— Może jej walnę? — uśmiechnął się Nikita. — Skoro ty, bracie, nie potrafisz rządzić własną żoną. Dlaczego ona w ogóle się do mnie przykleja? I jeszcze się bezczeszcza! Wszyscy jesteście mi winni! To ja dałem ci pracę, mięczaku. Bez mnie, Griszko, siedziałbyś z dziećmi na śmietniku!
Postanowiłam już pozbyć się tego bezczelnego „gościa”. Od samego rana trzęsłam mężem:
— Grisha, to nie może tak dalej być! Nie mogę tego dłużej znosić! Albo sam porozmawiasz ze swoim zuchwałym bratem, albo ja to zrobię! — dosłownie trzęsłam się z gniewu.
— Jul, nie denerwuj się… Wiesz przecież, jak ciężko teraz Nikicie… — Grisha próbował przybrać niewinne spojrzenie jelonka Bambi, co tylko dodało oliwy do ognia.
— Mieszka u nas, je za nasze pieniądze, piorę mu ubrania, a on jeszcze ciągle wyciąga od nas kasę! — krzyczałam, machając ręcznikiem.
— To tylko tymczasowo.
— Tymczasowo?! Już pół roku! Jak długo to jeszcze potrwa? Czy ja jestem Matką Teresą, żeby wszystkich utrzymywać?
Mąż westchnął ciężko:
— Porozmawiam z nim. Obiecuję.
— Proszę, albo sama z nim porozmawiam. I uwierz mi, rozmowa będzie krótka!
Ten konflikt narastał od dawna.
Wszystko zaczęło się pół roku temu, kiedy starszy brat mojego męża, Nikita, poprosił, żebyśmy go przyjęli do siebie. Oczywiście nie za darmo. Najpierw pomógł mojemu mężowi, a potem poprosił o przysługę w zamian.
Wtedy niedawno pobraliśmy się z Gruszą. Miałam trzyletnią córkę z pierwszego małżeństwa. Relacje z dzieckiem u nowego męża układały się wspaniale, a do mnie również był bardzo uważny. Uważałam, że mam szczęście. Wkrótce zaszłam w ciążę z drugim synkiem, urodził się Wasia. Nazwaliśmy go Wasilkiem ze względu na niesamowite niebieskie oczy, które nie straciły blasku nawet po trzech latach.
Żyliśmy zwyczajnym życiem — oszczędzaliśmy na pierwszą ratę kredytu hipotecznego, mieszkając w wynajmowanym mieszkaniu. Moi rodzice nalegali:
— Po co płacić obcej osobie? Dlaczego nie wprowadzicie się do nas? Jest wystarczająco dużo miejsca, mamy dwa wolne pokoje! Jeden dla ciebie, drugi dla dzieci. Córeczko, tak będzie wygodniej! Matka pomoże ci czasem, a ty będziesz jej wsparciem w razie potrzeby. Łatwiej jest mieszkać razem – można oszczędzać i szybciej zbierać pieniądze.
Propozycja ojca mnie zainteresowała. Ja też widziałam wiele zalet: więcej wolnego czasu, oszczędności na czynszu, pomoc mamy z dziećmi. Ale Grisha od razu odmówił.
— Nie, to niekomfortowe. Nie chcę krępować teściów — wyjaśnił mąż. — Jesteśmy dorosłymi ludźmi, od dawna samodzielnymi. Niezręcznie będzie mieszkać z rodzicami. Przyjaciele będą się śmiać! Zostańmy tutaj. Przyzwyczailiśmy się. Jeszcze półtora roku i kupimy własne mieszkanie.
Po namyśle zgodziłam się. Czas już żyć osobno. To ja powinnam pomagać rodzicom, a nie oni mnie. Nawiasem mówiąc, Grisha miał ciepłe relacje z moimi rodzicami. Mama czule nazywała go „synkiem”, a tata od razu przyjął go jak własnego. Z teściową również zaprzyjaźniłam się.
Irina Dmitrievna była surową, ale sprawiedliwą kobietą. Doceniała mnie, ale nie ingerowała w nasze życie. Sama wychowywała synów — jej mąż zmarł wcześnie, pozostawiając ją z dwójką małych dzieci. Różnica wieku między Gruszą i Nikitą wynosi zaledwie cztery lata.
Grigorij wyrósł na rozsądnego i spokojnego mężczyznę. Natomiast Nikita był hałaśliwy, miał mnóstwo pomysłów, ale za to był przedsiębiorczy. To właśnie on założył warsztat i zaprosił do pracy mojego męża.
Nawiasem mówiąc, byłam mu za to wdzięczna. Jego propozycja przyszła w samą porę. Kilka miesięcy przed narodzinami Wasilka Grisha miał problemy w pracy.
— Coś dziwnego dzieje się z kierownictwem — powiedział pewnego razu. — Jeśli ktoś narzeka na coś, na przykład na niewygodne krzesło, szef po prostu krzyczy: „Nie podoba ci się — odejdź!”. Nikt nie ma oficjalnej umowy.
— To źle — zgodziłam się. — Nie macie żadnej ochrony. Może warto poszukać nowej pracy?
Ale Grisha został zwolniony, zanim zdążył coś znaleźć. Po prostu wyrzucili go za drzwi, nie płacąc ani grosza. Byłam zrozpaczona – dwoje dzieci, czynsz, pusta lodówka…
A sprawy Nikity szły w górę. Szybko znalazł klientów i był zasypany zamówieniami. Sam zaproponował pomoc Grishy:
— Potrzebuję zaufanego zastępcy. Wstąpisz? Nie skąpię pieniędzy!
Grysz, oczywiście, zgodził się. Po kilku miesiącach wtopił się w zespół, a nasze sprawy się ułożyły. A potem mąż zwrócił się do mnie:
— Kochanie, Nikita ma teraz duże problemy z mieszkaniem. Nie ma gdzie się zatrzymać. Może zamieszka z nami na jakiś czas? Zabierzemy córkę, a jemu oddamy pokój dziecięcy. Nie martw się, to nie potrwa długo. Jak tylko rozwiąże swoje problemy mieszkaniowe, od razu się wyprowadzi.
— Grisha, jesteś pewien, że to konieczne? — zapytałam. — Jak we czwórkę zmieścimy się w jednym pokoju?
— Jestem winien bratu — odpowiedział mąż. — Gdyby nie on, nadal siedziałbym bez pracy. Nie mogę mu odmówić, rozumiesz?
W końcu Nikita poprosił, żebyśmy go przyjęli do siebie w zamian za pracę z godziwą pensją. Nie mogliśmy odmówić — czuliśmy się zobowiązani. To byłaby po prostu niewdzięczność.
Nawiasem mówiąc, teściowa nie pochwaliła naszej decyzji. Kiedy dowiedziała się, że Nikita się do nas wprowadził, tylko pokręciła głową:
— Po co…
Wtedy nie zrozumiałam, co miała na myśli. Ale życie szybko wszystko poukładało, a jej słowa często powracały mi do pamięci.
Na początku wszystko szło gładko. Byłam na urlopie macierzyńskim z maluchem, gotowałam dla całej rodziny, sprzątałam, woziłam starszą córkę do przedszkola i spacerowałam z Wasia na placu zabaw. W nowym budynku, w którym wynajmowaliśmy mieszkanie, mieszkało wiele młodych rodzin, a piaskownica była zawsze pełna dzieci z łopatkami i wiaderkami.
Ale mniej więcej półtora miesiąca po jego pojawieniu się Nikita zaczął zachowywać się jak pan i władca. Prawie nie pojawiał się w warsztacie, tylko odbierał zarobki. Nawiasem mówiąc, zredukował zatrudnienie, zwalniając trzech świetnych fachowców i przerzucając całą pracę na Griszę. A zamówienia nadal przyjmował w dotychczasowym zakresie.
„Kryzys, bracie” – usprawiedliwiał się Nikita. „Nie mogę płacić kilku pracownikom. Mam długi, pożyczyłem pieniądze na promocję. Terminy się zbliżają!”.
W domu również zachowywał się jak prawdziwy pan. Rozrzucał rzeczy, wymagał, żeby mu prać i ciągle krytykował.
„Co to jest, barszcz? Dotarłem już do dna, a mięsa nie ma!” – mówił.
„Niki, nie jesteśmy milionerami, żeby codziennie jeść baraninę” – ripostowałam sarkastycznie.
„Może po prostu nie umiesz wydawać pieniędzy? Znowu nowy szampon w łazience. Po co tyle?”.
— Stary się skończył. Kupiłam go za swoje zasiłki macierzyńskie.
— Stary można było rozcieńczyć wodą, wystarczyłoby na dłużej! — pouczał mnie.
Chciałam przewrócić oczami, ale powstrzymałam się.
— Wezmę to pod uwagę — odpowiedziałam chłodno.
— A w ogóle, po co tyle owoców? Kto w naszej rodzinie je tyle „trawy”?
— Dzieci lubią, więc kupuję. Za pieniądze, które babcia dała wnukom.
— Lepiej wydałabyś je na mięso, a nie na tę plastikową papkę!
Tym razem milczałam. Nie lubię konfliktów i staram się unikać kłótni. Ale komu będzie lepiej, jeśli dom zamieni się w pole bitwy? Zwłaszcza dla dobra moich dzieci.
– Grisha, twój brat staje się nie do zniesienia – skarżyłam się mężowi.
– Ale dzięki niemu mam pracę.
— Może warto poszukać innej? Z nim nie da się żyć. Jestem zmęczona, nerwy mam na krawędzi. Chciałabym powiedzieć mu wszystko, co o nim myślę.
Zazwyczaj Grisha po prostu milczał w odpowiedzi. To mnie jeszcze bardziej raniło i złościło. Wiedziałam, że nie wytrzymam tak długo.
Później było jeszcze gorzej. Nikita zaczął wracać do domu późno w nocy, pijany. Na szczęście dzieci zazwyczaj już spały, ale czasami jego hałas i upadki budziły Waszę, który potem długo płakał mi na rękach.
Przestał kupować produkty spożywcze do domu. Pewnego razu podarł córce misia i musiałam ją uspokajać, kupując nowego. Nie potrafił nawet wyjaśnić, dlaczego to zrobił.
— Grisha, to już przekracza wszelkie granice! Boję się o dzieci. Twój brat…
— Jul, poczekaj trochę.
— Poszukaj innej pracy. Wystarczy mi już cierpienia!
— Co znowu się stało?
— Przygotowałam kotlety dla wszystkich z makaronem. I co myślisz? Twój brat zjadł wszystkie kotlety, a nam zostawił jedną „pajęczynę”!
— No cóż, to nie koniec świata, prawda?
— A co wtedy jest koniec świata? W zeszłym miesiącu nie zapłacił ani grosza za czynsz, myje się w łazience przez dwie godziny z otwartą wodą. Ciebie to też nie obchodzi?
— Nie mogę go wyrzucić na ulicę! — usprawiedliwiał się mąż.
Znowu zbierałam porozrzucane po całym domu brudne skarpetki Nikity, przeklinając pod nosem. Trzeba było jeszcze zdążyć pobiec do sklepu po kiełbaski. Pieniądze się kończyły, a przed nami jeszcze długi dzień. Własna firma to dobrze, ale bardzo niestabilne zajęcie.
Niedzielny poranek wielkiego święta zaczął się od kłótni. Nikita, obudziwszy się po kolejnej imprezie, wyszedł do kuchni i z wyrzutem powiedział:
— Nie mam się w co ubrać! Wszystkie ubrania leżą w koszu na brudną bieliznę. Muszę załatwić sprawy, a ty proponujesz mi, żebym wyszedł w szortach, w których spałem?
Uniosłam brew. Miałam już dość jego niekończących się czepialstw. Jeśli wcześniej milczałam i starałam się łagodzić konflikty, to dzisiaj nie wytrzymałam.
— Co ma do mnie twoja brudna bielizna? Wiesz, gdzie stoi pralka i gdzie leży proszek. Wrzuć rzeczy, włącz pralkę, poczekaj, aż skończy cykl, i rozwiesić pranie. To proste, Nikita.
— Ja? Prać? Daj spokój! — uśmiechnął się. — Nie ma mowy! Julka, przecież pierzesz mężowi i dzieciom? Czy naprawdę tak trudno jest wyprać też moje rzeczy? Specjalnie sortujesz bieliznę, odkładasz moje?
— Posłuchaj, Nikita, nie jestem twoją pokojówką. Nie mam obowiązku cię obsługiwać. Gotuję, sprzątam w twoim pokoju. Czego jeszcze chcesz? Nie muszę prać twoich spodni i bielizny! Masz ręce? Sam się obsługuj!
— No dobrze — powiedział przeciągle. — Przekażę naszą rozmowę Grzisiowi. Niech coś z tym zrobi. Bo coś ty, droga synowo, się rozleniwiłaś. Żyjesz na gotówce, a jeszcze się wywyższasz!
Nikita wyszedł z kuchni, a ja ze złości rzuciłam łopatką na podłogę. Boże, jak on mnie wkurzył! Niech mąż szuka innej pracy i wyrzuca tego pasożyta z domu. Ile to może trwać? Jeśli pomógł Grzisiemu w znalezieniu pracy, to nie znaczy, że musimy znosić go przez całe życie!
Po kilku głębokich oddechach nieco się uspokoiłam i postanowiłam, że wieczorem koniecznie porozmawiam z mężem, aby opowiedzieć mu wszystko o Nikicie. Nagle zatrzasnęły się drzwi wejściowe – szwagier gdzieś wyszedł. Przypomniałam sobie, że skończyło się mleko i zaczęłam zbierać się do sklepu. Najpierw ubrałam się, a potem narzuciłam na Wasia jego turkusową wiosenną kurtkę. Postanowiłam przy okazji wybrać się na spacer z dzieckiem.
Przy kasie ustawiła się ogromna kolejka. W jesiennej kurtce mocno się spociłam, a syn zaczął marudzić.
— Czy mogą Państwo zapłacić? Czy mają Państwo gotówkę? — zapytała młoda kasjerka, podając wcześniej kwotę.
— Tak, zaraz.
— Czy potrzebny jest paragon? Torba?
— Nie… Co za nieszczęście!
Z trudem wyjęłam ciężki portfel z torby – chował się za pluszową zabawką Wasia, butelką wody i paczką krakersów, które zawsze nosiłam ze sobą dla dzieci.
Otworzyłam portfel i zamarłam: zamiast dwóch tysięcy rubli, które dokładnie pamiętałam, że włożyłam tam poprzedniego dnia, leżało tylko pięć. Te pieniądze dał mi mąż z prośbą, żebym rozciągnęła je do końca tygodnia, bo nie było skąd wziąć więcej.
W mieszkaniu, oprócz nas, męża, dzieci i Nikity, nie było nikogo. Oksana i Wasia byli jeszcze zbyt mali, aby rozumieć wartość pieniędzy, ale Nikita… Nie miałam wątpliwości, kto zdecydował się na tak podły czyn.
Rumieniąc się ze wstydu, poprosiłam o anulowanie zakupów, chwyciłam wózek i wybiegłam ze sklepu.
W domu na kanapie rozвалиł się Nikita z paczką chipsów i puszką coli.
— To ty wziąłeś pieniądze z mojego portfela? — zapytałam wprost.
– Ja. I co z tego? W ogóle jesteś mi winna! Jeszcze podziękuj. To było tylko dwa tysiące.
– Te dwa „tysiące” miały zapewnić naszej rodzinie jedzenie na trzy dni! A teraz zbierz swoje rzeczy i wynoś się stąd natychmiast! Nie chcę cię więcej widzieć!
W tym momencie do domu wrócił mój mąż.
— Grisha, on ukradł pieniądze z mojego portfela i zachowuje się, jakby to było normalne! — wyrzuciłam z siebie.
— Bratku, naucz swoją żonę, żeby trzymała gębę na kłódkę. Rozpieściłeś ją! Zapomniała nawet, gdzie jej miejsce, warczy na mnie. Jeśli sam sobie nie poradzisz, pomogę ci — oświadczył bezczelnie Nikita.
Mąż milczał, co ostatecznie mnie doprowadziło do szału.
— Albo wychodzisz, albo dzwonię na policję! Wtedy porozmawiają z tobą zupełnie inaczej.
Brat męża spojrzał na mnie mętnymi oczami. Wszystko jasne — znowu się upił!
Groźba najwyraźniej podziałała na Nikitę. Upuścił paczkę chipsów na podłogę, rozsypując połowę, i chwiejnym krokiem skierował się do wyjścia. Zaskoczyło mnie, że w ciągu półtorej godziny mojej nieobecności zdążył się upić.
— Tak, proszę, znalazła się pani! Pójdę już. Ale pamiętaj: jeszcze tu wrócisz! I żeby twoja noga, Grzeszku, nie postawiła się w warsztacie! Zrozumiałeś, pod pantoflem?
Kiedy Nikita wyszedł, mąż spojrzał na mnie:
— A z czego teraz będziemy żyć?
— Nie ma innej pracy w mieście? Idź chociaż rozładowywać ciężarówki z arbuzami na targu! Jakoś przeżyjemy! Ale nie będę tolerować tego człowieka w pobliżu moich dzieci! Jeśli się nie zgadzasz, wal walizki i idź za swoim bratem! — oświadczyłam.
Zazwyczaj staram się nie podnosić głosu przy dzieciach. Wasia przestraszył się i zaczął płakać. Podniosłam go na ręce i zaczęłam pocieszać:
— Nie bój się, maluchu. Teraz wujek Nikita nie będzie nam już przeszkadzał.
Poszłam do sypialni, a Grisha został w przedpokoju.
Wieczorem usiadłam naprzeciw męża, który pił herbatę.
— I co zdecydowałeś?
— W jakim sensie?
— Pójdziesz za bratem, czy znajdziesz pracę i będziesz myślał o swojej rodzinie?
— Jul, nie zaczynaj. Zostaję z wami.
— W takim razie zapamiętaj: jestem twoją żoną i musisz być po mojej stronie, kiedy mnie krzywdzisz.
— Zapamiętam.
I trzeba przyznać, że Grisha naprawdę zapamiętał tę lekcję. Kiedy Nikita wytrzeźwiał, próbował ponownie włamać się do naszego mieszkania. Ale tym razem to nie ja kłóciłam się z nim, tylko zazwyczaj spokojny Grisha. Długo coś tłumaczył bratu, po czym Nikita długo krzyczał i rzucał przekleństwami. Ale odszedł.
Pojechałam do rodziców. Tak, mąż zazwyczaj nie lubił, kiedy prosiłam ich o pieniądze, ale nie miałam wyboru. Mama, dowiedziawszy się o naszych problemach, tylko pokręciła głową i od razu dała mi kwotę, która wystarczyła na czynsz i jedzenie.
Grisza znalazł pracę w firmie budowlanej, która wznosiła nowy budynek niedaleko naszego wynajmowanego mieszkania. Po pół roku mogliśmy kupić własne dwupokojowe mieszkanie i przeprowadziliśmy się tam z dziećmi. O Nikicie już nie wspominaliśmy. Według teściowej jego warsztat zbankrutował, a on sam pozostał z długami. Teraz ścigali go komornicy, ale byłam pewna, że prędzej czy później go złapią.
Cieszyłam się, że rozstaliśmy się w porę i nie wciągnął Grziska w niebezpieczne sprawy. Mój mąż zupełnie nie przypominał swojego starszego brata, a teściowa traktowała Nikitę z chłodem, uważając go za awanturnika.
Wasia łatwo przystosował się w przedszkolu, a ja w końcu wróciłam do pracy w szkole, gdzie uczyłam chemii. Wzięłam dwie etaty i teraz nasza rodzina stała się bardziej zabezpieczona finansowo. Udało nam się nawet urządzić piękny pokój dziecięcy ze ścianką wspinaczkową. Dzieci były zachwycone.
Mój mąż i ja również byliśmy zadowoleni. Po odejściu Nikity w naszej rodzinie nie było już powodów do kłótni. Czasami próby są sprawdzianem, który wzmacnia małżeństwo. W naszym przypadku trudności stały się tym „cementem”, który sprawił, że nasze relacje stały się jeszcze silniejsze.