Bliźniaczki zaginęły w lesie – dwa miesiące później jedna z nich została znaleziona trzymająca kurtkę drugiej.

W sierpniu 2018 r., gdy oficjalne poszukiwania dobiegały końca, dwóch wolontariuszy z Mountain Rescue Alliance przemierzało trudny teren na zachód od szlaku McAfee Knot Trail w Appalachach.

Około godziny 14:45 jeden z nich, emerytowany ratownik medyczny Gregory Vaughn, usłyszał coś, co sprawiło, że zatrzymał się w miejscu.

Był to dźwięk ledwo słyszalny ponad szumem wiatru przechodzącego przez wysokie sosny.

rodzaj rytmicznego szlochu, cichego, ale ciągłego, jakby ktoś próbował oddychać przez łzy, nad którymi nie potrafił już zapanować.

Gregory dał znak swojemu partnerowi i ostrożnie ruszył w kierunku, z którego dochodził dźwięk, odsuwając nisko wiszące gałęzie i przechodząc nad pokrytymi mchem zwalonymi pniami.

To, co zobaczył potem, pozostało w jego pamięci do końca życia.

Na skraju wąskiego strumienia klęczała młoda kobieta z pochylonymi plecami i całą drżącą postacią.

Jej włosy były splątane i skołtunione, pokryte brudem i kawałkami zaschniętych liści.

Jej ubrania były podarte w wielu miejscach, a ramiona pokryte były zadrapaniami, które już dawno pokryły się strupami.

Jednak największe wrażenie na Gregory’m wywarło to, co trzymała w rękach.

Była to jasnoniebieska kurtka, taka, jaką noszą wędrowcy w chłodniejsze dni, a ona ściskała ją tak mocno przy piersi, że jej kostki palców stały się białe.

Kurtka była dla niej za duża, najwyraźniej nie należała do niej, a na kołnierzu i ramionach miała ciemne plamy.

plamy, które wyglądały niepokojąco jak zaschnięta krew.

Kiedy Gregory zawołał cicho, używając imienia, które zapamiętał z ogłoszenia o zaginięciu, kobieta nie odpowiedziała od razu.

Kontynuowała lekkie kołysanie się, poruszając ustami, ale nie wydając żadnego dźwięku.

Dopiero gdy uklęknął obok niej i delikatnie dotknął jej ramienia, odwróciła głowę.

Jej oczy były puste, otoczone zmęczeniem i czymś głębszym, czymś, co wyglądało jak smutek wyryty w kościach.

Była to 24-letnia Hannah Delmmont, jedna z dwóch identycznych bliźniaczek, które dokładnie dwa miesiące wcześniej zaginęły w dzikich Appalachach.

A nigdzie nie było śladu jej siostry.

Tylko niebieska kurtka była tak mocno ściskana, że wydawało się, jakby zrosła się z jej dłońmi, jakby jej puszczenie oznaczało utratę ostatniej części kogoś, kogo kochała.

14 czerwca 2018 r., w czwartek rano, pogoda wzdłuż szlaku Appalachów w południowo-zachodniej Wirginii była pogodna i łagodna.

Prognoza zapowiadała słoneczną pogodę i lekki wiatr, czyli idealne warunki do kilkudniowej wędrówki.

Wśród wielu grup wyruszających tego dnia były dwie młode kobiety, które przyjechały samochodem z Rowan Oak poprzedniego wieczoru i nocowały w samochodzie na parkingu przy szlaku turystycznym.

Nazywały się Hannah i Clare Delmmont, 24-letnie bliźniaczki, które dorastały, wędrując z ojcem i spędzały prawie każde lato od czasów liceum na odkrywaniu kolejnych odcinków szlaku.

Przyjaciele opisywali ich jako nierozłącznych, nie tylko dlatego, że byli bliźniakami, ale także dlatego, że łączyła ich ta sama cicha intensywność, ta sama miłość do długich spacerów i ciszy oraz ta sama skłonność do motywowania się nawzajem do pokonywania trudniejszych tras i większych odległości.

Obie wzięły urlop w pracy – Hannah jako asystentka stomatologiczna, a Clare jako pracownica lokalnej organizacji non-profit – aby zrealizować planowaną od miesięcy tygodniową wyprawę pieszą.

Zgodnie z dziennikiem, który podpisali w stacji strażników leśnych, zamierzali pokonać około 60 mil w ciągu 6 dni, zatrzymując się w wyznaczonych schroniskach i uzupełniając zapasy w małym miasteczku w połowie trasy.

Byli doświadczeni, dobrze przygotowani i podróżowali jak, ale mądrzy.

Każda z nich miała na sobie niebieską wodoodporną kurtkę, którą kupiły razem podczas wyprzedaży poprzedniej wiosny. Ich matka wspomniała o tym później śledczym z smutnym uśmiechem, mówiąc, że dziewczynki nalegały na dopasowanie kolorów, ponieważ dzięki temu łatwiej było je dostrzec na zdjęciach.

Pierwsze potwierdzone obserwacje bliźniaków pochodziły ze stacji strażników leśnych znajdującej się w pobliżu początku szlaku.

Pamiętał ich dobrze, ponieważ pytali o źródła wody na trasie i czy ostatnie deszcze sprawiły, że przeprawy przez potoki są niebezpieczne.

Powiedział policji, że oboje wydawali się radośni i skupieni, a ich zachowanie nie sugerowało żadnych obaw ani wahania.

Drugie obserwacje miały miejsce później tego samego popołudnia.

Para starszych turystów minęła siostry Belmont w pobliżu skalistego punktu widokowego około 8 mil dalej.

Jeden z nich, emerytowany nauczyciel ze stanu Karolina Północna, powiedział później śledczym, że bliźniacy siedzieli na płaskim głazie, jedząc batoniki energetyczne i robiąc zdjęcia doliny poniżej.

Pamiętała, jak pomyślała, że rzadko widuje się młodych ludzi tak zaangażowanych w otaczający ich krajobraz, zamiast wpatrzonych w ekrany swoich telefonów.

Bliźniacy pomachali ręką, gdy para przechodziła obok, i była to ostatnia interakcja, którą ktokolwiek mógł potwierdzić.

Do wieczora 16 czerwca siostry Delmont miały skontaktować się z matką za pomocą wiadomości tekstowej.

Była to rutyna, którą stosowali podczas każdej podróży.

Prosta wiadomość, że dotarli do schroniska i są bezpieczni na noc.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *