„Będę panią mieszkania” – Katia prawie zemdlała po przeczytaniu sekretnej korespondencji matki

„No dalej, przyspiesz ten proces, chcę się do ciebie wprowadzić. I sama wyrzucę córkę” – napisała do mamy jakaś arogancka Kazanowa. Na takie słowa brwi Katii prawie wyskoczyły jej z czoła.
A wcale się tak nie zaczęło…

– A może by tak sprzedać te wszystkie rupiecie? – Tamara zaczęła od progu rozglądać się po mieszkaniu, a Katia poczuła się zraniona słowami matki. Wędrowały po trzypokojowym mieszkaniu, które Tamara odziedziczyła po babci i nie wiedziała, co z nim zrobić.
Wysokie sufity, stare, ale wciąż solidne kredensy, pożółkłe tapety – wszystko tchnęło wspomnieniem babci, którą Katia bardzo kochała. Prawie całe dzieciństwo spędziła z babcią, podczas gdy jej matka pracowała i spotykała się z różnymi mężczyznami. Nigdy nie znalazła nowego męża, który zastąpiłby jej ojca, który opuścił ich dawno temu.
Katya wciąż miała o to pretensje, ale ukryte głęboko w środku. Teraz starała się być przyjaciółką dla starej, samotnej kobiety.
Tamara zdawała się nie zauważać smutnej miny córki i patrzyła na mieszkanie jak na worek z pieniędzmi, kalkulując w myślach, ile może dostać za całe to dobro.

– Mamo, mówisz poważnie? – Katia zatrzymała się w przedpokoju, głaszcząc masywną komodę babci. – Nie mogłaś po prostu… zostawić tego w spokoju?
– Katia, nie bądź głupia. Szkoda, oczywiście, ale mieszkanie jest w centrum miasta! – Tamara machnęła ręką, jakby odganiała irytującą muchę.
Podeszła do okna i spojrzała na podwórko.
– Moglibyśmy je sprzedać, zainwestować w coś nowego. Nie zamierzam dożyć swoich lat w tym zatęchłym trzypokojowym mieszkaniu.
– Mamo, możesz robić, co chcesz, mieszkanie jest twoje. Ale obawiam się, że będziesz tego żałować.
– Przestań jęczeć. Oczywiście konsultuję się z tobą, cenię twoją opinię.
W zachowaniu matki było coś, co zaniepokoiło jej córkę. Mama zwykle nie była tak stanowcza. Jakby… jakby miała jakiś chytry plan. A może tak jej się wydawało?

– Mamo, co ty wyprawiasz?
– Co? Nie bądź głupia – Tamara odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z córką. – Wiesz, jak szybko drożeją nieruchomości?
– Myślałaś kiedyś o mnie? O tym, że bardzo kochałam babcię – zapytała cicho Katia. – Możesz chociaż nie sprzedawać za mnie?
– Oj, oj, oj, sentymentalna, – Tamara przewróciła oczami. – Mieszkanie jest moje, robię co chcę. Co byś powiedziała, gdybyśmy chociaż wynajęli mieszkanie?
– Wynająć? Nie, dzięki, zrujnują je, to nawet gorsze niż sprzedaż!
Tamara prychnęła chrypliwie.
– No właśnie. Więc go sprzedamy.
Katia prawie zaniemówiła. Jak mogła być tak cyniczna?!- Wiesz co, mamo? Dobra, zostawmy to na razie. Muszę to przemyśleć.
– Zgadza się, córko! Przemyśl to. W międzyczasie trochę odpocznę. Dotarcie tutaj zajęło nam dwie godziny. Muszę się zdrzemnąć, jest tuż po obiedzie.
Tamara poszła do sypialni, a Katia została sama w kuchni. Usiadła na stołku, patrząc na telefon, który jej matka zostawiła na ładowarce. Nagle telefon zaczął piszczeć.
Katia niechętnie podniosła słuchawkę, by wyciszyć powiadomienia. Właśnie wtedy zobaczyła wiadomość. „Kochanie, tęskniłam za tobą (serce)”.
Namiętna korespondencja
Katia powoli podniosła telefon, zaintrygowana wiadomościami od matki. Musiała sprawdzić, co to za zalotnik do niej pisał.
Oczywiście nieumyślnie, tylko po to, by zerknąć.
Przejechała palcem po ekranie i odblokowała telefon. Imię mężczyzny nie było jej znane – kim był Valera? Przez głowę przebiegły jej dziesiątki opcji: sąsiad, stary znajomy, kolega z pracy?
Gdy tylko przeczytała pierwszą wiadomość, jej serce zabiło z oburzenia.
Valera: „A może by tak przyspieszyć ten proces? Chcę się wprowadzić już teraz. Czekam na wiadomość od ciebie, kochanie”.
Katya upuściła telefon na stół. „Kochanie?! Valera?! Wprowadzić się?!” Jej myśli natychmiast się poplątały. Czy to flirt? I gdzie on zamierza się wprowadzić?
Ponownie chwyciła za telefon, przewijając w górę wiadomości, a obraz stawał się coraz wyraźniejszy i bardziej przerażający.
Tamara: „Kochanie, bądź cierpliwy. Myślę, że Katia nie będzie miała nic przeciwko. W końcu mieszkanie jest duże, jest wystarczająco dużo miejsca dla nas wszystkich”.
Valera: „Tylko jeśli jestem szefem. Nie mogę czekać wiecznie. Powiedz Katii, żeby wyszła. Pojedynek odbędzie się później”.
Katya poczuła, że wszystko w niej wrze. A więc to dlatego matka straszyła ją sprzedażą. Żeby Katia zgodziła się mieszkać obok jakiegoś leworęcznego mężczyzny! Gdyby jej matka po prostu ogłosiła, że ma chłopaka, Katia byłaby przeciwna wspólnemu mieszkaniu.
Ale matka straszyła ją alternatywą sprzedaży mieszkania! I oczywiście Katia zgodziłaby się tolerować obcego mężczyznę, byle tylko nie sprzedawać mieszkania.
Ale bezczelność tego człowieka była nieproporcjonalna! Valera chciał ją wyrzucić z mieszkania!
I jej matka, jej własna matka, zgodziła się na to? Katia nie mogła uwierzyć własnym oczom. To wszystko brzmiało jak zły sen. Jeszcze raz przewinęła korespondencję i kilka kolejnych zdań od Valery uderzyło ją jak młot w głowę.
Valera: „Daj spokój, czego się boisz. Masz prawo do własnego szczęścia. Będę tu szefem, dam ci czekoladowe życie, już przygotowałem płatki róż, haha. Zaniosę cię na rękach prosto do łóżka”.
Katia odłożyła telefon. Czuła się tak nieswojo, że miała ochotę pobiec do matki, nakrzyczeć na nią, zrobić awanturę, ale wiedziała, że musi być bardziej przebiegła. Katya odłożyła telefon z powrotem na szafkę nocną, aby go naładować, ukrywając dowody swojej zbrodni.
Potem podeszła do okna i wzięła głęboki oddech. Mama zawsze była trudna, zawsze lubiła, gdy wszystko było po jej myśli. Ale to… to już było przegięcie. Pomyśl, Katya, pomyśl.
Godzinę później z sypialni dobiegł odgłos kroków. Tamara pojawiła się w drzwiach, przeciągając się.
– Mamo, kim jest Valera?
Tamara dosłownie zamarła w miejscu. Jej twarz rozciągnęła się na chwilę, ale potem kobieta wzięła się w garść:
– Valera? Tak, to tylko koleżanka. Koleżanka z pracy. Rozmawiamy o jakiejś sprawie w mieszkaniu. Nic ważnego.
– Chcesz sprzedać mieszkanie, żeby kupić z nim inne? – Katia wpadła w szał.
– Nie, co… nie, nie wygłupiaj się, nie znamy się jeszcze tak dobrze. – Matka zarumieniła się.
„Nie aż tak dobrze”, pomyślała złośliwie Katia, ale milczała. Widziała wszystko na własne oczy. A teraz stała przed nią kobieta, która zrobiłaby wszystko dla swojej nowej pasji, nawet jeśli oznaczałoby to zdradę córki.
– Rozumiem – odpowiedziała sucho, patrząc uważnie na matkę.
Tamara drgnęła nerwowo.
– Dobra, to by było na tyle, wyjeżdżam w interesach. Zobaczymy się później. – Z tymi słowami jej matka przygotowała się do wyjścia.
Katia odetchnęła, wciąż zastanawiając się, jak postąpić. I wtedy sobie przypomniała. Anya!
Anya była starą przyjaciółką Katii, która mieszkała w akademiku ze swoim narzeczonym i oszczędzała na pierwszą ratę kredytu hipotecznego.
– Anka, cześć, co robisz?
– Cześć, Katia! Jak zwykle, wujek Borja pijany, a rodzina Muchinów krzyczy za ścianą. Jednym słowem piekło.
– Anya, chcesz zostać u mnie z Dimą? Wprowadziliśmy się do mieszkania mojej babci, dużego trzypokojowego. Jest wolne. I ty też możesz mi pomóc.
– Dlaczego tak nagle? – Zaskoczenie w głosie przyjaciółki było oczywiste. – Dlaczego miałabyś to zrobić? Na złość matce czy co?
– Och, nawet nie pytaj. Mama zamierza go sprzedać i wprowadzić do niego jakąś Valerę. Chyba lepiej do was zadzwonię. Tylko jeden warunek – nie daj się sprowokować. Mama was wkurzy, żebyście się wynieśli. A jeśli będziecie się zachowywać, jakbyście byli ofiarami opresji, nie będzie miała sumienia. A im dłużej będziecie tu mieszkać, tym lepiej.
– Dima i ja jesteśmy prostymi ludźmi. Myślę, że sobie poradzimy. Kiedy przyjeżdżamy?
– Jutro. Im szybciej, tym lepiej.
Anka i Dima dotarli do mieszkania po południu, kiedy Tamara nie wróciła jeszcze z pracy. Katia przywitała ich z wyraźną ulgą.
– Wszystko w porządku? – zapytała Anka, patrząc na przyjaciółkę. – Wyglądasz jak na szpilkach.
– Tak, wszystko w porządku. Najważniejsze, że tu jesteś. A ty się nie denerwuj. Nie wkurzaj swojej mamy.
Kiedy Tamara wróciła do domu z pracy, jej twarz nie wyglądała dobrze.
– Co ty tu robisz, do cholery? Co to za bzdury? – szepnęła do Katii, którą wzięła za rękę do kuchni.
– Mamo, to tylko tymczasowe! – odpowiedziała beztrosko Katia. – Anya i Dima zamieszkają z nami, ich życie w akademiku to piekło. Wrzaski, krzyki, pijacy… no, zlituj się nad nimi.
– Aha… – Tamara przeciągnęła się, mrużąc oczy. – No, no… Mam nadzieję, że nie będzie żadnych problemów?
– Oczywiście, że nie!
– W porządku… Ale od razu uprzedzę: mam tu swoje zasady. Lubię, gdy jest czysto. Zwłaszcza w łazience.
Wojna pokoleń
Nie minęło nawet kilka dni, a Tamara zaczęła czepiać się drobiazgów. Wczesnym rankiem spotkała Dimę w kuchni i, ledwie zajrzawszy do zlewu, z udawaną irytacją powiedziała.
– Dima, jesteś bezczelny. Idź szybko umyć kubek i talerz! Ty leniwy draniu. – krzyknęła ostro.
Dima był przygotowany na takie zachowanie, więc spokojnie przeprosił i umył brudne naczynia.
Wieczorem matka Katii zaczęła narzekać, że Anya i Dima rozmawiają zbyt głośno, a łóżko w ich pokoju skrzypi. Z cichym śmiechem młodzi zamknęli szczelniej drzwi i zaczęli rozmawiać szeptem. Nie był to ich pierwszy raz. W porównaniu z akademikiem byli w raju.
Późno w nocy Tamara zaczęła chodzić po mieszkaniu, grzechocząc naczyniami, otwierając i zamykając lodówkę i mocno kaszląc. Miała nadzieję, że nie pozwala zasnąć nieproszonym gościom.
– KHEE! KHE! KHEE! O CO CHODZI, MAM DOŚĆ TEGO KASZLU! – Przeklęła głośno.
Anya i Dima spali bez tylnych nóg, poziom hałasu dla nich był mniej więcej taki sam jak w tajdze w nocy w porównaniu do dormitorium.
Sfrustrowana niepowodzeniami, Tamara zaczęła stopniowo zwiększać ciśnienie. Szukała najmniejszych niedociągnięć, które mogłyby zirytować gości. Czepiała się świateł, które rzekomo nie były wyłączone, sposobu, w jaki Dima wieszał ręczniki, tego, że Anya za dużo czasu spędzała w łazience.
Raz nawet wtargnęła do łazienki, gdy Anya się myła i zaczęła krzyczeć:
– Anja, przestań marudzić za zasłoną! Zajęta czymś, co nie wiadomo czym robisz! Pospiesz się i wyjdź! Muszę się wykąpać!
– Och, ciociu Tamar. Już dobrze. – Anya posłusznie powiedziała i szybko wyłączyła pranie.
Dziewczyna zaśmiała się do siebie, wyobrażając sobie niezadowoloną minę Tamary.
Kiedy wyszła, rozczesując włosy, matka Katii nie pozostała w tyle:
– Dlaczego do tej pory nie rozstałaś się z Dimką? Czyż nie jest leniwy i bezczynny?
– Jak to? Co on takiego zrobił?
– Właśnie o to chodzi, nic! Pracuje w domu, nie gotuje, nie pierze, nie sprząta! Nie jest mężczyzną, tylko mięczakiem!
– Ciociu Tamar, wiesz ile on zarabia? Mnóstwo pieniędzy! – Anya wymamrotała bez zastanowienia.
Tamara zmarszczyła brwi.
– Nie rozumiem, a skoro jest taki bogaty, to czemu ty tu mieszkasz? Pospiesz się i wynajmij mieszkanie! Bezczelne dranie!
Anya pospiesznie wycofała się do swojego pokoju, zdając sobie sprawę, że wszystko zepsuła.
Plan Katii się nie powiódł. Tamara była wściekła, gdy zdała sobie sprawę, że Katia ją oszukała i szybko zażądała, aby goście posprzątali.
Katia siedziała w kuchni z jedną myślą w głowie – jak to możliwe, że jej matka związała się z tak śliskim facetem jak Valera. Był kłamcą i oszustem, a dla każdego głupca było oczywiste, że to wszystko było oszustwem. Ale mama… Mama zdawała się młodnieć przy nim, promieniejąc szczęściem…..
„To tak, jakby nie widziała nic poza swoim nosem” – pomyślała ze smutkiem Katia i westchnęła.
Dziewczyna zdecydowała, że nadszedł czas, aby działać bardziej zdecydowanie, ponieważ nawet jeśli plan z Anką i Dimą zadziałał, był tylko tymczasowy. Wtedy w głowie dziewczyny dojrzał nowy pomysł – trzeba było założyć Valerę!
Katia zmieniła imię i nazwisko w sieciach społecznościowych, usunęła matkę ze znajomych i była gotowa uwieść donjuana. Szybko znalazła profil Valery, szukając w telefonie matki i wysłała mu zaproszenie do znajomych, pisząc „wow, jaki przystojny mężczyzna obok motocykla)”.
Valera natychmiast złapał przynętę. „Cześć ślicznotko, mogę zabrać cię na przejażdżkę. Nie za darmo. Będziesz musiał mnie przytulić, haha”.
Katya uśmiechnęła się. Wszystko szło zgodnie z planem.
Zaczęli rozmawiać – najpierw o wszystkim, o wszystkim i o niczym. A potem Katia zaczęła drażnić się z mężczyzną, wysyłając mu zdjęcia najpierw w szortach, a potem w kostiumie kąpielowym.
– Wow, jest taka gorąca! – napisał do niej Valera.
Katia roześmiała się. Wszyscy mężczyźni są tacy sami. Zalotnik jej matki myślał, że złapał szczęście za ogon, ale było odwrotnie.
Valera, pełen entuzjazmu, nieustannie pisał jej komplementy, a Katia zręcznie manewrowała między żartami a lekkim flirtem.
– Kiedy się spotkamy? Możemy iść prosto do mnie? – Valera całkowicie stracił kontrolę, jego wiadomości stawały się coraz bardziej natarczywe. „Przyspieszmy ten proces, chcę się do ciebie wprowadzić. I sama wyrzucę córkę” – napisała do mamy jakaś bezczelna Kazanowa. Od takich słów brwi Katii prawie wyskoczyły jej z czoła. A wcale się tak nie zaczęło… -4
– Chodź, najpierw pójdziemy na spacer do parku – Katia tylko zachęcała mężczyznę swoimi odmowami.
Spotkali się tego samego dnia.
Czterdziestoletni Valera przyszedł w swojej ulubionej skórzanej kurtce ze zdjęć, z którą nigdy się nie rozstawał, starając się wyglądać młodziej. Natychmiast zaczął się przechadzać, sugerując, że spacer powinien zakończyć się czymś bardziej… interesującym.
Katia jednak grała według własnych zasad: spokojnie wycofywała jego ręce i żartobliwie udaremniała jego próby.
Valera w końcu stracił głowę, gdy Katia, jakby przypadkiem, zasugerowała: „Chodźmy do mnie, dobrze? Muszę kupić inną torebkę”.
Jego oczy zalśniły i nie wierząc w swoje szczęście, chętnie się zgodził. Valero najwyraźniej myślał, że w końcu dopiął swego. Nie miał pojęcia, co czekało na niego na progu.
Nie zdejmując nawet butów, natychmiast zaczął przytulać dziewczynę, a wtedy Katia zdawała się poddawać. Pozwoliła się objąć w pasie, a nawet pozwoliła mężczyźnie wplątać się w jej włosy.
Roześmiała się i gruchnęła głośno: „No Valerka, przestań, co robisz, puść mnie!”.
Tamara, która wyszła na korytarz, by usłyszeć hałas, przyłapała ich na tym.
Kiedy jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Valerina, ten nagle zamarł jak wryty. Jego twarz najpierw rozciągnęła się ze zdziwienia, a potem poczerwieniała jak rak w ogniu.
– Ty? Co ty tu robisz? Z moją… z Katią? – Tamara w końcu wydusiła z siebie, ledwo zdając sobie sprawę, że jej nowy zalotnik stoi przed nią, w towarzystwie… jej córki.
Trzeba było widzieć ich twarze.
Rozczochrana i zarumieniona Katia z trudem powstrzymywała śmiech, krzyżując ręce na piersi.
Tamara otwierała i zamykała usta jak ryba, a jej oczy były wyłupiaste.
Valera zagryzał wargi, a jego oczy biegały z boku na bok. Nie miał nic do powiedzenia.
Tamara, wychodząc z oszołomienia, pochyliła się gwałtownie i chwyciła pierwszy przedmiot, jaki mogła znaleźć, pantofel, który natychmiast poleciał w stronę Valery.
– Ty… ty… draniu! – krzyknęła, próbując uderzyć go wszystkimi butami, jakie widziała.
– Kochanie, przepraszam, poniosło mnie, chcę tylko ciebie!” Valera krzyknęła, unikając butów. – Przestań! Przestań! To było głupie! Nie wiedziałam!
– Nie wiedziałeś! Czy nie przysięgałeś, że mnie kochasz, draniu? Ty draniu! Głupia! Nie, to ja jestem głupia, że ci uwierzyłam! – Tamara przerzuciła się na kurtki i płaszcze.
Wszystkie ubrania poleciały na twarz Valery, nawet Katiny. Nie miała nic przeciwko, śmiejąc się radośnie z tej sceny.
Szczególnie rozbawił ją Valera, który wyglądał jak osaczony szczur. W pewnym momencie w końcu wziął się w garść i wybiegł z mieszkania, zostawiając za sobą jedynie dźwięk zamykanych drzwi.
Katia nie mogła przestać się śmiać, ale Tamara nie była w nastroju do żartów. Odwróciła się do córki, jej oczy strzelały błyskawicami.
– Co to było? Co ty do cholery zrobiłaś, Katia? – zapytała, oddychając ciężko. – Odbiło ci?
Katia wzruszyła ramionami i odpowiedziała:
– Naprawdę myślałaś, że jest ci wierny? Myślałam, że to oczywiste.
Tamara milczała, próbując zrozumieć, co się stało. Wszystko mieszało jej się w głowie: uraza, wstyd, złość.
– Czy zrobiłaś to celowo? Dlaczego? – W końcu wyrzuciła to z siebie.
– Żebyś otworzyła oczy, mamo. Ten facet to tylko kolejny alfonso, który chce tylko twoich pieniędzy – powiedziała spokojnie Katia.
Tamara westchnęła ciężko i usiadła z powrotem na krześle. Milczała przez kilka minut, zdając sobie sprawę, że jej córka ma rację. Valera nigdy nie interesował się nią jako osobą. Pisał jej miłe komplementy, ale głównie mówił o mieszkaniu.
Jak mogła być tak głupia… A do tego jej córka zdradziła ją w tak okropny sposób… Jak mogła….
Minęło kilka tygodni. Katia i Tamara nie odzywały się do siebie. Każda z nich żyła własnym życiem.
W pewnym momencie w końcu porozmawiały i zdecydowały, że ich drogi się rozejdą. W międzyczasie powinny sprzedać mieszkanie. Chociaż Tamara była zła na córkę, podzieliła się z nią częścią pieniędzy ze sprzedaży, w końcu była jej córką.
Katia za uzyskane pieniądze kupiła kawalerkę, a resztę zainwestowała. Tamara wyjechała do siostry do innego miasta. Według plotek, miała nowego zalotnika.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *