„Aresztowali zwykłą dojarkę… nie wiedząc, że była najlepszym snajperem NKWD”.

„Aresztowali zwykłą dojarkę… nie wiedząc, że była najlepszym snajperem NKWD”.

Co może zrobić samotna kobieta przeciwko całej niemieckiej patrolu? Naziści myśleli, że złapali bezbronną wieśniaczkę. Wyśmiewali ją, poniżali i szykowali się, żeby ją wykończyć, ale nie wiedzieli o najważniejszym. Przed nimi stała jedna z najniebezpieczniejszych snajperów francuskich tajnych służb specjalnych, która miała na koncie 309 potwierdzonych zabójstw wrogów: porucznik Irene Gromont. Dzisiaj ta liczba miała się jeszcze zwiększyć.

W regionie Loary, a konkretnie w miejscowości Rougevall, latem 1938 roku Irene Gromont doiła krowy w stajni spółdzielczej, kiedy jej życie zmieniło się na zawsze. Miała 22 lata, zwyczajną twarz wieśniaczki, długi kasztanowy warkocz i silne ramiona przyzwyczajone do ciężkiej pracy. Nikt w wiosce nie znał jej sekretu. Trzy lata wcześniej Irene została powołana do służby wojskowej dla kobiet. Okazało się, że miała wyjątkowy wzrok i była niezwykle opanowana. Na strzelnicy trafiała w cele oddalone o 300 metrów bez ani jednego błędu. Dowódca jednostki natychmiast zauważył ten rzadki talent. Sześć miesięcy później Irene została wysłana na specjalne kursy wywiadowcze w Paryżu. Szkolenie było bezlitosne. Program rozpoczęło dwadzieścia cztery młode kobiety, ale ukończyło go tylko osiem. Irene była najlepsza. Opanowała karabin MAS z lunetą, kamuflaż, survival w lesie, walkę wręcz i język niemiecki. Półtora roku ciągłego szkolenia zmieniło prostą dojarkę w żywą broń. Po zakończeniu kursów Irene została odesłana do rodzinnej wsi, oficjalnie zwolniona ze służby ze względów zdrowotnych jako głęboka przykrywka. W przypadku wybuchu wojny miała pozostać na okupowanym terytorium, zbierać informacje wywiadowcze, eliminować oficerów i koordynować lokalny ruch oporu.

Irene wróciła do pracy na farmie. Mieszkańcy wioski powitali ją jak lokalną dziewczynę, która wróciła z wojska. Nikt niczego nie podejrzewał. Doiła krowy, pracowała przy sianie i chodziła do ratusza po kartki żywnościowe. Była zwykłą Francuzką w zwykłej wiosce. Ale nocami Irene trenowała w lesie, z dala od wścibskich oczu. Ćwiczyła z ostrożnie ukrytym karabinem. Co tydzień otrzymywała zakodowaną wiadomość z Paryża za pośrednictwem tajnego radia. Czekała na rozkazy, wiedząc, że zbliża się wojna. 22 czerwca 1941 r. rozpoczął się jak każda zwyczajna niedziela. Irene wstała o piątej rano, aby wydoić krowy. Był letni poranek, świeżo skoszona trawa i ptaki w krzakach; życie wydawało się spokojne. W południe przybył motocyklista z głównego miasta. Zebrał mieszkańców na placu i odczytał oficjalny komunikat: Niemcy zaatakowały Francję. Wojna się rozpoczęła.

Wieś zamarła; kobiety płakały, mężczyźni palili w milczeniu, a dzieci nie rozumiały, co się dzieje. Burmistrz ogłosił mobilizację i tego samego wieczoru mężczyźni wyruszyli na front. Wieś opustoszała. Trzy dni później Irene otrzymała zakodowaną wiadomość. Rozkaz był jasny: pozostać na miejscu, czekać na okupację, nawiązać kontakt i rozpocząć działania przeciwko oficerom wroga. Sztab generalny szacował, że Niemcy dotrą do regionu za dwa lub trzy miesiące, ale przybyli znacznie szybciej. Na początku sierpnia pojawiły się niemieckie samoloty, bombardując linię kolejową, most nad rzeką i sąsiednie miasto. 10 sierpnia przez wioskę przechodzili wycofujący się francuscy żołnierze, wyczerpani i ranni. Mieszkańcy dali im chleb i mleko. Dowódca, major z zabandażowaną głową, ostrzegł ich, że Niemcy będą tam za dwa dni i nakazał im opuszczenie wsi. Większość odmówiła, pytając, dokąd mają iść, zostawiając swoje domy, zwierzęta gospodarskie i ziemię. Starsi wierzyli, że przeżyją, myśląc, że Niemcy to ludzie, a nie bestie. Myli się.Irene została. Ukryła radio i dokumenty w przygotowanej skrytce w lesie, założyła wyblakłą sukienkę, zawiązała chustkę i stała się prostą wieśniaczką. Czekała. 12 sierpnia 1941 r. o świcie Niemcy wkroczyli do wsi trzema ciężarówkami, dwoma motocyklami uzbrojonymi w karabiny maszynowe i samochodem sztabowym. Przybyło około 50 żołnierzy i oficerów.

SS Hauptman Kurt Steiner zebrał mieszkańców na placu. Był wysoki, schludny, miał nienaganny mundur i przemawiał przez tłumacza-kolaboranta. Wieś stała się teraz terytorium III Rzeszy. Ustanowiono godzinę policyjną od 20:00 do 6:00 rano. Nieposłuszeństwo lub pomoc ruchowi oporu skutkowałyby egzekucją, podobnie jak sabotaż, za który rozstrzelano by dziesięciu zakładników. Irene stała w tłumie z opuszczoną głową, ściskając szalik. Odgrywała swoją rolę, ale w głębi duszy analizowała wszystko: twarze, stopnie, broń i posterunki strażnicze. Była to praca profesjonalisty. Steiner utworzył swoją kwaterę główną w domu burmistrza, a szkoła i sala gminna zostały zajęte. Wieś stała się niemieckim garnizonem. Pierwsze dni były stosunkowo spokojne i polegały na rekwirowaniu zwierząt gospodarskich i konfiskacie metali. Potem nastąpiły egzekucje. Oficer gestapo Walter Kruger przybył z listą komunistów, członków ruchu oporu i znanych osobistości. Dziesięć osób zostało aresztowanych w nocy i rozstrzelanych następnego ranka na placu, w tym nauczycielka, którą Irene znała od dzieciństwa. Zapanował terror. Lokalny kolaborant, Simon Collard, dawniej stajenny, teraz służył Niemcom. Uderzał, donosił i poniżał swoich rodaków, aby udowodnić swoją lojalność. Był znienawidzony i budził strach. Irene była cierpliwa. Musiała czekać, obserwować i znaleźć odpowiedni moment. W nocy dotarła do lasu, aby przekazać informacje wywiadowcze. Paryż odpowiedział, każąc jej dalej czekać. We wrześniu rozpoczęły się deportacje do Niemiec. Co tydzień pięciu do dziesięciu młodych ludzi znikało w wagonach bydlęcych. Irene znalazła się na liście, ponieważ miała 25 lat i była silna, czyli dokładnie taka, jakich poszukiwano. Nie mogła jednak wyjechać. Udawała gruźlicę, pluła krwią, gryząc język, i dobrowolnie głodziła się, tracąc 10 kg w ciągu tygodnia. Niemiecki lekarz zbadał ją, skrzywił się i skreślił z listy; chorzy nie interesowali Rzeszy. Plan się powiódł. Irene została. Obserwowała, liczyła i zapamiętywała zwyczaje funkcjonariuszy. Wiedziała, że nadejdzie odpowiedni moment. Centrum przygotowywało się do ich eliminacji.

W październiku 1941 roku Irene otrzymała swoje pierwsze zadanie bojowe: wyeliminować niemieckiego funkcjonariusza tajnej policji Waltera Krugera. Każdego dnia Kruger przemierzał okoliczne wioski w poszukiwaniu komunistów i członków ruchu oporu, podróżując lekkim samochodem w towarzystwie tylko jednego strażnika. Irene przygotowywała się przez trzy dni. Wybrała miejsce zasadzki na leśnej drodze, wyregulowała lunetę, obliczyła odległości i dokładnie przestudiowała trasę odwrotu. 23 października o godz. 15:00 pojawił się samochód Krugera. Rozległ się pojedynczy strzał. Kula przebiła przednią szybę i trafiła oficera w głowę. Samochód zjechał z drogi i uderzył w rów. Strażnik wyskoczył z samochodu i chwycił za broń, ale padł drugi strzał i strażnik upadł. Irene podczołgała się do pojazdu, zabrała dokumenty Krugera – w tym niemiecką mapę rozmieszczenia wojsk i listę agentów – i zniknęła w lesie.

Godzinę później Niemcy odkryli ciała. Wioska została zamknięta, a następnie przeprowadzono przeszukanie wszystkich domów. Dziesięciu mieszkańców zostało pobitych, a trzech starszych mężczyzn zastrzelono dla przykładu, ale nie znaleziono śladu zabójcy. Irene była na farmie, dojąc krowy, kiedy żołnierze przeszukiwali jej dom; nic nie znaleźli. Karabin leżał w lesie. W listopadzie, grudniu i styczniu Irene wyeliminowała siedmiu kolejnych niemieckich oficerów i kolaborantów, zawsze precyzyjnie i nie pozostawiając śladów. Nie było żadnych świadków ani dowodów. Niemcy zaczęli odczuwać strach. Rzekomo niepokonana armia Rzeszy traciła swoich oficerów z rąk niewidzialnego snajpera. Centrum wysłało wiadomość z gratulacjami. Informacje Irene pomogły w planowaniu francuskiej kontrofensywy skoordynowanej z aliantami. Została odznaczona tajnym rozkazem, ale nadal żyła jako zwykła wieśniaczka.

Wiosną 1942 roku do wsi przybył nowy dowódca: SS Standartenführer Friedrich von Salzburg, doświadczony specjalista od kontrwywiadu. Publicznie oświadczył, że znajdzie snajpera, nawet jeśli będzie musiał przeszukać każdy dom. Irene zrozumiała, że czas na kamuflaż dobiega końca. Odbyło się zbyt wiele operacji i zbyt wiele celnych ataków; von Salzburg nie był głupi. Sporządziłby listę i zacząłby sprawdzać wszystkich. Irene podjęła decyzję: musiała wyeliminować von Salzburga i jego sztab w jednej operacji, po czym dołączyć do Maquis. Przez cały miesiąc przygotowywała się, studiując harmonogramy, posterunki i zmiany wartownicze. Każda minuta 30 kwietnia 1942 roku była zaplanowana. Jednak tego ranka przybył niemiecki patrol z konkretnym rozkazem: „Znajdźcie i aresztujcie kobietę snajpera”. Ktoś coś powiedział. Kolaborant Simon Collard doniósł na Irene, zaznaczając, że była ona członkiem wojska, dobrym strzelcem i zachowywała się podejrzanie. Patrol przybył w południe, kiedy Irene doiła krowę.

Usłyszała szorstkie głosy i odwróciła się, widząc sześciu niemieckich żołnierzy i SS Untersturmführera Karla Beckera przy drzwiach. Collard chował się za nimi. Becker zapytał, czy to ona jest Irene, a Collard przetłumaczył. Irene odpowiedziała twierdząco, spuszczając wzrok i odgrywając rolę przestraszonej wieśniaczki. Becker wypytał ją o służbę wojskową i umiejętności strzeleckie. Twierdziła, że została zwolniona ze służby ze względów zdrowotnych i że źle strzela z powodu słabego wzroku. Becker uśmiechnął się, podszedł do niej i brutalnie podniósł jej głowę za podbródek, nazywając ją kłamczuchą i snajperką, która zabiła niemieckich oficerów. Uderzył ją w twarz, a ona upadła na słomę. Żołnierze chwycili ją i przycisnęli do ściany. Becker wyciągnął bicz. Zapytał, czy będzie mówić, czy trzeba będzie ją do tego zmusić. Odpowiedziała, że nie ma nic do powiedzenia. Bicz zaszeleścił. Po pierwszym, drugim i trzecim uderzeniu jej suknia się podarła i pojawiła się krew. Oskarżył ją o współpracę z bolszewikami, czemu zaprzeczyła. Becker dał znak, a żołnierze wyciągnęli Irene na zewnątrz.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *