Doda znowu to zrobiła. Choć cały kraj wciąż wspomina klasę i spokój Stinga, polska piosenkarka postanowiła udowodnić, że to ona jest “bardziej” – bardziej ambitna, bardziej pomysłowa i bardziej zapracowana. Jej słowa o wyższości show nad staniem przy mikrofonie wywołały w sieci prawdziwą burzę.
Tegoroczny Sylwester z Dwójką przyniósł starcie dwóch zupełnie różnych światów artystycznych. Z jednej strony zobaczyliśmy Stinga, światową legendę, która postawiła na minimalizm i skupienie wyłącznie na wokalu.Z drugiej strony na scenę wkroczyła Doda, serwując widowni spektakl pełen pirotechniki, skomplikowanej choreografii i akrobacji na specjalnej platformie. Piosenkarka w mediach społecznościowych zasugerowała, że jej podejście do występu — pełne poświęceń i efektów specjalnych — jest dowodem na wyższy poziom artystyczny.
Każdy artysta ma do wyboru: dostać swoją stawkę, wyjść i zaśpiewać albo wyjść i zrobić wszystko jeszcze poza tym. I ja zawsze wybierałam to drugie, ponieważ dla mnie to jest równoznaczne z byciem ambitnym, pomysłowym, kreatywnym i szalonym.
Doda nie owijała w bawełnę.
Doda nie gryzła się w język, opisując trudy, jakie musiała znosić, by zapewnić widzom TVP widowisko. Z jej relacji wynika, że koncert sylwestrowy w jej wykonaniu to walka z żywiołem, podczas gdy inni artyści wybierają komfort.
Moglibyśmy normalnie czuć komfort, stać przy mikrofonie i sobie odśpiewywać, a nie z********ć w butach antypoślizgowych, łykać śnieg, trząść się zimna w kostiumach, które chcemy, żeby kojarzyły wam się z sylwestrem, z rozrywką, z seksapilem. Owszem, świetnie śpiewa. Owszem, jest legendą.
Na koniec swoich rozważań Rabczewska stwierdziła, że różnorodność jest potrzebna, choć jej argumentacja mogła zabrzmieć dla fanów Brytyjczyka dość prowokacyjnie.
Nie da się całe życie oglądać tylko Stinga, ja bym się zanudziła. Nie da się też całe życie oglądać Dody, bo bym była przebodźcowana. Po to są te różne charaktery, charyzmy, osobowości sceniczne, by każdy mógł wybrać coś dla siebie, i by każdy nadawał kolory tej scenie, by ona widniała jako jeden obraz, a nie plama jednej barwy.
Sieć zapłonęła w sekundę. Fani, którzy do tej pory bronili każdego ruchu piosenkarki, tym razem nie wytrzymali. Porównywanie akrobacji na sznurku do dorobku 17-krotnego zdobywcy Grammy uznano za szczyt narcyzmu.
Fruwałaś, szalałaś, cztery litery pokazywałaś, a i tak Stinga nie przebiłaś. Klasy nie kupisz, ani nie wybujasz na huśtawce.