Wnuczka wyszła za własnego dziadka, nie mając o tym pojęcia…
Masza wychowała się w domu dziecka. Jej mama zmarła przy porodzie, a w akcie urodzenia ojca w ogóle nie wpisano. Jedyne, co Masza wiedziała o swoim pochodzeniu, to imię matki — Alina Sokołowa — i miała jedną starą fotografię kobiety w dżinsowej kurtce. Z tyłu zdjęcia był napis: „1986 rok. Ja i on. Wszystko dopiero się zaczyna…”
Masza nie miała łatwego życia, ale gdy skończyła 25 lat, wszystko się zmieniło. Poznała Igora — charyzmatycznego, inteligentnego mężczyznę po pięćdziesiątce, profesora literatury. Był czarujący, spokojny, miał ten błysk smutku w oczach. Połączyła ich wspólna pasja do książek i rozmowy o dawnych czasach. Wkrótce się pobrali, mimo że ludzie dziwnie na nich patrzyli ze względu na sporą różnicę wieku.
Minęło pół roku. Pewnego dnia Masza przeglądała stare dokumenty męża i natknęła się na starą, czarno-białą fotografię — dokładnie tę samą, którą miała od dziecka… tylko że na odwrocie tym razem było napisane: „1986. Alina. Kocham na zawsze. – Igor.”
Zrobiło jej się zimno w środku.
Zaczęła szukać w archiwach, wypytywać sąsiadów, grzebać w bazach danych urzędów… aż cała prawda wyszła na jaw: Igor był tym „Onym” ze zdjęcia jej matki. Był jej biologicznym dziadkiem od strony ojca. Miał wtedy 18 lat, Alina — 16. Ich rodziny ich rozdzieliły, a Igor nigdy się nie dowiedział, że Alina zaszła w ciążę.
Kiedy Masza powiedziała mu prawdę, Igor był w szoku. Ona też. Małżeństwo zostało natychmiast unieważnione. Ale co zrobić z uczuciami? Przecież naprawdę się pokochali — nieświadomie, bez żadnej winy…
Od tamtego czasu minęły dwa lata. Masza teraz mieszka sama i pisze książkę — „Przypadkowa krew”, o miłości, przypadku i tragedii. Igor zniknął z jej życia, zostawiając jedynie list:
„Wybacz. Ale choć raz w życiu byłem naprawdę szczęśliwy. Nawet jeśli to był grzech.”