Po siedmiu pokoleniach „świętych” małżeństw ich dzieci miały ręce zamiast stóp.

Zapach uderzył Sarah Whitmore, zanim jeszcze otworzyła drzwi karetki. Nie był to zapach śmierci. Od 12 lat pracowała jako pielęgniarka w hrabstwie Milbrook i doskonale znała ten smród. To było coś innego, coś słodkiego i zgniłego, jak owoce pozostawione do fermentacji w letnim upale zmieszane ze starym skórzanym zapachem i siarką. Jej partner Jake już wymiotował za pojazdem, rozpryskując śniadanie na żwirową drogę. „Jezu Chryste” – wykrztusił między kolejnymi wymiotami. „Co to jest?”. Sarah podciągnęła maskę medyczną, choć nie pomogło to zbytnio.

Telefon zadzwonił 40 minut temu. Turysta znalazł coś w lesie w pobliżu starej posiadłości rodziny Blessed. Dyspozytor nie podał wielu szczegółów, tylko współrzędne i prośbę o natychmiastową pomoc medyczną. Stojąc teraz na skraju lasu, gdzie żółta policyjna taśma powiewała już na październikowym wietrze, Sarah zrozumiała dlaczego. Szeryf Coleman stał 20 stóp dalej, a jego ogorzała twarz była blada jak pergamin. Był szeryfem od 30 lat i widział morderstwa, samobójstwa i wypadki, które skłoniłyby większość ludzi do rezygnacji. Ale dzisiaj wyglądał jak człowiek, który dostrzegł coś, co nie powinno istnieć. Gry rodzinne

– Sarah – zawołał łamiącym się głosem. – Musisz coś sprawdzić. Chwyciła swoją apteczkę i przeszła pod taśmą. Z każdym krokiem w głąb lasu zapach stawał się coraz silniejszy, a ona zauważyła, że ptaki zamilkły. Żadne wiewiórki nie szeleściły w liściach. Nawet wiatr zdawał się omijać to miejsce. Przed nią otworzyła się polana i Sarah zatrzymała się jak wryta. Było ich troje – dzieci, pomyślała najpierw. Ale gdy jej oczy przyzwyczaiły się do tego, co widziała, jej umysł zaczął buntować się przeciwko temu obrazowi. Wisiały na drzewach, owszem, ale nie na sznurkach owiniętych wokół szyi. Wisiały za nogi. Nie, to nie były nogi. „Boże wszechmogący” – wyszeptała.

Ciała były małe, prawdopodobnie miały cztery lub pięć lat, sądząc po tułowiach i głowach. Jednak zamiast stóp miały ludzkie dłonie. Idealne dłonie z pięcioma palcami, delikatnymi dłońmi i paznokciami wyrastały z kostek tak naturalnie, jakby zawsze tam były. Dzieci zostały powieszone za te ręce-stopy, z palcami szeroko rozłożonymi, jakby wciąż sięgały w kierunku ziemi. Sarah zmusiła się, by podejść bliżej, a jej wykształcenie medyczne przeważyło nad przerażeniem. Ciała były świeże, miały najwyżej dwa dni. Ich prawdziwe ręce, te, które powinny znajdować się na końcu ramion, były normalne. Tylko stopy były nieprawidłowe.

 

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *