Serce biło jej tak mocno w piersi, że sama zastanawiała się, czy nie będzie słychać tego na zewnątrz. W dłoniach ściskała kartę – klucz do tego samego mieszkania, w którym omal nie zrujnowała sobie życia. Jej dłonie były wilgotne, kiedy nacisnęła klamkę.
Gdy tylko przekroczył próg, zamarł. Stefan Haritonow siedział w głębokim fotelu przy panoramicznym oknie. W rękach trzymał otwartą książkę, ale jego wzrok był skierowany gdzieś daleko, zagubiony w nocnym mieście. Na stoliku obok niego stała w połowie opróżniona szklanka whisky. Gdy tylko ją dostrzegł, jego wzrok zatrzymał się na niej.
— Znowu ty… — powiedział cicho. W jego głosie nie było gniewu, tylko stwierdzenie faktu.
Elena pochyliła głowę i gorączkowo zaczęła sprzątać: schowała ręczniki, wyprostowała poduszki, jakby próbowała ukryć się za swoją pracą. Ale Stefan odłożył książkę, wstał i powoli podszedł do niej. Jego wysoka sylwetka rzucała długi cień na lśniący marmur.
— Nie bój się — powiedział cicho. — Nie należę do tych, którzy karzą za drobiazgi. Raczej… zainteresowało mnie to.
— Ja… ja po prostu wykonuję swoją pracę — wyjąkała, ściskając szmatkę w dłoniach. — Potrzebuję tej pracy… bardziej niż czegokolwiek innego.
— Widzę — odpowiedział Stefan, patrząc na nią uważnie. — Masz zmęczone, ale szczere oczy. Nie przypominasz kobiet, które przychodzą tu dla pieniędzy lub przygody.
Jego głos był spokojny, ale czuło się w nim nieoczekiwaną ciepło. Elena poczuła, jak jej policzki płoną. Kontynuowała porządkowanie, ale za każdym razem, gdy przechodziła obok niego, czuła jego wzrok jak ciężar na sobie.
— Jak się nazywasz? — zapytał nagle.
— Elena — szepnęła.
— Piękne imię — powtórzył powoli, jakby delektował się nim. — Czy moglibyśmy chwilę porozmawiać?
Elena się wzdrygnęła. Wiedziała, że to niezgodne z zasadami, ale nie mogła odmówić. W jego głosie nie było rozkazu, tylko szczere zainteresowanie.
Usiedli przy małym stoliku przy oknie. Pod nimi Sofia lśniła jak morze świateł. Stefan odezwał się pierwszy – nie o interesach, nie o pieniądzach. Pytał o jej życie: skąd pochodzi, dlaczego zaczęła tu pracować, jakie ma marzenia.
Na początku Elena odpowiadała krótko, nieśmiało. Ale stopniowo zdała sobie sprawę, że ten mężczyzna naprawdę jej słucha. Nie przerywał jej, nie osądzał. Jego uwaga rozwiała jej strach.
Opowiedziała o małej wiosce, w której dorastała, o swojej chorej matce, która została sama, o nadziei, że pewnego dnia uda jej się zebrać pieniądze na jej leczenie. Przyznała, że czasami czuje się niewidzialna w świecie, który jest obojętny wobec ludzi takich jak ona.
Stefan milczał, ale w jego oczach pojawił się cień współczucia.
— Jesteś silniejsza, niż ci się wydaje — powiedziała w końcu. — Zasługujesz na coś więcej niż wyniszczające zmęczenie.
Ich rozmowa trwała wiele godzin. Czas jakby przestał istnieć. Elena niepostrzeżenie uśmiechała się, a nawet śmiała się z jego żartów i dzieliła się myślami, których nigdy nikomu nie wyznała.
Kiedy w końcu wstał, aby wyjść, była już długo po północy.
— Czekaj — powiedział Stefan, zbliżając się. — Chcę, żebyś wiedziała, że nie postrzegam cię jako pokojówki. Dla mnie jesteś już kobietą, którą chcę znów zobaczyć.
Elena patrzyła na niego oszołomiona. Nie wierzyła własnym uszom.
— Ale… to niemożliwe — szepnęła.
— Wszystko jest możliwe, jeśli oboje tego chcemy — odpowiedział łagodnie, ale stanowczo.
Podarował jej rękę. W jej wnętrzu walczyły strach i wątpliwości, ale serce dokonało wyboru. Położyła swoją dłoń w jego dłoni.
Na chwilę ich spojrzenia się spotkały. Potem Stefan pochylił się i dotknął jej ust powolnym, delikatnym pocałunkiem – bardziej obietnicą niż namiętnością.
Elena zamknęła oczy i poczuła, jak wszystkie jej obawy znikają. W tej chwili nie było hotelu, zasad ani różnic. Byli tylko oni dwoje – ona i mężczyzna, w którego ramionach po raz pierwszy od lat znów poczuła się naprawdę potrzebna.
To był początek czegoś nowego – czegoś, o czym nawet nie śmiała marzyć.