Anya, gdzie znowu się podziewasz? – zapytał zirytowany Paweł, gdy żona weszła do mieszkania.
– Paweł, przecież wiesz, że pracuję na dwa etaty – odpowiedziała zmęczona Anna, zdejmując buty. – A ty nie mogłeś przygotować kolacji? Prosiłam cię przecież.
— Dopiero wróciłem z pracy — odparł Paweł, nie odrywając wzroku od telewizora, gdzie transmitowano mecz piłki nożnej.
– Z pracy wracasz o szóstej wieczorem, a już jest dziesiąta – westchnęła ciężko Anna. – Czy Łośka zjadł coś?
Anna i Paweł poznali się na ostatnim roku studiów. Paweł podbił serce dziewczyny swoim urokiem i pięknymi słowami o miłości. Wkrótce po ukończeniu studiów pobrali się, a rok później urodził się ich syn Aleksiej.
Jednak życie rodzinne nie okazało się tak różowe, jak wyobrażała sobie Anna. Paweł nie mógł znaleźć „godnej” pracy, ciągle zmieniał miejsca zatrudnienia i usprawiedliwiał się niewygodnym harmonogramem lub niską pensją. W rezultacie główny ciężar finansowy spadł na barki Anny.
— Leszek sam zjadł — mruknął Paweł. — Słuchaj, czy mogłabyś jutro pójść do banku? Muszę spłacić kredyt, bo będzie opóźnienie.
— Jaki kredyt? — Anna zamarła na środku pokoju. — Mówiłeś, że spłaciłeś wszystkie długi!
— No wiesz, jest taka sprawa… Kolega poprosił o pomoc, wziąłem kredyt na siebie, a on nie mógł na czas spłacić…
Anna poczuła, jak w środku wszystko wrze z gniewu i urazy. Przypomniała sobie, jak niedawno odmówiła synowi kupna nowych butów, ponieważ ledwo starczyło pieniędzy na jedzenie i opłacenie mieszkania.
— Nie, Pasza, wystarczy. Nie będę już płacić za twoje długi — powiedziała stanowczo Anna. — Sam się w to wpakowałeś, sam sobie radź.
— Daj spokój, Ania! — Paweł próbował objąć żonę. — Wiesz przecież, jak bardzo cię kocham! Jesteśmy rodziną, musimy sobie pomagać.
— Rodzina? — Anna uśmiechnęła się gorzko. — A gdzie byłeś, kiedy Leszek potrzebował lekarza? Kiedy potrzebował korepetycji z angielskiego? Czy choć raz zapytałeś, jak mi idzie w pracy?
Pavel milczał zdezorientowany, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
— Wiesz, Pasza, jestem zmęczona — powiedziała cicho Anna. — Zmęczona byciem jedyną dorosłą osobą w tej rodzinie. Wnoszę o rozwód.
— Co? Oszalałaś? — Paweł zerwał się z kanapy. — A co z Lioszką? Chcesz pozbawić dziecko ojca?
— Ojca? — Anna gorzko się roześmiała. — Pasza, ty nie jesteś ojcem. Jesteś sąsiadem z mieszkania, który czasami bawi się z dzieckiem na konsoli. Prawdziwy ojciec troszczy się o swoją rodzinę, a nie siedzi na karku żonie.
W tym momencie do pokoju wszedł zaspany Aleksiej.
— Mamo, tato, o co krzyczycie? — zapytał chłopiec, przecierając oczy.
— Nic, kochanie — Anna podeszła do syna i objęła go. — To tylko rozmowy dorosłych. Idź spać, jutro do szkoły.
Kiedy Aleksiej wyszedł, Anna zwróciła się do męża:
— Masz miesiąc, żeby znaleźć normalną pracę i zacząć uczestniczyć w życiu rodziny. Jeśli nic się nie zmieni, składam wniosek o rozwód.
Pavel w milczeniu patrzył, jak żona odchodzi do sypialni. Nagle zdał sobie sprawę, że może stracić wszystko, co ma. Ale czy jest gotowy, aby się zmienić?
Minęły dwa tygodnie od ultimatum Anny. Paweł wydawał się wziąć się w garść: znalazł pracę jako kierownik w salonie samochodowym i nawet zaczął wracać do domu o czasie. Ale Anna nadal wątpiła w szczerość jego intencji.
— Paweł, nie zapomniałeś? Dzisiaj spotkanie rodziców w szkole Łoszki — przypomniała Anna, zbierając się do pracy.
— Tak, pamiętam. Postaram się zdążyć — skinął głową Paweł, dopijając kawę.
Wieczorem Anna siedziała w klasie, słuchając nauczycielki i spoglądając na drzwi. Pawła nie było.
— Anno Siergiejewna, gdzie jest pani mąż? — zapytała wychowawczyni. — Chcieliśmy porozmawiać o udziale Aleksieja w olimpiadzie matematycznej.
— On… zatrzymał się w pracy — skłamała Anna, czując, jak rumieni się ze wstydu.
Po wyjściu ze szkoły zadzwoniła do męża. Telefon był wyłączony. Pawła nie było też w domu.
Aleksiej przywitał mamę z nieukrywaną rozczarowaniem:
– Tata mówił, że po zebraniu pójdziemy razem do kina…
Anna poczuła, jak serce ściska jej się z żalu do syna.
Paweł pojawił się po północy, lekko pachniał alkoholem.
– Gdzie byłeś? – zapytała cicho Anna, starając się nie obudzić syna.
– Ania, wybacz. Pojawił się ważny klient, trzeba było sfinalizować transakcję. Nie mogłem odmówić, rozumiesz?
– A syn? Zebranie? Kino? To wszystko nie ma znaczenia?
– Cholera, zupełnie zapomniałem! – Paweł złapał się za głowę. – Jutro wszystko naprawię, obiecuję!
Anna w milczeniu odwróciła się i poszła do sypialni. Nie mogła już słuchać pustych obietnic.
Następnego dnia Anna postanowiła odwiedzić teściową. Może Olga Pietrowna będzie w stanie wpłynąć na syna?
— Ańcia, daj spokój! — machnęła ręką teściowa, wysłuchawszy synową. — Faceci, wszyscy tacy są. Mój zmarły mąż też czasem się zabawił, ale ja znosiłam to. Ty też znos to. Za to Pawłusz nie pije, nie bije…
— Olga Pietrowna, ale to nie jest normalne! — sprzeciwiła się Anna. — Dlaczego ja mam wszystko brać na siebie?
— A co myślałaś? Wyszłaś za mąż, to teraz cierp. Nie ma sensu niszczyć rodziny!
Anna wyszła od teściowej z ciężkim sercem. Wydawało się, że cały świat jest przeciwko niej.
Wieczorem, kładąc Aleksieja spać, Anna zauważyła, że syn jest jakiś cichy.
— Lesz, co się stało? — zapytała, siadając na skraju łóżka.
— Mamo, czy ty i tata się rozwiedziecie? — zapytał nagle chłopiec.
— Skąd to wziąłeś? — zdziwiła się Anna.
– Słyszałem, jak się kłóciliście. A w szkole Wiaśka powiedział, że kiedy rodzice cały czas się kłócą, to się rozwodzą.
Anna poczuła, jak ściska ją gardło. Objęła syna:
– Lesz, ja i tata… przechodzimy teraz trudny okres. Ale postaramy się wszystko naprawić, dobrze?
Aleksiej skinął głową i mocno przytulił mamę w odpowiedzi.
Następnego dnia Anna postanowiła porozmawiać z mężem.
— Pasz, musimy pogadać — powiedziała, kiedy Aleksiej już spał.
— Jasne — odłożył telefon Paweł. — Co się stało?
– Stało się to, że nasz syn boi się, że się rozwiedziemy. I wiesz co? Ja też się tego boję. Ale jeszcze bardziej boję się, że pozostaniemy w tym związku, w którym ja sama utrzymuję całą rodzinę.
Pawieł milczał, spuszczając wzrok.
— Paweł, kocham cię. Naprawdę kocham. Ale nie mogę tak dalej żyć. Potrzebujemy pomocy.
— Jakiej pomocy? — zmarszczył brwi Paweł.
— Zapisałam nas na terapię rodzinną. Jeśli naprawdę chcesz uratować naszą rodzinę, pójdziesz ze mną?
Paweł długo milczał, patrząc przez okno. W końcu zwrócił się do żony:
— Dobrze, pójdę. Dla ciebie i dla Łoszki jestem gotów spróbować.
Anna odetchnęła z ulgą. To był mały krok, ale krok we właściwym kierunku. Może ich rodzina ma jeszcze szansę?
Pierwsza sesja terapii rodzinnej nie była dla Pawła łatwa. Siedział z ponurą miną, podczas gdy psycholog zadawała pytania dotyczące ich relacji.
– Paweł, proszę opowiedzieć, dlaczego zdecydowaliście się przyjść na terapię? – zapytała psycholog.
– Bo Ania nalegała – mruknął.
– A czy sam czujesz, że wasza rodzina potrzebuje pomocy?
Pavel milczał, patrząc na podłogę. Anna westchnęła ciężko.
„Wiesz”, powiedział nagle Pavel, „naprawdę kocham Anię i Lioszkę. Po prostu… nie wiem, jak być dobrym mężem i ojcem. Mój ojciec odszedł, kiedy miałem pięć lat. Nie wiem, jak to jest być prawdziwą rodziną”.
Anna spojrzała na męża ze zdziwieniem. Przez wszystkie lata małżeństwa nigdy o tym nie mówił.
Po sesji milczeli w drodze do domu. Przy wejściu do budynku Paweł nagle się zatrzymał:
— Ania, chcę się zmienić. Naprawdę chcę. Ale potrzebuję twojej pomocy.
Anna poczuła, jak ciepło rozlewa się w jej piersi. Po raz pierwszy od dawna dostrzegła w oczach męża szczerość.
Dni mijały. Paweł starał się spędzać więcej czasu z rodziną, pomagał w domu. Ale stare nawyki dawały o sobie znać.
Pewnego wieczoru Anna zastała męża przy komputerze – obstawiał wyniki meczów sportowych.
– Paweł, obiecałeś, że z tym skończysz – powiedziała zmęczonym głosem.
– Daj spokój, to tylko niewinna rozrywka – zbył ją Paweł.
– Niewinna? A pamiętasz, jak przegrałeś całą wypłatę?
Paweł spuścił głowę z wyrazem winy.
– Umówmy się – zaproponowała Anna – usuwasz wszystkie aplikacje do zakładów, a w zamian będziemy chodzić z tobą i Łoszką w każdy weekend na mecz. Zgoda?
Paweł spojrzał na żonę ze zdziwieniem:
– Ty nienawidzisz piłki nożnej.
— Ale kocham ciebie i syna. I chcę, żebyśmy spędzali razem czas.
Tej nocy Paweł długo nie mógł zasnąć, myśląc o słowach żony.
Tydzień później wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Do Pawła zadzwonili z salonu samochodowego:
— Paweł Andriejewicz, gratulujemy! Został pan najlepszym menedżerem miesiąca. Pańska premia wyniesie…
Słysząc kwotę, Paweł nie wierzył własnym uszom. To były duże pieniądze.
Wieczorem wpadł do domu z ogromnym bukietem kwiatów:
— Aniuśka! Leszek! Mam świetne wieści!
Opowiedział o premii i zaproponował:
— Jedźmy nad morze! Już teraz, w ten weekend!
Anna zmarszczyła brwi:
— Paweł, to świetnie, ale… może lepiej odłóżmy część pieniędzy? Niedługo urodziny Łoszki, trzeba kupić prezent. No i lodówka już dawno powinna być wymieniona.
Paweł na chwilę się zawahał, ale potem uśmiechnął się:
— Masz rację. Zaplanujmy razem budżet. Chcę nauczyć się właściwie gospodarować pieniędzmi.
Tej nocy, leżąc w łóżku, Anna myślała o tym, jak bardzo zmienił się Paweł w ciągu ostatnich tygodni. Może naprawdę mają szansę?
Ale życie przygotowało dla nich nowe próby. Miesiąc później Anna została wezwana przez szefa:
— Anno Siergiejewna, mam dla pani interesującą propozycję. Otwieramy filię w Sankt Petersburgu i chcemy zaproponować pani stanowisko zastępcy dyrektora. To duży awans i oczywiście znaczna podwyżka.
Anna była oszołomiona. To była praca jej marzeń. Ale przeprowadzka do innego miasta…
Wieczorem opowiedziała wszystko Pawłowi.
– Ania, to wspaniale! – wykrzyknął. – Tak ciężko na to pracowałaś!
– Ale co z tobą? Twoja praca? Szkoła Lioszki?
– Coś wymyślimy. Mogę poszukać pracy w Petersburgu. Lioszka… cóż, to mądry chłopak, odnajdzie się w nowej szkole.
Anna patrzyła na męża i nie poznawała go. Gdzie podział się ten nieodpowiedzialny Paweł, którego znała od tylu lat?
– Naprawdę jesteś gotów to zrobić dla mnie? – zapytała cicho.
– Ania, przez tyle lat utrzymywałaś naszą rodzinę. Teraz moja kolej, żeby cię wesprzeć.
Oboje się objęli, a Anna poczuła łzę spływającą po policzku. Po raz pierwszy od dawna była to łza radości.
Przed nimi czekało wiele trudności: przeprowadzka, nowa szkoła dla Aleksieja, poszukiwanie pracy dla Pawła. Ale teraz wiedzieli, że razem poradzą sobie ze wszystkim.
Przeprowadzka do Sankt Petersburga okazała się trudniejsza, niż się spodziewali. Paweł nie mógł znaleźć pracy odpowiadającej jego doświadczeniu, a Leszcza nie mógł przyzwyczaić się do nowej szkoły.
– Mamo, czy mogę wrócić do babci do Moskwy? – zapytał pewnego razu Aleksiej podczas kolacji.
– Lesz, co ty mówisz! Jesteśmy rodziną, musimy być razem – odpowiedziała Anna, rzucając zaniepokojone spojrzenie na męża.
Pavel milczał, wpatrując się w talerz. Anna czuła jego napięcie.
Po kolacji, kiedy Lesz poszedł do swojego pokoju, Anna zdecydowała się na rozmowę:
— Paweł, widzę, że jest ci ciężko. Może warto wrócić do Moskwy?
— I co? — Pavel uśmiechnął się gorzko. — Zrezygnujesz z wymarzonej pracy? Znowu będziesz mnie utrzymywać?
— Coś wymyślimy. Najważniejsze, żebyśmy byli razem i szczęśliwi.
Paweł potrząsnął głową:
— Nie, Ania. Muszę sobie poradzić. Ty we mnie wierzyłaś, teraz moja kolej, żeby udowodnić, że potrafię być oparciem dla rodziny.
Następnego dnia Paweł niespodziewanie wrócił do domu wcześniej niż zwykle, promieniejąc radością:
— Ania! Znalazłem pracę!
— Naprawdę? Gdzie? — Anna nie mogła uwierzyć własnym uszom.
— W warsztacie samochodowym. Pamiętasz, jak kiedyś interesowałem się naprawą samochodów? Okazało się, że to się przydało!
Anna objęła męża, czując, jak napięcie ostatnich tygodni opada.
Życie stopniowo wracało do normy. Paweł z entuzjazmem zabrał się do nowej pracy, Leszek znalazł przyjaciół w szkole. Anna była szczęśliwa, widząc, jak jej rodzina rozkwita w nowym mieście.
Ale pewnego wieczoru zadzwonił telefon z Moskwy. Dzwoniła mama Pawła, Olga Pietrowna:
— Pawłuszko, synku! Mam kłopot — złamałam nogę. Lekarze mówią, że potrzebuję stałej opieki. Czy możecie przyjechać?
Pavel spojrzał na Annę zdezorientowany. Ona skinęła głową:
— Jedź. Mama cię potrzebuje.
Paweł wyjechał do Moskwy. Dni zamieniły się w tygodnie, a tygodnie w miesiące. Anna radziła sobie jak mogła, ale brakowało jej wsparcia męża.
– Tato, kiedy wrócisz? – pytał Leszcza podczas kolejnej wideorozmowy.
– Niedługo, synku. Babcia już czuje się lepiej – odpowiadał Paweł, ale w jego oczach widać było niepewność.
Pewnego wieczoru, kiedy Lesza już spał, Anna zdecydowała się na poważną rozmowę:
– Paweł, musimy coś zdecydować. Może przeniesiemy mamę tutaj?
— Ania, wiesz przecież, jak ona nie znosi przeprowadzek. Poza tym nasze mieszkanie jest małe…
— W takim razie może ja wrócę z Leshem do Moskwy?
— A co z twoją pracą? Tyle w nią włożyłaś!
Oboje zamilkli, nie wiedząc, co dalej robić.
Niespodziewanie rozwiązanie pojawiło się z nieoczekiwanej strony. Anna otrzymała telefon od swojego szefa:
— Anno Siergiejewna, mam dla pani propozycję. Otwieramy przedstawicielstwo w Moskwie i potrzebujemy doświadczonego kierownika. Czy nie chciałaby pani wrócić?
Anna nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Natychmiast zadzwoniła do Pawła:
– Pasz, wygląda na to, że mamy szansę znów być razem!
Powrót do Moskwy okazał się zaskakująco łatwy. Leszcza cieszył się z powrotu do starej szkoły, Paweł znalazł pracę w dużym serwisie samochodowym, a Anna z entuzjazmem zabrała się za nowy projekt.
Olga Pietrowna, patrząc na szczęśliwe twarze syna i synowej, powiedziała pewnego razu:
— Wiesz, Ańcia, wtedy nie miałam racji. Myślałam, że trzeba cierpieć, a wszystko się ułoży. A patrzcie na was — przeszliście przez trudności i staliście się silniejsi.
Anna uśmiechnęła się, wspominając ich drogę. Nie było łatwo, ale dali radę. Teraz wiedziała, że bez względu na to, co się stanie, zawsze znajdą wyjście. Razem.
Wieczorem, kładąc Leszę do łóżka, Anna usłyszała, jak syn szepcze:
– Mamo, tato, kocham was. Cieszę się, że znów jesteśmy razem.
Anna spojrzała na Pawła i oboje poczuli, jak ich serca wypełniają się ciepłem. Przeszli przez wiele, ale zachowali to, co najważniejsze – swoją rodzinę.
Minęło pięć lat od powrotu rodziny do Moskwy. Życie Anny i Pawła zmieniło się, ale próby ostatnich lat tylko wzmocniły ich związek.
Pewnego sobotniego poranka Anna obudziła się zapachem świeżo upieczonych naleśników. W kuchni zastała wzruszający obraz: Paweł w fartuchu przygotowywał śniadanie, a 15-letni Aleksiej pomagał mu, krojąc owoce.
„Dzień dobry, śpiochu!” – uśmiechnął się Paweł, całując żonę. „Postanowiliśmy cię trochę rozpieszczać”.
Anna z czułością patrzyła na swoich mężczyzn. Kto by pomyślał pięć lat temu, że Paweł stanie się tak troskliwym mężem i ojcem?
Podczas śniadania Aleksiej nagle powiedział:
— Mamo, tato, pamiętacie, jak przeprowadzaliśmy się do Petersburga? Byłem wtedy na was taki zły.
— No jasne — uśmiechnął się Paweł. — Wykończyłeś nam mózg swoim marudzeniem.
— Paszu! — zażartowała Anna.
— A co? Przecież to prawda — mrugnął Paweł do syna.
Aleksiej roześmiał się:
— Tak, to było coś. Wiecie, właśnie wtedy zrozumiałem, jak ważne jest wzajemne wsparcie w rodzinie. Byliście jak drużyna.
Anna i Paweł spojrzeli na siebie. Naprawdę stali się prawdziwą drużyną.
Po śniadaniu rodzina wybrała się z wizytą do Olgi Pietrownej. Pomimo wieku była nadal pełna energii i z przyjemnością zajmowała się kwiatami na balkonie.
— Aneczka, Pawłuszko! Nie spodziewałam się was dzisiaj — ucieszyła się teściowa.
— Postanowiliśmy zrobić niespodziankę — uśmiechnęła się Anna, obejmując Olgę Petrowna.
Podczas gdy kobiety przygotowywały herbatę, Paweł z synem pomagali babci przesadzać kwiaty.
— Wiesz, Pawłuszko — powiedziała cicho Olga Petrowna — każdego dnia dziękuję Bogu za Anię. Ona jest prawdziwym skarbem.
— To prawda, mamo — skinął głową Paweł. — Mam wielkie szczęście.
Wieczorem, kiedy Aleksiej wyszedł z przyjaciółmi, Anna i Paweł siedzieli na balkonie, ciesząc się ciepłym letnim wieczorem.
— Ania, pamiętasz, jak chciałaś złożyć wniosek o rozwód? — zapytał nagle Paweł.
— Takie rzeczy się zapomina — westchnęła Anna. — Wtedy myślałam, że nie mamy przyszłości.
— A ja myślałem, że nie mam przyszłości bez ciebie — wyznał Paweł. — Wiesz, ten moment… jakby mnie otrzeźwił. Zrozumiałem, że mogę stracić najcenniejszą rzecz, jaką mam.
Anna położyła głowę na ramieniu męża:
— Oboje wiele się nauczyliśmy przez te lata.
— No tak — uśmiechnął się Paweł. — Kto by pomyślał, że nauczę się smażyć naleśniki?
Roześmiali się, wspominając pierwsze kulinarne eksperymenty Pawła.
— A wiesz, co jest najważniejsze? — zapytała Anna.
— Co?
— Nauczyliśmy się słuchać siebie nawzajem. I ufać sobie.
Pavel objął żonę:
— Masz rację. I wiesz co? Przeszedłbym przez to wszystko jeszcze raz, gdybym wiedział, że w końcu będziemy tak siedzieć razem i być naprawdę szczęśliwi.
Siedzieli w objęciach i patrzyli na zachód słońca. Przed nimi czekało jeszcze wiele prób — dorastanie syna, nowe wyzwania zawodowe, opieka nad starzejącymi się rodzicami. Ale teraz wiedzieli, że razem poradzą sobie ze wszystkim.
A gdzieś w głębi duszy Anna była wdzięczna za trudności, przez które przeszli. To właśnie te próby uczyniły ich rodzinę tak silną i szczęśliwą.
Minęły kolejne dwa lata. Aleksiej przygotowywał się do egzaminów wstępnych na uniwersytet, Anna nadal z powodzeniem kierowała moskiewskim oddziałem firmy, a Paweł został kierownikiem warsztatu samochodowego. Wydawało się, że życie w końcu się ułożyło. Ale los przygotował dla rodziny nowe próby.
Pewnego wieczoru Aleksiej wrócił do domu niezwykle poruszony.
— Mamo, tato, musimy porozmawiać — powiedział, zbierając rodziców w kuchni.
— Co się stało, synku? — zapytała zaniepokojona Anna.
— Ja… chcę studiować na uniwersytecie w Ameryce.
Paweł zakrztusił się herbatą:
— Co? A co z MGU? Przecież się przygotowywaliśmy…
– Tato, wiem. Ale zaproponowano mi stypendium. To szansa na zdobycie światowego wykształcenia.
Anna i Paweł spojrzeli po sobie. Nie byli gotowi na taki obrót wydarzeń.
– Lesz, jesteś pewien? – zapytała ostrożnie Anna. – To inny kraj, inna kultura…
– Mamo, wszystko przemyślałem. Chcę spróbować.
Paweł zmarszczył brwi:
— A pieniądze? Stypendium to stypendium, ale życie w Stanach jest drogie.
— Mogę dorabiać. Poza tym to inwestycja w przyszłość.
Anna widziała, jak Paweł się spiął. Wiedziała, że mąż się martwi — przecież dopiero co ułożyli sobie życie rodzinne, a tu takie zmiany.
— Wiesz co — powiedziała — nie podejmujmy decyzji pod wpływem emocji. Omówmy wszystko jutro, z chłodną głową.
W nocy Anna i Paweł długo nie mogli zasnąć.
— Ania, może coś przeoczyliśmy w wychowaniu? — zapytał cicho Paweł. — Dlaczego nagle zapragnął wyjechać tak daleko?
— Paweł, nie obwiniaj się. Leszek dorósł, ma swoje marzenia i ambicje. Może to nawet lepiej?
— Lepiej? Ania, wyobrażasz sobie, jak to jest — puścić jedyne dziecko na drugi koniec świata?
— Wyobrażam sobie. Też się boję. Ale musimy dać mu szansę.
Następnego dnia rodzina zebrała się na naradę rodzinną. Aleksiej przygotował prezentację na temat zalet nauki za granicą, Anna sporządziła listę wszystkich „za” i „przeciw”, a Paweł… Paweł słuchał w milczeniu, próbując opanować burzę emocji.
— Lesz, czy rozumiesz, co to dla nas oznacza? — zapytał w końcu. — Tak wiele lat budowaliśmy naszą rodzinę, pokonywaliśmy trudności…
— Tato, wiem. I jestem wam za wszystko wdzięczny. Ale to moja szansa. Chcę spróbować swoich sił.
Anna wzięła męża za rękę:
— Paweł, pamiętasz, jak przeprowadziliśmy się do Petersburga dla mojej kariery? Wtedy mnie wsparłeś. Może teraz nadszedł czas, aby wesprzeć syna?
Paweł długo milczał, patrząc to na żonę, to na syna. W końcu wziął głęboki oddech:
— Dobrze. Ale mam warunki. Po pierwsze: będziesz dzwonił do nas codziennie. Po drugie: na wakacje — tylko do domu. I po trzecie: jeśli coś pójdzie nie tak, od razu nam powiesz, dobrze?
Aleksiej rozpromienił się:
— Dzięki, tato! Nie zawiodę was!
Kolejne miesiące minęły jak jeden dzień. Przygotowywanie dokumentów, pakowanie rzeczy, pożegnalne imprezy z przyjaciółmi. Anna i Paweł starali się trzymać, ale oboje bardzo się martwili.
W dniu wyjazdu na lotnisku Paweł mocno uściskał syna:
— Lesz, tylko dbaj o siebie, dobrze?
— Obiecuję, tato.
Kiedy samolot wystartował, Anna przytuliła się do męża:
— Damy radę, prawda?
— Damy radę — skinął głową Paweł. — Jesteśmy zespołem.
W domu było niezwykle cicho bez Aleksieja. Anna i Paweł starali się wypełnić pustkę — zaczęli częściej chodzić do teatru, zapisali się na zajęcia taneczne, zaczęli podróżować w weekendy.
Pewnego wieczoru, podczas wideorozmowy z synem, Aleksiej nagle powiedział:
– Wiecie, dopiero teraz zrozumiałem, jak wspaniałymi rodzicami jesteście. Daliście mi skrzydła i nauczyliście latać.
Anna i Paweł spojrzeli na siebie, czując, jak łzy napływają im do oczu.
„Lio, jesteśmy z ciebie dumni” – powiedział Paweł. „I wiesz co? Dziękujemy ci”.
„Za co, tato?”.
„Za to, że nauczyłeś nas odpuszczać. I wierzyć w ciebie”.
Po rozmowie Anna objęła męża:
— Udało się, Paweł. Nasz chłopiec dorósł.
— Tak — uśmiechnął się Paweł. — I wiesz co? Myślę, że może nam też czas nauczyć się angielskiego? Może Łoszek zostanie tam po studiach i będziemy go odwiedzać.
Anna roześmiała się:
— Świetny pomysł! Zapiszemy się na kurs?
Patrzyli na siebie i rozumieli: cokolwiek się stanie, razem poradzą sobie ze wszystkim. Przecież ich miłość, po przejściu wszystkich prób, stała się tylko silniejsza.