– Jesteś jeszcze młody, po co ci dzieci – lamentowała przez telefon teściowa.
Nastia siedziała obok męża i patrzyła na swój telefon. Roma spoglądał ukradkiem na żonę. A ona udawała, że nic nie słyszy i nie zwraca na niego uwagi.
– Jak tylko urodzi, od razu zrób test. Na sto procent to nie jest twoje dziecko! – mama nadal pouczała syna. – Na twoim miejscu już bym to zrobiła. Potem będziesz wychowywał cudze dziecko przez całe życie.
Młody człowiek tylko słuchał w milczeniu, spuszczając głowę. Mama była dla niego autorytetem. Jedyny raz, kiedy sprzeciwił się jej woli, to kiedy ożenił się z Nastą. Kochał swoją żonę, ale mama nie lubiła, że jakaś dziewczyna odebrała jej syna. Nie chciała dzielić jego miłości z inną kobietą.
Nastia rozumiała, że teściowa jej nie lubi. Na początku starała się z całych sił, aby jej się spodobać, ale potem zrozumiała, że problem nie leży w niej, ale w samotnej kobiecie, która nie ma nikogo oprócz syna. Rozumiała to, ale życie z tym było trudne. Za plecami młodej synowej teściowa nastawiała syna przeciwko żonie. Kiedy oczernianie synowej nie pomogło, wymyśliła nową taktykę – przekonywała syna, że Nastia zaszła w ciążę z innym mężczyzną, aby wydać go za mąż za porządnego chłopca z pieniędzmi.
Właśnie teraz Nastia po raz kolejny, wbrew swojej woli, słucha, jak w rozmowie telefonicznej troskliwa mama wylewa na nią strumień brudu. Roma myśli, że żona nie słyszy jego rozmowy przez słuchawki. Ale teraz nie chodzi o słuchawki, tylko o to, że młoda kobieta jest zmęczona obelgami.
Nastia wstała i, powołując się na złe samopoczucie, poszła do swojego pokoju. Położyła się i nucąc piosenkę, próbowała zasnąć. Chciało jej się płakać, ale rozumiała, że jej emocje przeniosą się na dziecko. Postanowiła, że kiedy będzie miała ciężko na sercu, będzie śpiewać dla córeczki, aby czuła, że jest kochana i bezpieczna.
Po zakończeniu śpiewania Nastia wkrótce zasnęła. Wcześnie rano Roma wyszedł do pracy. Nie pocałował jej przed wyjściem, jak to robił wcześniej. Teściowa, zgodnie z przysłowiem „woda kamień toczy”, powoli wbijała synowi do głowy myśl, że powinien rozstać się z niewierną żoną. Nastia obudziła się od trzasku drzwi wejściowych. W tym samym czasie ostry ból przeszył jej brzuch.
Młoda kobieta leżała, mając nadzieję, że ból ustąpi. Ale nie było lżej. Zadzwoniła do męża, który powiedział, żeby się nie denerwowała.
– Poczekaj do wieczora – przekonywał Roma żonę, jakby to było w jej mocy, żeby tak po prostu wziąć i przestać cierpieć.
– A jeśli to niebezpieczne? – martwiła się Nastia.
– Chcesz, żebym poprosił mamę, żeby przyjechała? – zaproponował mąż, ale Nastia od razu odmówiła.
Roma nie wiedział, że żona wie o tym, co dzieje się za jej plecami. Teściowa zawsze uśmiechała się sztucznie do synowej. Sam Roma nie był ani po stronie matki, ani po stronie żony. Rozdzierał się między dwiema ukochanymi kobietami, próbując zadowolić wszystkich. Być może właśnie za to pokochała go Nastia, za jego łagodny charakter. Jednak w życiu małżeńskim okazało się to dużym minusem. Młoda żona miała tylko nadzieję, że wraz z narodzinami dziecka mąż stanie się bardziej zdecydowany.
Po kolejnej godzinie oczekiwania Nastia wezwała karetkę. Mąż najwyraźniej był na spotkaniu, nie odbierał telefonu, więc wysłała mu wiadomość. Teściowej nie dzwoniła. Pojechała więc sama do szpitala.
Kobieta została natychmiast przewieziona na salę porodową. Nastia obserwowała wszystko jakby z boku. Dostała zastrzyk, wokół niej krzątały się osoby i coś jej tłumaczyły. Zrozumiała tylko, że dziecko urodzi się przed terminem.
Niespodziewanie uświadomiła sobie, że jej życie zmieni się na zawsze. Z jakiegoś powodu było to przerażające. Jakby spadała w czarną otchłań. Coś ogromnego ciągnęło ją w dół. W pewnym momencie wydawało jej się, że opuszcza swoje ciało. A kiedy sparaliżował ją strach i poczucie beznadziejności, poczuła coś ciepłego. Mały promień światła, jakby promień nadziei, zapłonął obok niej. Ciemność stopniowo ustąpiła.
Wcześniej wszyscy się na nim „wysychali”, a teraz nawet nie spojrzą?
A czy wiesz, dlaczego kobiety krzyżują nogi? Wynik zaskoczy Cię.
Psy według znaków zodiaku. Która rasa pasuje do Ciebie?
Chciało się wyglądać efektownie, ale wyszło jak zawsze.
Nastia znów poczuła ból. Wokół krzątały się osoby w białych fartuchach.
– Jeszcze trochę, Nastia, napnij się, już prawie koniec – ciepła dłoń starszej położnej ściskała jej rękę i głaszcząc ją, kobieta szeptała rodzącej słowa otuchy.
Reszta personelu krzątała się wokół nowo narodzonego dziecka. W końcu poczuła silny ból i wszystko się skończyło. Nieoczekiwanie młoda kobieta poczuła ulgę. Ból ustąpił, a Nastia bezwładnie się rozluźniła. Teraz chciała spać.
W pomieszczeniu panowała cisza. Wydawało się, że to bardzo na rękę, nikt nie przeszkadza w odpoczynku. Nastia pomyślała o tym przez chwilę i natychmiast zaniepokoiła się.
– A czy dziecko nie powinno płakać? – zapytała z niepokojem rodząca kobieta.
Położna mocniej ścisnęła jej dłoń. Personel medyczny milczał. Młoda kobieta próbowała dostrzec, co jedna z pielęgniarek robi z jej dzieckiem. Ale ta, odwróciwszy się plecami do rodzącej, krzątała się wokół dziecka.
– Jak ona? – zapytała błagalnie Nastia.
– Musisz odpocząć. Dziecko nie zdążyło przyjąć prawidłowej pozycji, ponieważ poród był przedwczesny. Masz duże pęknięcia – informował położną lekarz.
– Co z dzieckiem? – nie dawała za wygraną Nastia. – Z nią wszystko w porządku! – zapewniła młoda mama.
– Dziecko urodziło się przedwcześnie – powtórzył lekarz. – Zrobimy wszystko, co w naszej mocy. Teraz musi pani zadbać o swoje zdrowie.
Starsza położna puściła rękę Nastii i zaczęła sprzątać.
Młoda kobieta zamknęła oczy i pogrążyła się we wspomnieniach.
– Jestem w ciąży – z błyszczącymi oczami i płonąca z niecierpliwości, by przekazać tę wiadomość swojemu chłopakowi, Nastia w końcu doczekała się powrotu Romy z pracy i ucieszyła go.
Miała nadzieję, że Roma się ucieszy… Wielokrotnie rozmawiali na ten temat i jej chłopak wiedział, że Nastia chce mieć dziecko. Sam też przyznawał, że marzy o dzieciach.
Ale w tym momencie przyszły tata tylko uśmiechał się zdezorientowany. To ona przypadkowo natknęła się na jego korespondencję z mamą w telefonie. Teściowa przekonywała syna, że jego dziewczyna jest chciwą prowincjuszka. „Zobaczysz, nie minie miesiąc, a ona powie ci, że jest w ciąży!”. Te słowa ciągle pojawiały się przed oczami Nastii. Teściowa, jak to przepowiedziała, rzeczywiście tak się stało. Dopiero po ślubie dziewczyna zrozumiała, jaka naprawdę jest jej teściowa. Uśmiechnięta na pokaz, a za plecami złośliwa.
Ale mąż nie dawał tego po sobie poznać. Oczywiście Nastia widziała, że dziecko nie wchodziło w jego plany na najbliższy rok. Niemniej jednak, on męsko przyjął tę wiadomość i pogodził się z tym. Nastia była pewna, że będzie dobrym ojcem. Ale te słowa, które płynęły z ust jego matki, zatrute jej matczyną zazdrością, stopniowo podkopywały miłość syna.
Roma coraz częściej zostawał po pracy, poświęcał mniej uwagi żonie. Nastia czuła, jak mu ciężko, i starała się otaczać go troską. Oczywiście czasami było to tak przykre, że miała ochotę rzucić talerzem o ścianę lub nakrzyczeć na męża. Ale rozumiejąc, że to nic nie zmieni, zamykała się w sobie, tłumacząc się złym samopoczuciem lub zmęczeniem, wychodziła do swojego pokoju i cicho śpiewała piosenkę o dobrym aniele świata.
Zmarła mama zawsze mówiła córce, że jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie. Przez wszystkie 7 miesięcy ciąży Nastia starała się zmienić siebie.
Dziewczyna wierzyła, że ich dziecko będzie aniołem, który przyniesie pokój, a relacje z teściową ulegną poprawie. Serce starszej kobiety zmięknie. Przyjmie ją do swojej rodziny i przestanie nastawiać syna przeciwko niej.
Po wszystkich zabiegach Nastia została przewieziona na salę. Położna pomogła jej przenieść się na szpitalne łóżko i poprawiła poduszkę.
– Dlaczego mi jej nie przynoszą? – zapytała Nastia.
– Nie martw się, kochanie – uśmiechnęła się kobieta. – Dziecko jest w dobrych rękach.
Nastia miała wrażenie, że minęła cała wieczność. W środku czuła pustkę, nikt się nie ruszał, nie biło małe serduszko. W czasie ciąży tak przyzwyczaiła się do obecności małego człowieka. A teraz nie było nic.
Z nadzieją patrzyła na starszą kobietę, która najwyraźniej była tak dobra dla każdej rodzącej. Wszystkich nazywała czule, po imieniu, „dziecinko” lub „córeczko”. Gdyby nie ona, Nastia nie wytrzymałaby napięcia.
Wkrótce do sali wszedł lekarz. Surowy i spięty. Położna pospiesznie się wycofała.
– Czy nadaliście już imię noworodkowi? – zapytał lekarz, starając się nie patrzeć pacjentce w oczy.
– Zoya – wykrzyknęła szybko Nastya. – Zoyka.
– Bardzo mi przykro. Nie mogliśmy nic zrobić. Zoya nie przeżyła.
– Dlaczego nie mogliście? Co to znaczy? – Nastya próbowała spojrzeć lekarzowi w oczy. Chciała powiedzieć: „Jestem tutaj. Pomyliliście coś. To nie mnie chcieliście to powiedzieć…”.
– Proszę przyjąć nasze kondolencje, my…
Nie słuchała dalej, młoda mama zaczęła krzyczeć. Trzymała się przez 7 miesięcy. Cierpiała i miała nadzieję na ten mały cud, który przyniesie radość jej światu i jej rodzinie. Chciała krzyczeć, kiedy przeczytała korespondencję teściowej z mężem, kiedy słyszała, jak teściowa mówi o niej do syna: „Jak tam ta? Twoja dziewczyna, ta dziwka…”. Przez całe 7 miesięcy milczała. Wszystko to można było przetrwać. Dla tego cudu…
– Dlaczego mi jej nie przynoszą? – zapytała drżącym głosem dziewczyna, gdy tylko przestała krzyczeć. – Chcę ją zobaczyć! – Łzy spływały po policzkach Nastki. – Nie pokazaliście mi jej. Czy nie powinni pokazać matce dziecka, kiedy się urodziło?
– Dziewczynka była bardzo słaba…
– A teraz? – nie dawała za wygraną młoda kobieta. – Co z nią teraz?
– Zmarła, zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy…
– Mogę ją zobaczyć?
– Dziewczynka… – zaczął lekarz.
– Przynieście mi ją! – przerwała mu zrozpaczona mama.
Mimo że lekarz przekonywał ją, że to będzie dla niej trudne, młoda mama nie zgodziła się na jego argumenty. Musiała zobaczyć swoją córkę. Musiała się z nią przynajmniej pożegnać. Nie mogła pozwolić, żeby po prostu odebrali jej cząstkę, na którą tak niecierpliwie czekała.
Po kilku minutach przynieśli jej mały zawinięty pakunek. Pielęgniarka podała mamie jej martwe dziecko. Lekarz i pielęgniarka spojrzeli na siebie. Dwie inne kobiety, które były z nią w sali, odwróciły się od sąsiadki i cicho płakały.
Nastia ostrożnie wzięła swoją córeczkę. Była jeszcze ciepła. Pomarszczona kulka wydawała jej się jasnym aniołkiem, który wyciągnął ją z otchłani, w którą spadała. Młoda mama przytuliła dziecko do siebie, zamknęła oczy i zaśpiewała:
Podnosząc skrzydła, śpiewając o życiu,
Bajki staną się rzeczywistością, pędząc w górę.
Miłosierny anioł z płomieniem w piersi
Nagle wyciągnie serce: „Na, – bierz!”
Lekarz i pielęgniarka spuścili wzrok. A mama, z uśmiechem i łzami na twarzy, cicho śpiewała dalej. Jej delikatny głos, odbijając się echem od ścian sali, rozbrzmiewał w absolutnej ciszy.
Nikt nie odważył się drgnąć ani odezwać. Młoda dziewczyna, kończąc, zaczęła śpiewać od początku. Trwało to około pięciu minut. W końcu starsza położna, która stała za drzwiami i słuchała, cicho weszła do sali. Podchodząc bliżej, zamarła na chwilę, a potem zaczęła szarpać lekarza i pielęgniarkę, wskazując na dziecko.
Małe paluszki lekko drgnęły i dziewczynka wzięła wdech. Personel medyczny zaczął krzątać się, a Nastia otworzyła oczy.
– O mój Boże! – westchnęła położna.
– To niemożliwe – wymamrotał zdezorientowany lekarz.
Dziewczynka zaczęła płakać. Inne rodzące kobiety podskoczyły do łóżka Nastii i ze zdumieniem patrzyły na ten cud.
Maluchę zabrano do badania. A młoda mama, wyczerpana, zasnęła z uśmiechem na twarzy.
Przez całą ciążę rozmawiała ze swoją córeczką. Śpiewała jej piosenki i kochała ją całym sercem. Pomimo negatywnych emocji wokół niej, starała się otoczyć swoją córeczkę miłością. Zoja, imię, które w tłumaczeniu z greckiego oznacza życie, czując miłość matki, walczyła o swoje życie. Między nimi istniała niewidzialna więź, która z każdym dniem łączyła je coraz bardziej. Być może właśnie dzięki temu mama uratowała swoją córeczkę, dając jej szansę na życie na Ziemi. Cienkie nitki, które z każdym dniem stawały się coraz mocniejsze, połączyły je, aby wspólnie przejść swoją drogę na Ziemi.
Dziewczynka szybko wróciła do zdrowia. Mężowi i teściowej pokazano malutką, kiedy Nastia spała. Kiedy wieczorem przyszli do sali młodej mamie, dziewczyna poczuła, że coś się zmieniło. Po raz pierwszy teściowa ją przytuliła, a w jej oczach błyszczały łzy. Oczywiście nie przyznała się synowej do swoich działań za jej plecami, była dumną kobietą, ale teraz jej uśmiechy były szczere.
Zoja była podobna do taty. Ten mały aniołek naprawdę przyszedł z wielkim ogniem w sercu, który ogrzał nie tylko jej małe serce, ale także stopił lód w sercu babci. Wraz z narodzinami Zoji świat wokół niej stał się lepszy…