To, co niemieccy żołnierze zrobili francuskim zakonnicom, przekracza granice wyobraźni. | 1845

Nazywano je sługami Boga – kobietami, które poświęciły swoje życie modlitwie, opiece nad chorymi i wychowywaniu dzieci. Kobiety te czuły się chronione przez swoje welony, krzyże i śluby czystości, wierząc, że nawet w czasach wojny i w obliczu wroga ich habity zakonne będą je chronić. Myliły się. To, co niemieccy żołnierze zrobili francuskim zakonnicom w latach 1944–1945, przekracza wyobraźnię, nie dlatego, że było to wyjątkowe w okropnościach wojny, ale dlatego, że złamało jedno z ostatnich tabu, które nawet wojna miała szanować. Oto ich historia, historia odwagi w obliczu niewyobrażalnego, historia, którą trzeba opowiedzieć, nawet jeśli boli, ponieważ milczenie jest drugą formą przemocy.

Latem 1944 r. lądowanie w Normandii zakończyło się sukcesem, a alianci posuwali się naprzód. Dla wycofujących się Niemców każdy utracony kilometr był upokorzeniem, a każda francuska wioska, która obserwowała ich przejazd z nadzieją w oczach, była dla nich zniewagą. Podczas tej gorzkiej ucieczki dyscyplina uległa rozpadowi. Oficerowie stracili kontrolę, a żołnierze, wiedząc, że porażka jest bliska, porzucili wszelką powściągliwość. Struktura wojskowa, która podczas okupacji utrzymywała pewien poziom cywilizacji, załamała się. W tym chaosie najbardziej bezbronni stali się celem ataków. Klasztory, niegdyś szanowane nawet przez okupantów, przestały być sanktuariami.

Klasztor Miłosierdzia znajdował się w małej wiosce niedaleko Caen. Mieszkało w nim dwadzieścia trzy zakonnice pod przewodnictwem matki przełożonej Marie-Therese, sześćdziesięcioletniej kobiety, która spędziła czterdzieści lat w służbie Bogu. Klasztor służył jako szkoła dla dziewcząt z wioski, hospicjum dla osób starszych i schronienie dla ubogich. Siostry były dobrze znane i kochane. Siostra Marguerite, trzydziestodwuletnia, uczyła dzieci; siostra Elisabeth, dwudziestosześcioletnia, opiekowała się chorymi; a siostra Jeanne, najmłodsza, dziewiętnastoletnia, właśnie złożyła śluby wieczyste. Modliły się siedem razy dziennie, budziły się o 4:00 rano i żyły w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie. Ich świat był mały i zamknięty w murach klasztoru, ale nawet te mury nie mogły ich ochronić przed tym, co miało nadejść.

15 sierpnia 1944 r., w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, wszystko się zmieniło. Do wsi dotarła wycofująca się jednostka niemiecka. Nie byli to zdyscyplinowani żołnierze regularnej armii, ale zdezorganizowani i zdesperowani ludzie. Niektórzy z nich należeli do Waffen SS, inni byli zwykłymi żołnierzami, którzy stracili swoich oficerów. Wszyscy byli zgorzkniali, wyczerpani i świadomi przegranej wojny, szukając kogoś, kogo mogliby obwinić. Wieś była prawie pusta, ponieważ mężczyźni uciekli lub ukryli się w lesie. Rodziny zabarykadowały się w swoich domach. Otwarty pozostał tylko klasztor, którego drzwi pozostawały otwarte zgodnie z tradycją chrześcijańskiej gościnności. Matka Marie-Therese nalegała, aby drzwi pozostały otwarte, wierząc, że jako słudzy Boga nie mają się czego obawiać i że nawet Niemcy szanują święte miejsca. Wierzyła w boską ochronę i powszechny szacunek dla kobiet konsekrowanych. Myliła się.

Pierwsi żołnierze wkroczyli do klasztoru około południa. Pięciu mężczyzn w brudnych mundurach, uzbrojonych w karabiny i z butelkami skradzionego wina, było już pijanych. Siostra Marguerite dostrzegła ich pierwsza i ostrzegła matkę Marie-Therese. Przełożona spokojnie poleciła pozostałym siostrom pozostać w kaplicy i modlić się, podczas gdy ona poszła z nimi porozmawiać. Siostry zebrały się, a ich głosy połączyły się w jednolity szmer modlitwy. Matka Marie-Therese spotkała żołnierzy przy drzwiach i zaproponowała im jedzenie i wodę. Jednak sierżant, mężczyzna około czterdziestki z blizną na policzku, nakazał jej nagle wyprowadzić pozostałe siostry. Kiedy dwadzieścia trzy zakonnice weszły do refektarza, żołnierze spojrzeli na nie z brakiem szacunku. Sierżant sprawdził każdą twarz, oskarżając je o to, że są Francuzkami i twierdząc, że Francja je zdradziła.

Żołnierze otrzymali rozkaz przeszukania klasztoru w poszukiwaniu broni, radiostacji lub ukrytych członków ruchu oporu. Przewracali meble i niszczyli przedmioty, nie znajdując nic poza surowymi pokojami i modlitewnikami. Jednak brak dowodów nie miał znaczenia. Wino i gorycz porażki wzięły górę. Sierżant oskarżył je o karmienie członków ruchu oporu i ukrywanie Żydów. Kiedy matka Marie-Therese odpowiedziała, że pomaganie potrzebującym jest ich chrześcijańskim obowiązkiem, sierżant uderzył ją. Powiedział jej, że są na jego łasce i że nie ma już dla nich litości.

To, co stało się potem, było szybkie i brutalne. Żołnierze złapali najmłodsze siostry. Siostra Jeanne krzyczała, gdy ją chwycono. Siostra Marguerite próbowała interweniować w imię Boga, ale została brutalnie popchnięta na ścianę. Matka Marie-Therese zaoferowała swoje życie w zamian za młodsze zakonnice, ale żołnierze tylko się roześmiali. W ciągu następnych godzin czternaście z dwudziestu trzech zakonnic zostało zgwałconych, niektóre wielokrotnie. Najpierw zaatakowano najmłodsze, a potem starsze. Siostry, które nie zostały natychmiast zgwałcone, zmuszono do oglądania lub zamknięto w kaplicy, gdzie modliły się głośno, aby zagłuszyć odgłosy. Matka Marie-Therese również padła ofiarą napaści, pomimo swojego wieku. Siostra Jeanne doznała załamania psychicznego podczas ataku, śpiewając hymny coraz głośniej, aż zaczęła krzyczeć słowa. Żołnierz złamał jej zęby, aby ją uciszyć, ale ona nadal śpiewała z zakrwawioną buzią. Siostra Elisabeth miała złamane ramię, ponieważ stawiała opór, a siostra Marguerite recytowała modlitwę Pańską wielokrotnie podczas tej męki.

Kiedy wszystko się skończyło, żołnierze po prostu odeszli, zabierając ze sobą jedzenie i przedmioty z kaplicy. Klasztor pogrążył się w ciężkiej, nie do zniesienia ciszy. Siostry leżały tam, gdzie upadły, niektóre płakały, inne były w szoku. Matka Marie-Therese jako pierwsza się poruszyła, zachęcając siostry do wstania, pomimo własnego cierpienia. Powoli pomagały sobie nawzajem wstać i czołgały się do kaplicy. Modliły się nie z wdzięczności czy radości, ale o przetrwanie i o znalezienie sensu w czymś, co go nie miało. Modliły się, aż ogłuchły i ogarnęło je wyczerpanie. Potem opiekowały się sobą nawzajem, podając sobie zimną wodę i czystą pościel. Tej nocy nikt nie spał; skuliły się razem w kaplicy, szukając pocieszenia.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *