Matka dziecka podbiegła do nich z telefonem w ręku, krzycząc:
— Ten człowiek wybił mi szybę! Zniszczył moje auto! Chcę, żeby został ukarany!
Jeden z funkcjonariuszy spojrzał na Mateusza:
— To prawda? Wybiłeś szybę?
— Tak, — odpowiedział spokojnie, choć wyczerpany. — Dziecko było zamknięte w środku, w pełnym słońcu. Było ledwo przytomne. Gdybym czekał choćby chwilę dłużej, mogłoby się to skończyć tragicznie.
Drugi policjant podszedł do wejścia do przychodni, gdzie właśnie wychodził ratownik. Zadał mu krótkie pytanie, a mężczyzna pokiwał głową z powagą i powiedział:
— Dziecko było skrajnie przegrzane. W ostatniej chwili trafiło pod naszą opiekę. Ten człowiek je uratował.
Kobieta na chwilę zamilkła. Jej twarz zdradzała wstyd pomieszany z uporem. Ale nie zamierzała ustąpić:
— Ale ja zostawiłam numer na szybie! Byłam tylko na chwilę! W sklepie!
Policjant spojrzał na nią chłodno:
— Proszę pani, zostawienie małego dziecka w zamkniętym aucie podczas upału to poważne zaniedbanie. Może być uznane za narażenie życia lub zdrowia dziecka. To przestępstwo.
— Co?! Chyba żartujecie!
— Spiszemy notatkę i poinformujemy opiekę społeczną. Będzie pani musiała złożyć wyjaśnienia.
Mateusz stał obok w milczeniu. Nie było w nim złości, raczej zmęczenie i cichy bunt. Nie spodziewał się podziękowań, ale reakcja matki była dla niego wstrząsem.
— Potrzebuje pan adwokata? — zapytał go jeden z funkcjonariuszy.
— Nie. Tylko szklanki zimnej wody… i kilku godzin snu.
— Proszę się nie martwić. W protokole zaznaczymy, że działał pan w celu ratowania życia. I bardzo dobrze pan zrobił.
Podczas gdy matka dalej się tłumaczyła i próbowała unikać odpowiedzialności, Mateusz odszedł powoli w stronę domu. Zmęczony, ale z czystym sumieniem.
Nie dostał wdzięczności. Nie dostanie też zwrotu za szybę. Ale gdzieś tam, w chłodnym gabinecie, mały chłopczyk znowu oddychał. I to było warte wszystkiego.