Strażnik odkrywa opuszczony dom pogrzebowy na Alasce — powiązany z dziesiątkami ZAGINIONYCH turystów

Kiedy strażnik Daniel Harper otworzył pokrywę pierwszej kapsuły, uderzył go tak silny zapach formaldehydu i rozkładu, że ledwo powstrzymał się od cofnięcia się.

W przezroczystym cylindrze, zanurzonym w niebieskawej cieczy, leżało ciało mężczyzny z rozciętą klatką piersiową od gardła do pachwiny.

Jama klatki piersiowej była pusta.

Naklejka na plastiku zawierała datę.

Czerwiec 1990 r.

Był 7 lipca 1995 roku, a Harper właśnie odkrył największą nielegalną operację handlu organami ludzkimi w historii Alaski.

Wrangle St.

Park Narodowy Elias zajmuje powierzchnię 13 175 000 akrów.

Jest to obszar większy od Szwajcarii, pokryty lodowcami, grzbietami wulkanicznymi i niekończącą się tygrysicą.

W połowie lat 90. pracowało tu mniej niż 20 strażników, patrolujących obszar, na którym całe miasta mogły zniknąć bez śladu.

Daniel Harper był jednym z nich.

34-letni były żołnierz piechoty morskiej, który służył w Zatoce Perskiej, przeniósł się na Alaskę w poszukiwaniu spokoju i sensu życia.

Przez 7 lat patrolował południowo-wschodnią część parku, znając każdy szlak, każdy opuszczony budynek, każdy ślad niedźwiedzia na swoim terenie.

Tego ranka, 7 lipca, temperatura wynosiła około 12°C.

Niebo było bezchmurne, widoczność doskonała.

Harper wyruszył na trasę o godz. 6:20 rano, sprawdzając stan szlaków w okolicy dawnej osady Copper Creek.

Ta wioska rybacka rozkwitła w latach 30. XX wieku, ale w latach 90. pozostały po niej tylko zrujnowane szopy i pokrzywione chaty.

Harper pokonywał tę trasę dwa razy w miesiącu i mógłby ją przejść z zamkniętymi oczami.

Jednak o godz. 11:45 dostrzegł coś, czego nigdy wcześniej nie zauważył.

Budynek, dwie kondygnacje z wyblakłego szarego drewna, stojący na północnym skraju dawnej osady.

Jak mógł to przeoczyć? Budynek wyglądał na stosunkowo nienaruszony, zbyt nienaruszony jak na miejsce opuszczone kilkadziesiąt lat temu.

Wyblakłe litery na drewnianym szyldzie nad wejściem były ledwo czytelne.

Ever North Memorial Services, dom pogrzebowy położony w odludnym miejscu, 50 kilometrów od najbliższego miasta.

Harper pamiętał opowieści starszych ludzi o domu zmarłych gdzieś w parku, ale zawsze uważał je za lokalną legendę, bajki dla turystów.

Włączył radio, podał współrzędne dyspozytorowi i otrzymał pozwolenie na zbadanie sprawy.

Drzwi wejściowe były otwarte.

Zawiasy były zardzewiałe, ale drzwi otworzyły się z długim skrzypieniem, które rozbrzmiało echem w pustym budynku.

Harper włączył latarkę i wszedł do środka.

Zapach uderzył go natychmiast.

Pleśń, rozkład i coś cierpkiego, chemicznego, formaldehyd.

Rozpoznał ten zapach z czasów służby wojskowej, kiedy musiał identyfikować zwłoki.

Pierwszym pomieszczeniem była recepcja.

Wzdłuż ścian stały drewniane ławki, a biurko administratora pokrywała gruba warstwa kurzu.

Na ścianach wisiały pożółkłe plakaty z katalogami trumien i urn.

Kalendarz wskazywał lipiec 1994 roku, zaledwie rok temu.

Na biurku leżały dokumenty, cenniki usług pogrzebowych i formularze umów.

Wszystko wyglądało zwyczajnie, legalnie, jak normalna firma pogrzebowa.

Harper szedł dalej.

Sala pożegnalna, rzędy składanych krzeseł, podwyższona platforma na trumnę, mała kaplica z drewnianym krzyżem i Bibliami na ławkach, wszędzie kurz i pajęczyny, ale żadnych śladów grabieży ani wandalizmu.

To było tak, jakby ludzie po prostu wyszli i zapomnieli zamknąć drzwi.

Korytarz doprowadził go do obszaru roboczego i tam skończyła się zwyczajność.

Pomieszczenie było wyposażone jak sala operacyjna: metalowy stół z odpływem pośrodku, lampy chirurgiczne, szklane szafki wypełnione narzędziami, skalpele, piły chirurgiczne, klamry, nożyczki – wszystko profesjonalny, drogi sprzęt.

Przy przeciwległej ścianie stał piec kremacyjny, model przemysłowy.

Drzwi były słoikiem, a w środku widział resztki popiołu i zwęglone fragmenty kości.

Wzdłuż wschodniej ściany stały trzy duże zamrażarki skrzyniowe.

Harper podszedł do pierwszego z nich i otworzył pokrywę.

Z budynku wydobyło się zimne powietrze, mimo że nie było w nim widocznego źródła energii elektrycznej.

W środku znajdowało się 12 plastikowych pojemników, medycznych, hermetycznych.

Harper podniósł jeden ciężki i otworzył pokrywę.

ludzka wątroba zakonserwowana w jakimś roztworze.

Pojemnik miał etykietę z odręczną notatką i datą.

3 grudnia 1993 r.

Kod grupy krwi.

Harper sprawdził pozostałe pojemniki.

Nerki, serce, płuca, fragmenty trzustki, rogówki w mniejszych pojemnikach, wszystkie oznaczone datami.

Najwcześniejszy miał miejsce w październiku 1987 roku.

Ostatni raz miało to miejsce w marcu 1994 roku.

W drugiej zamrażarce znajdowały się kości, kości udowe, czaszki i kręgosłupy.

Niektóre były wybielone na biało, najwyraźniej poddane działaniu środków chemicznych.

Inne nadal miały ślady tkanki miękkiej.

W sumie około 30 zestawów, o różnym stopniu kompletności.

W trzeciej zamrażarce znajdowały się odcięte od ciał kończyny, ręce i nogi.

23 prawe ramiona, 19 lewych ramion, 14 par nóg, wszystkie ponumerowane, wszystkie opatrzone datą.

Harper natychmiast próbował skontaktować się z dyspozytornią.

Radio nadawało tylko szumy.

Formacje skalne w tym obszarze często powodowały problemy z komunikacją.

Wyszedł z budynku, odszedł 50 metrów i spróbował ponownie.

Tym razem połączenie zostało nawiązane.

Harper zgłosił odkrycie tak spokojnie, jak to tylko możliwe, i poprosił o obecność policji stanowej oraz koordynatora ds. sytuacji kryzysowych.

Dyspozytor zarejestrował wiadomość i poprosił Harpera, aby nie wchodził ponownie do budynku, tylko czekał w miejscu, w którym się znajdował.

Pomoc miała przybyć w ciągu 4–5 godzin.

Ale Harper nie mógł czekać.

Coś podpowiadało mu, że w piwnicy może czekać na niego coś jeszcze straszniejszego.

Wrócił do budynku.

Z sali operacyjnej prowadziły schody w dół.

Drewniane schody skrzypiały pod jego ciężarem.

Temperatura spadała z każdym krokiem.

U podnóża schodów Harper znalazł generator.

Był to przemysłowy generator dieslowski podłączony do zbiornika paliwa zakopanego pod podłogą.

Generator działał.

Cisza wypełniła przestrzeń.

To stamtąd pochodziła energia elektryczna.

Piwnica była jednym dużym pomieszczeniem o powierzchni około 80 m.

Betonowe ściany, kamienna podłoga i osiem kapsuł wzdłuż ścian.

Kapsuły miały kształt cylindryczny, około 2 m długości i 70 cm średnicy.

Przezroczyste plastikowe pokrywy pozwalały zobaczyć zawartość.

W każdej kapsule znajdowało się ciało, ludzkie, zakonserwowane w jakimś płynie, nie wodzie, bardziej lepkim, lekko niebieskawym.

Harper podszedł do pierwszej kapsuły, mężczyzny około 40 roku życia o krótkich, ciemnych włosach.

Ciało zostało rozcięte, od gardła do pachwiny, długim nacięciem, zszytym grubą nicią.

Jama klatki piersiowej wyglądała na pustą.

Na plastikowej pokrywie znajdowała się naklejka z datą: czerwiec 1990 r.

Pozostałe kapsułki zawierały podobne szczątki.

Trzech mężczyzn, dwie kobiety, jeden nastolatek, jedna osoba starsza, jedno dziecko.

dziewczynka w wieku około ośmiu lub dziewięciu lat, wszystkie z oznakami sekcji zwłok, wszystkie z pustymi jamami w miejscach, gdzie powinny znajdować się narządy wewnętrzne.

Dokumenty leżały na metalowym stole w rogu piwnicy.

Harper fotografował wszystko aparatem, który nosił przy sobie, aby dokumentować dziką przyrodę.

Listy nazwisk, kodów, dat i nazwy firmy powtarzające się w kółko.

Polaris Bioransport.

Były tam również stare faksy na papierze termicznym, których tekst już zaczynał blaknąć.

Harper przeczytał kilka wiadomości.

Jeden z nich stwierdził, że paczka została dostarczona w dobrym stanie, jakość materiału odpowiadała specyfikacji, a kwota 18 000 dolarów została przelana na konto.

W kolejnej wiadomości poinformowano, że wzrosło zapotrzebowanie na materiały dla dzieci i zapytano, czy można dostarczyć dodatkowe próbki za zwiększoną rekompensatą.

Trzeci przypomniał mu o znaczeniu utrzymania odpowiedniej temperatury podczas transportu, ponieważ ostatnia paczka dotarła z oznakami rozkładu, co obniżyło jej wartość handlową.

Harper spędził 37 minut w piwnicy, dokumentując wszystko, co tylko mógł.

Następnie opuścił budynek i czekał.

Pierwszy helikopter wylądował o godz. 15:20.

Na pokładzie znajdowało się dwóch funkcjonariuszy policji stanu Alaska, sierżant Robert Mallerie i funkcjonariuszka Kate Chang.

20 minut później przyleciał drugi helikopter z koordynatorem ds. sytuacji kryzysowych, lekarzem medycyny sądowej i dwoma technikami kryminalistycznymi.

Kontrola trwała do zmroku.

Hundreds of photographs were taken.

Samples were collected for analysis.

Temporary perimeter security was established.

The building was sealed off as a crime scene.

By 11 p.m.

Tego samego dnia podjęto decyzję o całkowitej ewakuacji zawartości budynku.

Proces trwał 3 dni.

Do transportu zamrażarek wykorzystano śmigłowce transportowe.

Ciała zostały wyniesione z piwnicy z najwyższą ostrożnością.

Każda kapsuła ważyła około 200 kg, łącznie z płynem i korpusem.

Ekspert medycyny sądowej dr.

Elizabeth Coleman przeprowadziła wstępne badanie na miejscu.

Zauważyła, że wszystkie sekcje zwłok zostały przeprowadzone profesjonalnie, z chirurgiczną precyzją.

Nacięcia były gładkie, a narządy zostały usunięte ostrożnie, bez niepotrzebnego uszkodzenia otaczających tkanek.

Było to dzieło osoby z wykształceniem medycznym, prawdopodobnie patologa lub chirurga.

Płyn w kapsułkach okazał się zmodyfikowanym roztworem do konserwacji tkanek, mieszanką formaldehydu, gliceryny i kilku składników chemicznych, które dr

Coleman nie był w stanie zidentyfikować na miejscu.

Próbki zostały wysłane do laboratorium w Anchorage w celu przeprowadzenia szczegółowej analizy.

Dokumenty z piwnicy zawierały nazwiska.

34 osoby, mężczyźni i kobiety, w wieku od 8 do 67 lat.

Większość nazwisk nic nie mówiła lokalnej policji, ale kilka z nich wywołało natychmiastową reakcję.

Tom Baker, 46 lat, rybak z wioski Aldez, zaginął w sierpniu 1990 roku. Ostatni raz widziano go, gdy sam wyruszył na połów.

Jego łódź została znaleziona tydzień później dryfująca bez właściciela.

Ciała nigdy nie odnaleziono.

Sprawę zamknięto jako przypadkowe utonięcie.

Maria Davis, lat 29, podróżowała autostopem latem 1991 roku.

Pochodziła z Oregonu i wyruszyła na Alaskę w poszukiwaniu przygód.

Ostatnia wiadomość od niej dotarła do jej rodziców w czerwcu.

Napisała, że dotarła do Anchorage i planuje zwiedzić parki narodowe.

After that, all contact was lost.

The search yielded no results.

We Perez, 21, a student at the University of New Mexico, disappeared while hiking in July 1992.

Wyruszył sam na trasę przy Wrangle St.

Park Narodowy Elias pomimo ostrzeżeń strażników parku o zagrożeniach.

Jego namiot był nietknięty, plecak pozostał na miejscu, ale samego Waqina nie było.

Zakładano, że zgubił się lub padł ofiarą niedźwiedzia.

Na liście znajdowało się 14 osób, których nazwiska pasowały do przypadków osób zaginionych w latach 1987–1994.

Pozostałe 20 nazwisk wymagało dalszego zbadania.

FBI dołączyło do śledztwa trzeciego dnia.

Agent David Sterling, specjalizujący się w przestępczości zorganizowanej, przybył z Seattle.

Natychmiast zwrócił uwagę na nazwę firmy widniejącą w dokumentach.

Polaris Bio Transport.

Szybka kontrola wykazała, że firma została zarejestrowana w Nevadzie w 1986 roku.

Adres siedziby prowadził do skrzynki pocztowej w Las Vegas.

Brak biur, brak pracowników, brak oznak rzeczywistej działalności.

Jednak dokumenty bankowe mówiły co innego.

Na kontach firmy widniały transakcje o wartości milionów dolarów.

Pieniądze pochodziły z różnych źródeł na całym świecie.

Hongkong, Dubaj, Brazylia, Niemcy.

Pieniądze trafiły na konta zarejestrowane w strefach offshore, co stanowi klasyczny przykład prania brudnych pieniędzy.

Sterling podejrzewał, że Polaris był tylko przykrywką dla większej operacji, międzynarodowej sieci zajmującej się nielegalnym handlem organami ludzkimi.

Dom pogrzebowy na Alasce służył jako punkt zbiórki, odległa lokalizacja, brak nadzoru, łatwy dostęp do potencjalnych ofiar, turystów, podróżnych, osób samotnych bez rodzin.

osoby, których zniknięcie mogłoby pozostać niezauważone.

Kolejnym krokiem było ustalenie właściciela domu pogrzebowego.

Dokumenty rejestracyjne firmy ujawniły nazwisko Richard Elden Hayes, który w chwili zaginięcia miał 62 lata i był byłym patologiem pracującym w szpitalu Anchorage Hospital w latach 1971–1985.

Hayes został zwolniony po przeprowadzeniu wewnętrznego dochodzenia.

Zarzuty obejmowały naruszenie protokołów sekcyjnych, nieuprawnione pobieranie próbek tkanek oraz podejrzane dokumentowanie czasu zgonu.

Formalnie został oskarżony jedynie o wykroczenia administracyjne.

Nie było sprawy karnej.

Hayes odszedł po cichu, otrzymał emeryturę i zniknął z pola widzenia.

W 1986 roku ponownie pojawił się na Alasce i kupił opuszczony dom pogrzebowy w okolicy Copper Creek.

Zarejestrował firmę pod nazwą Evernorth Memorial Services, świadczącą legalne usługi pogrzebowe na obszarach oddalonych.

Oferował usługi kremacyjne i pogrzebowe mieszkańcom i odwiedzającym park narodowy.

Miejscowi zapamiętali Hayesa jako powściągliwego mężczyznę, wysokiego, szczupłego, zawsze ubranego w czarny garnitur.

Mówił niewiele i rzadko się uśmiechał.

Mieszkał samotnie w małym domku obok domu pogrzebowego.

Bez przyjaciół, bez więzi ze społecznością.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *