On jest przecież naszym wnukiem.

On też jest naszym wnukiem.
Otworzył oczy. Przez okno świeciło słońce.
„Dziękuję Ci, Boże, za kolejny dzień w tym pięknym świecie!” – wyszeptał starzec.
Już od pół roku Gennadij Daniłowicz, otwierając rano oczy, jako pierwsze wypowiadał te słowa. Od dnia, w którym skończył dziewięćdziesiąt lat.
„Jak dobrze było dziesięć lat temu! Nadia jeszcze żyła” – na oczach starca pojawiły się łzy. Spojrzał na ogromny portret żony wiszący na ścianie i myśli przeniosły go do tych szczęśliwych czasów. – Ciągle na mnie narzekała, a ja, głupiec, się złościłem. Minęły dwa lata, odkąd odeszła. Już niedługo – wkrótce się spotkamy. I z synem też!
Gennadij Daniłowicz długo patrzył w sufit.
„Dlaczego Zachar taki się stał. Przecież był dobrym dzieckiem, uprawiał sport, służył dwa lata w wojsku. Ożenił się… Rozwiodł się… Wychowywaliśmy Irynę. Jak ją kochała Nadia… Teraz moja wnuczka ma już czterdzieści lat. A jej córka Natasza, moja prawnuczka, ma już dwadzieścia”.

Na telefonie komórkowym rozbrzmiała muzyka. Gennadij Daniłowicz, sapiąc, wstał. Córka:

— Tato, wszystko w porządku?

— Tak, Katia!

— Liońka wpadnie do ciebie za kilka godzin.

„Córka Katia ma już sześćdziesiąt trzy lata. Pomyśleć tylko. Niedawno jeszcze z Nadzią wzdychałyśmy: „Co ty robisz? Masz trzydzieści sześć lat, a chcesz rodzić. Przecież masz jedną córkę – wystarczy”. A teraz Łieńka ma już dwadzieścia siedem lat. Dobrze, że urodziła. Karolina miała wtedy dziesięć lat. A ona już wszystkim ogłosiła, że nie będzie mieszkać w tej „dziurze”. Teraz mieszka w obwodowym centrum. Domek, samochody… Dzwoni… czasami”.

Starzec, lekko trzymając się ściany, przeszedł do kuchni i włączył czajnik. Poszedł do toalety, a potem zaczął się golić i myć. Do głowy znów zaczęły mu przychodzić myśli o synu:

„Szesnaście lat minęło, odkąd zmarł Zachar. Wydawało się, że przed śmiercią rzucił picie. Nawet znalazł jakąś kobietę. Mieszkał z nią kilka lat. Urodziło im się dziecko. Moja Nadia była oburzona: „Czy nam wystarczy jedna Irinka?”. Wnuczka już wtedy urodziła. Potrzebowała mieszkania. Nam z Nadzią wystarczało pieniędzy – mam niezłą emeryturę, a za książki dobrze płacili. Prawda, wszystkie pieniądze szły na wnuki. Karolina właśnie wyjechała do centrum obwodu, dostała się na studia, była całkowicie na naszym utrzymaniu. To też wnuczka. Teraz wszystkie wnuki mają gdzie mieszkać i żyją dobrze”.

Zmierzyłem ciśnienie, wydaje się w normie. Zaparzyłem herbatę, nadal myśląc:

„Dlaczego ostatnio często śni mi się Zachar? Może mnie woła? Zmarł w wieku czterdziestu czterech lat. Dla mnie pozostał dzieckiem. Teraz miałby już sześćdziesiąt lat. Nie, on jakby o coś prosi. Tak, wydaje mi się, że w tym życiu zrobiłem wszystko. Pomogłem wszystkim wnukom kupić dobre mieszkania, a starszej prawnuczce też. Dbamy o groby wszystkich. Niedługo obok Nadii pojawi się mój grób. Czuję, że to ostatni miesiąc mojego życia”.

Gennadij Daniłowicz długo siedział w kuchni, jakby próbując uchwycić jakąś myśl. I nagle…

„A przecież mój Zachar miał syna tej… jak jej na imię? Olgi. Wtedy mieliśmy z Nadzią tyle problemów z wnukami… wnuczkami. Tak więc ten chłopiec jest moim wnukiem. A ja nawet nic o nim nie wiem. Tak, tak, trzeba zadzwonić do Irinki. Może ona coś wie?”.

Wybiera numer wnuczki:

— Cześć, Irina!

– Co się stało, dziadku? – rozległ się radosny głos. – Wszystko w porządku?

– Tak, tak! Słuchaj, mam takie myśli. Wiesz, że twój tata miał syna przed śmiercią!

— Oczywiście, że wiem.

— A nie wiesz, co się z nim stało?

— Ja wiem. To ty z babcią nie chcieliście go przyjąć — głos stał się przyjazny i nieco tajemniczy. — Nazywa się Misha, ma dwadzieścia lat. Służył w wojsku. Pracuje w fabryce. Studiuje zaocznie w instytucie. Za miesiąc ma ślub.

— Nie wiedziałem.

Przez chwilę panowała cisza, którą przerwała wnuczka:

— Dziadku, wszystko w porządku?

— Irina, chcę się z nim zobaczyć. Masz jego adres…

— Zaraz do niego zadzwonię. Często do siebie dzwonimy. To dobry chłopak.

Minęło kilka minut. W końcu rozległa się melodia telefonu. Wnuczka:

— Dziadku, zadzwoniłam do niego. Wieczorem przyjdzie do ciebie. Dobrze, pa. Natasza znowu coś jęczy.

— Co się z nią dzieje?

— Dziadku, zapomniałeś, że twoja wnuczka wkrótce zostanie babcią, a ty pradziadkiem?

Gennadij Daniłowicz nie zdążył odłożyć telefonu na stół, gdy usłyszał skrzyp otwieranych drzwi wejściowych. Klucze do jego mieszkania mieli wszyscy krewni.

— Lieńka! — uśmiechnął się gospodarz, wyglądając na korytarz.

— Cześć, dziadku! Przyniosłem ci rosół z kurczaka. Mama dała jeszcze bułeczki. Siadaj! — wnuk machnął ręką i skierował się do kuchni.

Rosół, jak zawsze, wyszedł znakomicie. Żona wnuka była doskonałą kucharką. Gennadij Daniłowicz zawsze cieszył się, gdy odwiedzali go krewni.

Tak, przychodzili codziennie. Wiedział nawet, że ustalili harmonogram. Dzisiaj przyszedł wnuk, a jutro przyjdzie córka.

Posiedzieli, porozmawiali. Wnuk posprzątał naczynia i zaczął się zbierać. Już w przedpokoju dziadek wsunął mu pięciotysięczny banknot.

– Na, w weekend idź z rodziną do parku!

– Dziadku…

– Już, już, bierz! To dla prawnuków. Ja może ostatni miesiąc żyję.

— Dziadku, słyszę to od dziesięciu lat — wnuk roześmiał się. — Znowu coś ciekawego wydarzy się w twoim życiu i nie będziesz miał czasu umrzeć.

— Dobrze, idź już, żartownisiu! — starzec machnął ręką i uśmiechnął się.

***

Gennadij Daniłowicz niecierpliwie czekał na ten dzwonek domofonu, ale mimo to zabrzmiał nieoczekiwanie.

— Dzień dobry! Jestem Michaił — rozległ się głos w słuchawce. — Irina mi powiedziała… przyszedłem…

— Wejdź, wejdź, wnuku! — nacisnął przycisk i otworzył zamek.

***

Drzwi się otworzyły. Wszedł chłopak. Dziadek zachwiał się na boki, chwycił się za serce i zaczął opadać. Przed nim stał, jakby syn, który czterdzieści lat temu wrócił z wojska.

— Co się stało?

Chłopak podniósł dziadka na ręce, zaniósł do pokoju i położył na kanapie. Szybko wyciągnął telefon z kieszeni. Dziadek otworzył oczy:

– Nie trzeba, wnuku – próbował wstać.

– Leżeć! – zatrzymał go chłopak, ale schował telefon.

– Tam, na stoliku są tabletki. Wyjmij jedną!

— Na pewno wszystko w porządku? — Michaił podał tabletkę.

Gennadij Daniłowicz włożył tabletkę pod język:

— Jesteś bardzo podobny do swojego ojca — dziadek podniósł się i usiadł na kanapie. — Chodźmy do kuchni! Posiedzimy, porozmawiamy.

Michaił objął go ramieniem, zaprowadził do kuchni i posadził na krześle.

— Misha, wyjmij z lodówki kiełbasę, ser, mięso, cokolwiek tam jest. Pewnie nie jadłeś po pracy? Nalej herbaty!

Chłopak rzucił się, żeby nakryć do stołu. Kiedy skończył i zaczęli jeść, dziadek polecił:

— No, wnuku, opowiadaj! Widziałem cię tylko raz, na pogrzebie twojego ojca. Byłeś wtedy bardzo mały. Twoja babcia, Nadia, kiedy dowiedziała się, że Zachar nie żyje, złapała się za serce i upadła… zawał serca. Odzyskała przytomność, kiedy już pochowano twojego ojca. Długo nie mogliśmy się pogodzić z jego śmiercią.

— Ja też was pamiętam. Miałem wtedy cztery lata. Powiedziano mi, że jesteście moim dziadkiem. Tęsknię za tatą, często chorował, nie pracował. Dopiero później dowiedziałem się, że babcia Nadia co miesiąc dawała mu pieniądze. Mama wkrótce znalazła mi nowego tatę, ale on zniknął, kiedy byłem w drugiej klasie. Mieszkaliśmy w jednopokojowym mieszkaniu taty. Mieszkamy tam do dziś. Wiem, że to pani i babcia Nadia kupiliście to mieszkanie dla taty. Kiedy dorosłem, z jakiegoś powodu zacząłem się wstydzić mamy przed wami. Jest dobra, ale… zrozumiałem, że jesteście dla niej obcy, a ona dla was też.

Twarz Michaiła nagle rozjaśnił uśmiech.

— Kiedyś po zakończeniu dziewiątej klasy podeszła do mnie na ulicy nieznajoma kobieta. I nagle powiedziała: „Cześć, braciszku!”. Tak poznałem Irinę. Od tamtej pory często do siebie dzwoniliśmy, czasem spotykaliśmy się. Dzisiaj zadzwoniła i powiedziała o was.

Nastąpiła przerwa. Gennadij Daniłowicz rozumiał, że trzeba coś powiedzieć, ale przeszłość nie pozwalała mu się skupić. Aby powrócić do teraźniejszości, zapytał:

— Misza, wkrótce ślub?

— Tak, za miesiąc. Dziadku Gena, też przyjdziecie?

— Dziękuję! Postaram się.

— Nie będziemy robić wesela. Zaproszę tylko Irinę i was. Moja Polina też nie ma bliskich krewnych poza matką.

— Wnuku, a gdzie zamierzacie mieszkać?

— Na początku u niani. Potem weźmiemy kredyt na jednopokojowe mieszkanie.

***

Dziadek i wnuk rozmawiali do późna. Rozstali się jak rodzina. Wymienili się numerami telefonów. Gennadij Daniłowicz podszedł do portretu żony, złożył ręce jak do modlitwy:

— Nadia, mamy wnuka. Jest bardzo podobny do naszego Zachara. Nazywa się Misza. Jaki to dobry chłopak! Za miesiąc ma ślub. Nadia, poczekaj trochę, nie mogę teraz do ciebie przyjechać. Chcę kupić wnukowi dwupokojowe mieszkanie. Mam pieniądze, które ty oszczędzałaś, plus jeszcze trochę dorzuciłem. Co mam z nimi zrobić? Wydaję je tylko na prezenty dla prawnuków. Dobrze, Nadia, poczekasz? On też jest naszym wnukiem.

Gennadij Daniłowicz porozmawiał z żoną i poszedł do sypialni, ale najwyraźniej nie był mu dziś pisane zasnąć. Zadzwonił telefon. Znowu wnuczka, Irina:

— Dziadku! — rozległ się jej radosny krzyk. — Natasza urodziła! Teraz ja jestem babcią, a ty pradziadkiem. Dziadku, jutro wszystko opowiem! Na szczęście!

Gennadij Daniłowicz odwrócił się do portretu żony i jakby z wyrzutem rozłożył ręce. Przez chwilę wydawało mu się, że żona uśmiechnęła się w odpowiedzi.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *