— Dam ci pięćdziesiąt tysięcy, jeśli zgodzisz się udawać moją żonę w weekend.

Aleksey Smirnov zmęczonym ruchem przetarł skroń i spojrzał na ostatnią wiadomość od matki. Na ekranie pojawiło się zdjęcie uśmiechniętej dziewczyny z podpisem:

„Córka przyjaciółki Inny. Ekonomistka. 29 lat”.

Westchnął. To była już siódma „idealna narzeczona” w ciągu miesiąca.

Miał 35 lat. Zbudował dobrze prosperującą firmę, mieszkał w przestronnym mieszkaniu w centrum miasta i posiadał dom pod miastem. Jednak szczęście rodzinne omijało go szerokim łukiem. I to nie dlatego, że nie próbował. Po zdradzie Wiktorii, byłej narzeczonej, która kochała go tylko jako źródło luksusu, Aleksiej po prostu przestał wierzyć w prawdziwą miłość.

Następna wiadomość przyszła bez przerwy:

„Przyjedziemy z ojcem w sobotę. Poznasz Elizabetę”.

„Cholera!” – zaklął, zamykając telefon. Rodzice znowu biorą wszystko w swoje ręce.

Aleksiej opuścił szybę samochodu, wpuszczając chłodne wieczorne powietrze. Deszcz zamazał miejskie światła, zamieniając je w plamy światła. Samochód płynnie toczył się po mokrym asfalcie, aż zatrzymał się z powodu nagłego ruchu na drodze – tuż przed nim wyskoczył obdarty mężczyzna.

— Proszę o pomoc, choć trochę… Nie mam nic do jedzenia — powtarzał ochrypłym głosem, stukając w szybę.

Aleksiej niecierpliwie sięgnął do portfela, ale stwierdził, że prawie nie ma przy sobie gotówki.

— Proszę odejść od samochodu — powiedział surowo. — Nie mogę panu pomóc.

Przed nimi pojawiło się przejście podziemne z bankomatem. Aleksiej przypomniał sobie, że rano doładował kartę.

„Tutaj oddam pieniądze i pozbędę się tego żebraka” — postanowił, parkując przy krawężniku.

W deszczu pobiegł w dół, zakrywając głowę marynarką. Przy samym wyjściu, w słabym świetle lampy, zauważył kobietę. Siedziała nieco z boku od strumienia ludzi, otulona znoszonym płaszczem. Obok, na podłodze, siedział jasnowłosy chłopiec w wieku około czterech lat – o poważnym spojrzeniu i zgrabnych rękach. Niedaleko leżały ręcznie robione kartki, ułożone w plastikowych folderach. Kobieta nie prosiła o jałmużnę. Po prostu je oferowała.

Kiedy Aleksiej czekał na pieniądze z bankomatu, nagle wpadł na pewien pomysł. Szalony, absurdalny… ale z jakiegoś powodu wydawał się jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Schował banknoty do kieszeni i podszedł do nich.

– Przepraszam, czy mogę z panią porozmawiać? – zwrócił się do kobiety.

Podniosła oczy – duże, czujne, ale w nich prześwitywała godność, której nie zdołała zniszczyć ani bieda, ani wygląd zewnętrzny.

– Nie prosimy o pieniądze – odpowiedziała cicho, ale stanowczo. – Sprzedajemy pocztówki.

– Nazywam się Aleksiej. Proponuję porozmawiać w kawiarni naprzeciwko. Tam jest ciepło i sucho. Mam propozycję biznesową.

– Nie interesują nas „niezwykłe” propozycje – odparła chłodno, przysuwając syna bliżej.

– Chodzi o pracę – dodał szybko. – Dobrze płatną. Proszę posłuchać.

Coś w jego spojrzeniu, pozbawionym zwyczajowej zuchwałości lub poufałości, skłoniło ją do zastanowienia.

— Kirill, chcesz gorącej herbaty? — zapytała dziecko. Ten skinął głową.

— Nazywam się Marina. Macie dziesięć minut.

— Chcesz, żebym udawała twoją żonę przed rodzicami?! — Marina patrzyła na niego, jakby naprawdę wyrosła mu druga głowa.

Aleksiej, mieszając kawę, skinął głową:

— Tak. W weekendy będziecie mieszkać u mnie z Kirillem. Za to dostaniesz 50 tysięcy rubli i możliwość zamieszkania w moim wiejskim domu przez dwa miesiące, dopóki nie znajdziesz sobie mieszkania.

— Po co ci to? — Marina mocno trzymała filiżankę, jakby szukała w niej ciepła.

— Żeby rodzice przestali mi podsuwać narzeczone. Zobaczą, że mam już rodzinę i dadzą mi spokój.

Marina długo milczała, patrząc na syna, który z zapałem rysował na serwetce.

— Nie mamy odpowiednich ubrań do takiego domu jak twój.

— Wszystko zorganizuję — odpowiedział pewnie Aleksiej. — Zdecyduj się, Marina. Nie zamierzasz chyba nocować w przejściu?

Jej oczy zabłysły.

— Nigdy nie nocujemy w przejściu! Mamy pokój… po prostu musieliśmy szybko wyjechać.

— Przed kim? — zapytał.

— To nie wchodzi w zakres umowy — odparła ostro.

Dom na przedmieściach przywitał ich ciszą, światłem i ciepłem. Nowoczesny wystrój, duże okna, minimalizm. Kirill, przebrany w nowe ubrania, z zachwytem badał każdy zakątek, a Marina nerwowo gniotła brzeg pięknej, ale nieznanej jej sukienki.

— Moi rodzice przyjadą za godzinę — poinformował Aleksiej, podając jej teczkę. — Tutaj jest wszystkie informacje o mnie. Nasza legenda: poznaliśmy się rok temu na wystawie sztuki współczesnej, pobraliśmy się pół roku temu. Kirill jest twoim synem z poprzedniego małżeństwa. Zamierzam go adoptować.

Marina przejrzała dokumenty.

— Jesteś cholernie zorganizowany jak na kogoś z tak szalonym pomysłem.

Aleksiej uśmiechnął się, a jego twarz po raz pierwszy od dłuższego czasu złagodniała:

— W biznesie bez tego nie da się nic zrobić.

Z daleka dobiegł odgłos nadjeżdżającego samochodu. Oboje wzdrygnęli się.

— Przyjechali wcześniej — szepnął Aleksiej. — Gotowi?

Marina wzięła głęboki oddech.

— Kirill! — zawołała Marina do syna. — Chodź tutaj. Zaraz przyjadą babcia i dziadek.

Irina Smirnowa okazała się energiczną kobietą o przenikliwym spojrzeniu i ciepłym uśmiechu. Mocno objęła zdezorientowaną Marinę:

— Nareszcie się pojawiłaś! Już myślałam, że on nigdy nas nie przedstawi!

Wiktor Smirnow, wysoki mężczyzna o siwych skroniach i wojskowej postawie, uścisnął dłoń synowi z wyraźną aprobatą:

— Brawo, Lesza. Rodzina jest najważniejsza.

Kirill, który początkowo trzymał się mamy za rękę, szybko się oswoił i z dziecięcą bezpośredniością poprosił „dziadka” o nowe zabawki. Wiktor był oczarowany chłopcem.

Podczas kolacji rodzice Aleksieja wypytywali Marinę o jej życie. Odpowiadała powściągliwie, trzymając się przygotowanej legendy. Ale kiedy rozmowa zeszła na sztukę, jej oczy po raz pierwszy zabłysły.

— Sama malujesz? — zapytała Irina.

— Kiedyś uczyłam się w akademii sztuk pięknych… — zaczęła Marina, ale się zawahała.

Aleksiej spojrzał na nią z zaskoczeniem. Nie było tego w ich historii.

– Pokaż nam coś – poprosiła Irina.

– Nie mam przy sobie żadnych prac – odpowiedziała zawstydzona Marina, dotykając szyi.

– Mama rysuje księżniczki! – oznajmił nagle Kirill. – I smoki! Nawet tatę!

— Tatę? — zapytał Viktor.

Zapadła napięta cisza.

— Aleksieja — szybko dodała Marina. — Kirill już przyzwyczaił się tak go nazywać.

Aleksiej nakrył jej dłoń swoją — ku własnemu zaskoczeniu.

— Jesteśmy jedną rodziną — powiedział, patrząc jej w oczy.

W nocy, kiedy goście poszli spać, a Kirill zasnął w pokoju dziecięcym, Aleksiej znalazł Marinę na tarasie. Stała, obejmując się ramionami i patrząc na gwiazdy.

— Świetnie sobie poradziliście — powiedział. — Oni całkowicie w to uwierzyli.

— Twoja mama jest bardzo dobra — odpowiedziała cicho. — Nawet jeśli ją okłamaliśmy.

– To tylko tymczasowo – wzruszył ramionami. – Dlaczego więc to ukrywacie?

Marina odwróciła się do niego twarzą. Księżycowe światło delikatnie oświetlało jej rysy.

– Wszyscy coś ukrywamy, Aleksiej Wiktorowicz.

– Po prostu Aleksiej.

Zamilkła.

— Byłam mężatką. Mój mąż to człowiek z silnymi powiązaniami i jeszcze silniejszym charakterem. Kiedy postanowiłam odejść, groził, że zabierze Kirill. Musiałam uciekać.

— Dlaczego mi to mówisz?

— Bo boję się, że może nas znaleźć. A wtedy będziesz miał kłopoty.

Aleksiej spojrzał na nią uważnie:

— Jak się nazywa?

— To nie ma znaczenia — Marina potrząsnęła głową. — Jutro wyjeżdżamy. Dziękuję za pomoc.

— Nie. Zostajecie, tak jak ustaliliśmy. Mogę chronić ciebie i Kirill.

Marina uśmiechnęła się smutno:

— Nie masz pojęcia, z kim masz do czynienia.

— Z kobietą, która sprzedawała pocztówki w przejściu, żeby chronić syna — odpowiedział po prostu. — To wystarczy.

Następnego ranka Irina przypadkowo znalazła w salonie album Maryny. Akwarelowe portrety były profesjonalne, wzruszające. Wśród nich było kilka zdjęć Kirilli i jeden niedokończony portret Aleksieja.

— Masz szczęście — powiedziała Irina, gdy Marina weszła do pokoju i zamarła w drzwiach. — Dlaczego nie zajmujesz się tym na poważnie?

— Nie mogę pod własnym nazwiskiem — odpowiedziała po chwili Marina.

— Z powodu byłego męża? — zapytała Irina. Marina zbladła.

– Wie pani?

– Kochanie, więcej niż myślisz – odpowiedziała łagodnie kobieta, biorąc ją za rękę.

Wieczorem, kiedy rodzice wyjechali, Aleksiej znalazł Marinę przy komputerze. Szybko zamknęła kartę, ale zdążył dostrzec logo swojej firmy.

— Czego szukałaś? — zapytał.

— Chciałam się dowiedzieć, czy można ci ufać — odpowiedziała szczerze. — Okazało się, że tak. Odnosisz sukcesy, ale nie jesteś bezduszny. Wspierasz projekty charytatywne. Nie ma żadnych większych skandali.

Aleksiej uśmiechnął się:

— On jest z twoich kręgów?

— Leonid Krainiew — skinęła głową Marina.

Twarz Aleksieja stała się poważna.

— Właściciel „Krainiew Invest”? Za miesiąc musimy podpisać umowę.

— Teraz rozumiesz, dlaczego wyjeżdżamy?

— Nie — odparł stanowczo. — Zerwię tę umowę.

— To wielomilionowa transakcja!

— Ty i Kirill jesteście ważniejsi — odpowiedział, delikatnie dotykając jej policzka. — Chcę cię lepiej poznać. Nie dlatego, że muszę. Ale dlatego, że chcę.

Tydzień później na progu domu stał Leonid Krainov — zadbany, chłodny, z pewnością siebie człowieka przyzwyczajonego do tego, że dostaje to, czego chce.

— Gdzie jest moja żona? — zapytał Aleksieja.

— Nie ma tu twojej żony.

— Nie baw się ze mną, Smirnow. Wiem, że Marina tu jest. Nagle zrywasz umowę i nagle moje dostawy się załamują? Zbieg okoliczności?

– Była żona – poprawił chłodno Aleksiej. – Mam dowody twoich gróźb, nacisków, prób odebrania dziecka. Chcesz kontynuować w sądzie?

Leonid zbladł.

– Blefujesz?

Aleksiej podał mu telefon z nagraniem starej rozmowy:

– Moi rodzice są przyjaciółmi prokuratora generalnego. Chcesz sprawdzić?

Krainiew powoli się cofnął.

Kiedy Aleksiej wrócił do domu, Marina stała przy oknie, wstrzymując oddech.

— Nie będzie cię już niepokoił — powiedział.

— Muszę wszystko wyjaśnić… — zaczęła.

— Nie trzeba. Rozumiem.

— A teraz, kiedy wszystko już za nami… umowa jest rozwiązana. Wyjedziemy.

– Zostańcie – przerwał jej. – Nie z powodu umowy. Po prostu… zostańcie.

– Po co?

– Bo każdego ranka budzę się z myślą o was. Bo Kirill codziennie pyta, kiedy znowu pójdziemy do parku. Bo pokazaliście mi, czym jest prawdziwa rodzina.

– Ale to było oszustwo…

— Która stała się prawdą — Alexei wziął ją za ręce. — Kocham cię, Marina. Naprawdę.

Miesiąc później rodzice Alexeia ponownie przyjechali do wiejskiego domu. Podczas kolacji Victor podniósł kieliszek:

— Za naszą rodzinę. I za to, że czasami droga do szczęścia zaczyna się od jednego małego kłamstwa.

Marina spojrzała na niego ze zdziwieniem:

— Wiedzieliście?

— Oczywiście — roześmiała się Irina. — Ale kiedy widzieliśmy, jak na siebie patrzycie… postanowiliśmy nie przeszkadzać.

Kirill pociągnął Aleksieja za rękaw:

— Tato, będziesz moim prawdziwym tatą?

Aleksiej spojrzał na Marinę. Ta uśmiechnęła się przez łzy.

— Będę, synku — odpowiedział stanowczo. — Najprawdziwszy.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *