Mąż i teściowa stanowczo ustalili, co mam kupić za swoją premię. Ale zapomnieli zamknąć drzwi…

W przedpokoju unosił się zapach smażonej cebuli i obcej bezczelności. Zapach cebuli dochodził z kuchni, gdzie moja teściowa, Klaudia Timofiejewna, najwyraźniej przygotowywała swoje popisowe „kotlety z chlebem i aromatem mięsa”, a bezczelność wisiała w powietrzu gęstą mgłą – lepką, gęstą, wiążącą – jakby można było jej nie rozproszyć, a rozsunąć ramieniem. Tutaj już wszystko zależy od szczęścia.

Stałam za uchylonymi drzwiami własnego mieszkania, ściskając klucze w dłoni i czując się jak szpieg na tyłach wroga. Jednak wróg był tak pewny swojej bezkarności, że nawet nie zadał sobie trudu, aby zamknąć drzwi wejściowe na zatrzask.

— Edik, pomyśl sam! — grzmiał głos Klavdiy Timofeyevny. Przypominał odgłos pracującej betoniarki: równie natarczywy, dudniący i wywołujący migrenę. — Twoja Wika jest oczywiście kobietą widoczną, aktorką, wybacz Panie, ale po co jej tyle pieniędzy? Trzysta tysięcy! To nie do pojęcia! A Lenochka musi naprawić samochód. Ma dwoje dzieci, męczy się w autobusach jak święta męczennica!

— Mamo, to przecież jej premia… — bełkotał bez przekonania mój mąż. W tym „mamo” słychać było całkowity brak kręgosłupa. Edik pracował u mnie w sklepie budowlanym, nosił worki z cementem, ale w domu zamieniał się w człowieka-żel.

Za co ona dostała te pieniądze? Za to, że dwa razy uśmiechnęła się w serialu i raz zemdlała? To łatwe pieniądze, synku. Nieprzemyślane. A łatwe pieniądze powinny być przeznaczane na dobre cele. Na pomoc rodzinie!

Cicho zamknęłam drzwi, wzięłam głęboki oddech, uśmiechnęłam się swoim najlepszym scenicznym uśmiechem – tym samym, którym zwykle witam reżysera po trzech nieprzespanych nocach – i weszłam do „sali widowiskowej”.

— Dobry wieczór, rodzina! — powiedziałam głośno, zdejmując buty. — Widzę, że mamy tu zebranie partyjne? Dzielimy skórę niedźwiedzia, który jeszcze nie został upolowany? A może już upolowany i oskórowany?

W kuchni zapadła cisza. Przy stole siedziała teściowa, mój mąż Edik i – niespodzianka! – szwagierka Lenochka. Lenochka była niezwykłą istotą: mając metr sześćdziesiąt wzrostu i ważąc pięćdziesiąt kilogramów, potrafiła zająć całą wolną przestrzeń i zużyć cały tlen.

— Ojej, przyszła Wikuś! — zaśpiewała fałszywie Lenka, szybko chowając za policzkiem kawałek drogiego sera, który kupiłam sobie do wina. — A my tu pijemy herbatę. Mama usmażyła kotlety. Twoje ulubione, z wieprzowiny.

— Widzę — skinęłam głową, przechodząc do zlewu. — I słyszę. Nasze ściany, Klauzjo Tymofiejewna, są cienkie. Tak samo jak Pani dusza, gdy mowa o cudzych pieniądzach.

Teściowa zaczerwieniła się, ale nie straciła bojowej postawy. Poprawiła ogromną broszkę na piersi i ruszyła do ataku:

— A co tu ukrywać, Wiktoria? Jesteśmy prostymi, szczerymi ludźmi. Edik powiedział, że dostałaś premię. Za rolę w serialu o śledczym.

— Tak — zgodziłam się spokojnie, nalewając sobie szklankę wody. — Ale nie za rolę, tylko za główną rolę w dramacie. I nie dostałem, tylko zarobiłem. To jest wtedy, kiedy się pracuje, Klauzjo Tymofiejewna, a nie rozwiązuje krzyżówki w klatce schodowej.

— Nie pouczaj matki! — krzyknęła teściowa, uderzając dłonią w stół. — Jestem weteranką pracy! Poświęciłam życie, żeby wychować Edika! A ty… Jesteś egoistką! Lenochka bardzo potrzebuje samochodu. Zepsuła się jej skrzynia biegów!

— Wygląda na to, że sumienie też odleciało, i to już dawno temu, z prędkością ponaddźwiękową — odparłam, patrząc prosto w ruchliwe oczy szwagierki. — Lena, a gdzie jest twój mąż? Ten wielki biznesmen?

— Kolia ma chwilowe trudności! — oburzyła się Lenochka. — Poza tym jesteśmy rodziną! Masz trzysta tysięcy, czy żal ci wydać tyle na swoich bratanków? Jesteś bogata, masz futro!

— Futro kupiłam trzy lata temu na kredyt, który sama spłaciłam — odparłam stanowczo.

Edik próbował się wtrącić, mówiąc cicho:

— Vic, naprawdę… Potrzebujemy samochodu. Potem go oddamy. Być może.

— „Może” — Edik — uśmiechnęłam się. — Klauzjo Tymofiejewna, powiedzmy sobie szczerze. Już rozdzieliłaś moje pieniądze. Lenoce — na naprawę samochodu, sobie pewnie na nowe zęby lub sanatorium, a Edikowi — na nową wędkę, żeby milczał i nie błyszczał. Trafiłam?

Teściowa nadęła się jak ropucha przed burzą.

— Nie bądź złośliwa, Wiktoria. Weszłaś do naszej rodziny, przyjęliśmy cię, ogrzaliśmy…

— Przyszliście do mojego mieszkania — poprawiłam łagodnie, ale stanowczo. — I ogrzaliście mnie tylko swoimi radami, od których mam pokrzywkę.

— Hańba! — westchnęła Klauzja Tymofiejewna. — Mówiłam Edikowi, żeby wziął Galię z trzeciego wejścia! Może i jest zezowata, ale za to jest uległa! A ta… Artystka z poparzonego teatru! Kto cię potrzebuje, poza moim złotym synkiem?

Powoli postawiłam szklankę na stole. Dźwięk szkła zabrzmiał jak gong. Moje oczy wypełniły się łzami – technika Stanisławskiego w akcji, natychmiastowe wywołanie łez. Wargi zadrżały.

— Ty… „Naprawdę tak myślisz?” — wyszeptałam, opadając na krzesło. — Że jestem chciwa? Że dla rodziny… nic nie znaczę?

Krewni wymienili spojrzenia. Lenochka przestała żuć. Edik ożywił się, widząc słabość.

— No, Vic, nie płacz — zaczął — po prostu mama mówi prawdę…

— Zamknij się, idioto! — krzyknęłam nagle tak głośno, że Lenochka się zakrztusiła. — Jaka premia?! O czym wy mówicie?!

Chwyciłam się za głowę i zaczęłam kołysać się na boki.

— Zwolnili mnie! — wyszeptałam tragicznym szeptem. — Dzisiaj rano. Reżyser powiedział, że jestem beznadziejna. I nie tylko mnie zwolnili… Zepsułam reflektor. Drogi, niemiecki. Kosztował pół miliona.

W kuchni zapadła cisza, dźwięcząca jak napięta struna. Klauzja Tymofiejewna zbladła, a jej rumieńce zniknęły gdzieś w okolicy podwójnego podbródka.

— Jak… rozbiłaś? — wyszeptała.

— Na kawałki! — płakałam, chowając twarz w dłoniach i obserwując przez palce ich reakcję. — Wystawili mi rachunek. Jeśli nie oddam pieniędzy do poniedziałku… Będą mnie ścigać. Zajmą mi mieszkanie! Edik, kochanie, mamy przecież oszczędności? Mamo, Klauzjo Tymofiejewna, masz przecież „grobowe”? Pomóżcie! Jesteśmy przecież rodziną! Leniu, sprzedaj samochód, ratuj mnie! Inaczej wszystkich nas wyrzucą na ulicę, bo Edik jest tu zameldowany!

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *