Ręce Franka drżały, gdy odstawiał filiżankę kawy, a porcelana stuknęła o spodek, tak jak kiedyś jego zęby w okopach we Francji. Trzy postacie szły dalej, nie spiesząc się, jakby miały przed sobą całą wieczność, jakby nie minęło 15 lat, jakby nadal były chłopcami wracającymi do domu po niedzielnej mszy. Przetarł mocno oczy, zastanawiając się, czy bourbon z poprzedniego wieczoru nie płata mu figla. Ale kiedy spojrzał ponownie, nadal tam byli. Teraz byli bliżej, na tyle blisko, że mógł dostrzec piegi Billy’ego Hutchkinsa i sposób, w jaki Tommy Wade faworyzował lewą stopę, tak jak robił to jako dziecko.
Muszka Sama Fletchera była przekrzywiona, dokładnie tak, jak zostawiła ją jego matka tego ranka w 1943 roku, kiedy pocałowała go w czoło i powiedziała, żeby zachowywał się grzecznie podczas pikniku kościelnego. Frank wstał powoli, a kolana mu protestowały. W wieku 52 lat czuł się stary. Ale ci chłopcy, ci mężczyźni, którzy powinni być mężczyznami, wyglądali dokładnie tak samo jak w dniu, w którym zniknęli, w dniu, w którym Frank ich zawiódł. „Jezu Chryste” – wyszeptał i natychmiast poczuł się winny, że bez powodu użył imienia Pana. Jego ojciec dałby mu za to klapsa, niezależnie od tego, czy był weteranem wojennym, czy nie. Ale jego ojciec nie żył już od 15 lat, a ci chłopcy zniknęli 15 lat temu i nic w doświadczeniu Franka nie przygotowało go na to, co niemożliwe, co czekało go na jego drodze.
Billy podniósł rękę w geście powitania, prostym machnięciem, jakby witał się po szkole, a nie wracał z grobu. Frank poczuł ucisk w piersi. Śniło mu się o tych chłopcach więcej razy, niż był w stanie zliczyć, zwłaszcza odkąd butelka stała się jego wieczornym towarzyszem. W tych snach zawsze go obwiniali. Pytali, dlaczego nie szukał ich bardziej intensywnie, dlaczego pozwolił, by ślad się urwał, dlaczego nie sprowadził ich do domu. Ale w tych snach nigdy nie byli tak spokojni.
Frank wyszedł z ganku, a jego bose stopy dotknęły rozgrzanej słońcem ziemi. Sierpniowy upał już się wzmagał, zapowiadając kolejny upalny dzień. Jednak chłopcy nie wykazywali oznak zmęczenia ani nie byli spoceni. Ich ubrania były czyste, a nawet wyprasowane, jakby właśnie wyszli z niedzielnego nabożeństwa, a nie po 15 latach spędzonych na pustkowiach Alabamy.
Pytania? Frank naprawdę się rozesłał, ale bałał się, że jak zacznie, to nie będzie mógł się zatrzymać. Pytanie typu: jak udało się przetrzeć w lesie przez 15 lat. Pytania typu: dlaczego dokładnie tak samo. Pytania typu: where, to Diables, byli, why on because each opustoszały budynek i each jaskrawe w promie 50 mil od Brier Creek.
“Musimy wam coś powiedziec” – dodał Sam, a jego cichy głos brzmiał poważnie, jak na jego wiek. “Ważne rzeczy o tym, co nas spotkało, o tym, dlaczego odesłaliśmy”. Odeszli, Jakub mieliwybór, Jakub trzej chłopcy poniosą 12 roku życia po prostu postanowali odejście od swoich rodzin i zniknięcie w lasach Alabamy na półtorej dekadzie.
Ręka Franka instynktownie przesunęła się do jego biodra, gdzie zwykle siedział jego rewolwer służbowy, ale wciąż był w podkoszulku i szelkach, jeszcze nie ubrany na cały dzień. Nie żeby Broń pomogła mu zrozumieć tę sytuację. W czasie wojny widział wiele rzeczy niemożliwych. Mężczyźni, którzy powinni zginąć, odchodząc od bezpośrednich trafień. Żołnierze, którzy walczyli z ranami, które powinny je natychmiast upuścić. Ale to było inne. To było jego miasto. Jego porażka. Jego duchy.
“Gdzie byłeś?”Pytanie wyszło jako rechot. Trzej chłopcy wymienili spojrzenie i Frank złapał w ich oczach coś, czego nie było 15 lata temu. Wiedza. Ciężar, którego żadne dziecko nie powinno nosić. Cokolwiek im się przydarzyło, gdziekolwiek byli, nie byli tymi samymi niewinnymi chłopcami, którzy zniknęli z tego kościelnego pikniku. Teraz byli czymś innym. Coś, co nosiło znajome twarze, ale niosło tajemnice, których Frank nie był pewien, czy jest gotowy usłyszeć.
“O tym musimy porozmawiać” – powiedział Billy. “Ale nie tutaj. Zbyt wiele osób może to zobaczyć.”Frank rozejrzał się dookoła. Jego najbliższy sąsiad był ćwierć mili dalej, a większość ludzi w Brier Creek wciąż przygotowywała się na swój dzień. Ale Billy miał rację. Ta rozmowa musiała się odbyć gdzieś prywatnie, gdzieś bezpiecznie, gdzieś Frank mógł przetworzyć każdą prawdę, która miała zniszczyć jego świat. Frank skinął głową w stronę swoich drzwi wejściowych, a jego myśli były zdezorientowane, gdy próbował zrozumieć konsekwencje pojawienia się tych niemożliwych gości w jego domu, w życiu, które starannie zbudował z myślą o ich nieobecności. – No to chodź-wycisnął. jego głos był mocniejszy niż się czuł. – Porozmawiamy w środku.”
Gdy szli w kierunku ganku, Frank dostrzegł swoje odbicie w przednim oknie. Rozczochrane włosy, zarost, miękki brzuch mężczyzny, który zbyt wiele razy pozwalał bourbonowi zastąpić śniadanie. Co za Widok musi zrobić tym chłopcom, którzy pamiętali go w kwiecie wieku, kiedy wciąż wierzył, że może uratować wszystkich i naprawić wszystko źle w Brier Creek. Drzwi ekranowe skrzypiały, gdy trzymał je otwarte, i przeszli obok niego do jego salonu. Klatka piersiowa Franka zacisnęła się, gdy zobaczył swój dom ich oczami: puste butelki, o których zapomniał się ukryć, wczorajsza Gazeta wciąż rozłożona na jego stoliku kawowym z krzyżówką na wpół wykończoną, zdjęcie ojca w mundurze wojskowym zbierającego kurz na płaszczu. To nie był dom mężczyzny, który obiecał ich rodzinom, że przyprowadzi ich do domu. To był dom człowieka, który się poddał.