za sobą drzwi.
Diana musiała przejść przez całą podróż macierzyństwa sama. Masza była „oswojonym” dzieckiem, ogoniła matkę i bardzo źle spała. Gdy tylko dali miejsce w ogrodzie, Diana natychmiast pobiegła do urzędnika, aby zapisać córkę. Już za dwa tygodnie Masza poszła do przedszkola. Diana nie miała czasu czekać, aż minie okres adaptacji. Czekała tydzień, a potem zadzwoniła do dyrektora z poprzedniej pracy z prośbą o przywrócenie jej do pracy.
W ten sposób rozpoczął się kolejny trudny okres. Diana była zmuszona unikać zwolnień lekarskich, a jeśli Masza budziła się z objawami przeziębienia, pracę trzeba było zabierać do domu.
Evelina starała się pomagać przyjaciółce jak tylko mogła. Czasami zabierała Maszę z przedszkola do siebie, aby Diana mogła po pracy pójść do sklepu lub do szpitala. Czasami zostawiała dziecko u siebie na noc. Masza szczerze wierzyła, że Ewelina jest jej własną ciotką, a nie przyjaciółką matki.
– Dlaczego nie masz dzieci? – zapytała.
– Będziemy, Maszenko – odpowiedziała Ewelina.
– Kiedy?

 

– Nie wiem – uśmiechnęła się Evelina. – Wiesz, dzieci wybierają, do kogo i kiedy przyjść.
– Czyżby?
– Oczywiście, że tak!
– I ja też wybrałam mamusię?
– Tak, myślę, że ją wybrałaś.
– Czy ona też mnie wybrała?
– Oczywiście, że tak. Czekała na ciebie.
– To nieprawda – powiedziała cicho Masza.
– Dlaczego tak pomyślałaś? – Ewelina spięła się.
– Bo przeszkadzam Mamie…..
Po tej rozmowie Ewelina zaczęła zauważać, że łatwo doprowadzić Maszę do łez, a potem trudno ją uspokoić. A jej sen stał się przerywany, zaczęła mieć koszmary. Ewelina nigdy nie osądzała Diany, zawsze starała się zrozumieć jej sytuację. Ale coraz częściej miała wrażenie, że Diana robi wszystko, by jej współczuć.
– Cholera, masz własne mieszkanie, pracujesz, twoja córka jest w ogrodzie. Tak, ty i Masza nie żyjecie bogato, ale nie jesteście żebraczkami – Ewelina nie mogła się powstrzymać i jakoś zaczęła strofować przyjaciółkę.
– Spróbuj wychować dziecko za te grosze, a zobaczę!

– Nie sądzę, żebyś zarabiał grosze. Masz dobry grafik, ośmiogodzinny dzień pracy, wakacje i premie. Wszystkie świadczenia. Ponadprzeciętne wynagrodzenie. Nie wiem, dlaczego panikujesz.
– Bo dostaję za mało! – krzyknęłam z irytacją.
– Ale co Masza ma z tym wspólnego? Diana, to nie wina dziecka, że nie możesz uspokoić swoich ambicji – Ewelina w końcu powiedziała to, co naprawdę myślała.
– Ambicji? Gdyby Dima nie uciekł, gdy tylko zaczęły się trudności, nie spieszyłabym się do pracy półtora roku po porodzie! Gdyby Dima nas nie porzucił, byłabym w stanie przespać przynajmniej jedną dobrą noc w ciągu tych czterech lat! Chociaż… nieważne. Niech idzie! Dick.
– Diana, wiem, że jesteś zmęczona. Ale kilka razy w miesiącu biorę Maszę, żeby pomóc ci się zregenerować. Przynoszę ci lekarstwa z apteki, kiedy jesteś chora. Często kupuję zakupy dla dwóch rodzin. Przykro mi, oczywiście, ale nie jesteś w sytuacji, w której możesz się tak zachowywać” – powiedziała z goryczą Ewelina. Ani jeden mięsień na twarzy Diany nie drgnął. Odwróciła wzrok, jej spojrzenie było nieobecne. Potem powiedziała:
– Kiedy będziesz miała dzieci, uwierz mi, będziesz śpiewać inaczej. Tylko wiesz, Bóg ci ich nie daje, bo jesteś tak daleka od macierzyństwa jak księżyc!
Po tej rozmowie Evelina zerwała kontakt ze swoją przyjaciółką. Przez kilka tygodni nie odzywały się do siebie. Evelina była zraniona słowami Diany do głębi: nie może mieć własnych dzieci i to wszystko.
Masza bardzo tęskniła za ciotką, więc dzień po dniu zadręczała matkę pytaniami.
– Mamo, mamo, mamo! Kiedy przyjedzie ciocia Ewelina? Chcę spędzić z nią noc. Ostatnim razem nie skończyłyśmy książki!
– Zostawisz mnie w spokoju czy nie? Mam dość cioci Eweliny. A ona nie jest twoją ciotką! Dzięki Bogu, że nie jesteśmy spokrewnione” – syczała Diana.
Masza szlochała cicho, łzy spływały jej po policzkach. Diana, widząc, że jej córka płacze, rozgniewała się jeszcze bardziej.
– Przestań jęczeć!
– Nie jęczę – Masza otarła łzy rękawem. – Mamo, mam smarki…
– Mam cię serdecznie dość! Smarki i łzy. Przestań działać mi na nerwy! – Diana odwróciła się z krzykiem, po czym ze złością zacisnęła palce na nosie córki. – Wydmuchaj nos!
– Och, to boli!
– Będziesz cierpliwa!
Masza znów zaczęła płakać, ale już wyć. Mama znów była wściekła i wściekła, a Masza mentalnie przeanalizowała wszystkie swoje błędy w głowie, ale nadal nie rozumiała, dlaczego jest karcona. Zapytała tylko, kiedy przyjedzie ciocia Ewelina.
Diana była nie do zatrzymania. Zaczęła, a teraz chodziła po mieszkaniu, ze złością wrzucając rzeczy do szafek, kopiąc zabawki i strofując córkę za każdy drobiazg. Masza nie mogła powstrzymać łez. To jeszcze bardziej rozwścieczyło jej matkę. Rzuciła lalką w ścianę, cudem chybiając i nie trafiając córki. A potem zamilkła, usiadła na podłodze i wpatrywała się w sufit.
– Nie zniosę tego dłużej… – wyszeptała.
Diana podniosła słuchawkę i zadzwoniła do Eveliny, ignorując swoją dumę. Jej przyjaciółka obiecała, że będzie za godzinę.
* * *
Kiedy Evelina weszła do mieszkania, zastygła w miejscu: rzeczy były porozrzucane, zabawki ułożone w stertę. Tu i ówdzie leżały skrawki podartego papieru. Ewelina rozejrzała się niespokojnie, ale po chwili odetchnęła z ulgą. Masza wyskoczyła gdzieś zza gruzów i rzuciła się w ramiona ciotki.
Diana spojrzała na dziecko obojętnie. Potem zwróciła się do Eveliny i powiedziała:
– Możesz ją zabrać do siebie?
– Jasne! Diano, potrzebujesz pomocy? Mąż koleżanki poszedł do dobrego psychologa….
– Niczego nie potrzebuję. Po prostu zabierz Maszę ze sobą.
Ewelina zakryła uszy Maszy dłońmi, po czym półszeptem zapytała przyjaciółkę:
– Dian, na weekend zabrać?
– Nie – odpowiedziała obojętnie Diana, nie nawiązując kontaktu wzrokowego. – Chcę, żebyś się nią zajęła.
– Jesteś szalona – wysyczała Evelina, przyciągając Maszę mocniej do siebie, żeby nie słyszała rozmowy.
– Chyba tak. Ale nie mogę już tego robić i nie chcę. Będziesz najlepszą matką z nas dwóch. Zabierz ją, proszę.
Evelina spojrzała na przyjaciółkę rozczarowana. Zabrała ręce i przykucnęła naprzeciw Maszy.
– Zayush, nie masz nic przeciwko, jeśli zabiorę cię do siebie na weekend? – Evelina starała się wypowiedzieć te słowa jak najspokojniej, ale nie dawało jej to spokoju.
– I skończysz czytać mi tę bajkę? – zapytała Masza, ocierając łzawiące oczy.
– Skończę. Biegnij spakować zabawki do plecaka, a mama przygotuje twoje rzeczy.
Gdy Masza pobiegła do sypialni, Ewelina znów spojrzała na przyjaciółkę. Chciała powiedzieć Dianie wszystko, co o niej myśli, ale zauważyła jej spojrzenie – puste, zupełnie pozbawione życia.
„Boże, ona ma to gdzieś!”.
Powiedziała. W chwili, gdy Diana usiadła na podłodze i podniosła wzrok ku sufitowi, zdała sobie sprawę, że nic ją to nie obchodzi. O córkę, o macierzyństwo. Była zmęczona i chciała żyć sama. Diana nigdy nie chciała być matką. A kiedy test wykazał dwa paski, jej mąż przekonał ją, by zatrzymała dziecko. Tylko on uciekł, bojąc się odpowiedzialności.
Evelina próbowała szybko zabrać dziewczynę z mieszkania, zupełnie nie rozumiejąc, jak być dalej. Co robić w takich przypadkach, gdy najlepsza przyjaciółka oddaje córkę jak bezpańskiego szczeniaka? A co, jeśli Diana potem zapuka do drzwi, by zabrać dziecko z powrotem, gdy odzyska siły? I jak wytłumaczyć małej Maszy, że jej matka nie chce jej więcej widzieć?
Masza zasnęła, gdy tylko wsiadła do taksówki. Evelina przysunęła się bliżej, aby dziewczynka mogła wygodnie spać, siedząc w foteliku. Piętnaście minut później przyszła wiadomość:
„Evelina, nie żartowałem w sprawie opieki. To nie jest chwilowe zaburzenie. I nie postradałem zmysłów. Po prostu zdałam sobie sprawę, że nie nadaję się do macierzyństwa. I nawet rozumiem mężczyzn, którzy uciekają od swoich rodzin, gdy tylko mają dzieci. Wiem też, że nie można mieć dzieci. Nie pamiętasz tego, ale przypadkowo zostawiłeś swoje dokumenty w mojej kuchni i była tam notatka lekarska. Tak, przejrzałem twoje akta, przepraszam. Ale chodziło mi to po głowie. Chcę, żebyś spełniła się jako matka, bo ja nie mogłam. Dowiedziałem się, że możesz pójść do opieki społecznej i poprosić ich, by zostali twoim tymczasowym opiekunem. Możesz to zrobić. Wiem, że możesz. Pójdę z tobą podpisać papiery. Pomogę Maszy. Zrobię, co w mojej mocy. Jeśli będę mógł. Dziękuję. Nie osądzaj. To twoje prawo.”
Evelina rozpłakała się. Kilka dużych łez spadło na ekran jej smartfona. Przez wiele lat modliła się do Boga, aby dał jej dziecko, ale nigdy nie myślała, że Wszechmogący spełni jej prośbę w taki sposób.
Evelina spędziła długi czas, poprzez sądy i prawników, starając się o opiekę nad dziewczynką. Jej życie było badane na mikroskopijnym poziomie, sprawdzając całe jej pochodzenie. Ale w końcu prawo do wychowania dziecka przeszło na nią. Diana wywiązała się z komunikacji: co miesiąc wysyłała „alimenty”, ale z córką nie kontaktowała się.
Evelina musiała zabrać Maszę do psychologa Victorii, aby odpowiednio przygotować grunt pod trudną rozmowę. Po chwili zasugerowała: „Byłoby lepiej, gdybyśmy spotkali się we trójkę. Musisz być przy mnie, ale ja znajdę odpowiednie słowa, aby złagodzić krawędzie”.
* * *
Masza usiadła w małym gabinecie na krześle obok Eweliny. Psycholog, po pytaniu o nastrój i ulubione zabawki, płynnie przeszedł do delikatnego tematu.
– Maszenko, chciałam powiedzieć, że teraz w szpitalu, w przedszkolu, a potem w szkole i wszędzie Ewelina będzie uważana za twoją mamę.
– Dlaczego? – zapytała dziewczynka.
– Tak się dzieje, gdy długo żyjesz z kimś, kto się o ciebie troszczy. Jesteś szczęśliwa z Eweliną, prawda?
– Bardzo! Dużo się bawimy. A ona nigdy mnie nie beszta… – Masza zamilkła, a potem zapytała ledwie słyszalnym głosem: – A mama?
Victoria próbowała wyjaśnić, że jej mama nigdzie się nie wyprowadzi, ale będzie mieszkać osobno. A potem powiedziała, że tak się dzieje, gdy dzieci przenoszą się do nowej rodziny, gdzie będą kochane jeszcze bardziej niż wcześniej. Po wysłuchaniu psychologa Masza rozpłakała się i przylgnęła do Eweliny. Na początku wydawało się, że Masza jest zdenerwowana, ale po chwili cicho powiedziała:
– Widzisz, a mówiłaś, że dzieci same wybierają sobie rodziców. Nie wybierają.
– Jak to? – Ewelina uśmiechnęła się.
– Ty wybrałaś mnie.
Masza poczuła, że nie chce wracać do domu matki. Ewelina była dla niej dobra. Troszczyła się, nigdy na nią nie krzyczała, nie rzucała przedmiotami, nie straszyła krzykami i słowami. Masza w końcu zaczęła spać spokojnie w nocy. Koszmary już jej nie dręczyły. Masza nie musiała nawet rozmawiać z psychologiem: wszystko rozumiała. W ogóle rozumiała znacznie więcej niż jej rówieśnicy.
Masza spojrzała w oczy Eweliny i znów ją przytuliła.
– Mogę ci mówić mamo? – wyszeptała.
Ewelina rozpłakała się, nie ukrywając emocji. Modliła się, aby Bóg dał jej dziecko i była gotowa przyjąć wszelkie próby losu. A teraz mała dziewczynka, niekochana i niechciana przez swoich rodziców, nazywa Evelinę mamą. Czyż to nie szczęście?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *