Sześć metrów nad ziemią, w rozwidleniu grubych gałęzi starego dębu, leżał przedmiot, który nie powinien się tam znajdować. Dziesięć lat błota, deszczu i słońca zmieniło go w bezkształtny kokon, niemal zlewający się z korą drzewa. Leżał tam tak długo, że ptaki zbudowały gniazdo na jego krawędzi. Żaden z turystów pokonujących oficjalnym szlakiem 24 kilometry od tego miejsca nie był w stanie go dostrzec.
Jednak latem 2015 roku trzech myśliwych, przedzierających się przez gęste zarośla z dala od utartych szlaków, przypadkowo podniosło głowy. Zgłosili to dziwne znalezisko strażnikom, zakładając, że to stare śmieci porzucone przez kogoś wiele lat temu. Kiedy z trudem zdjęto śpiwór z drzewa i go rozpakowano, okazało się, że nie zawierał on żadnych przedmiotów, lecz ludzkie kości.
Dwa szkielety, ściśle przytulone do siebie w zniszczonej tkaninie. Aby zrozumieć, jak się tam znalazły, musimy cofnąć się o 10 lat, do lipca 2005 roku, kiedy ta historia dopiero się zaczynała. Historia ta rozpoczyna się we wtorek, 19 lipca 2005 roku, w Karolinie Północnej. Tego dnia dwudziestosiedmioletni Kevin Holmes i jego dwudziestoczteroletnia żona, Julia Holmes, opuścili swój dom w Ashwell, aby wyruszyć na zaplanowaną siedmiodniową wędrówkę.
Ich celem był Las Państwowy Pizga, obszar w paśmie Appalachów znany z trudnych szlaków oraz gęstych, słabo zaludnionych lasów. Para planowała pokonać trasę okrężną, obejmującą fragmenty szlaku Artloep oraz podejście na szczyt Black Balsam Knob. Mieli wrócić do domu najpóźniej 26 lipca.
27 lipca, gdy para nie skontaktowała się z bliskimi ani nie wróciła do miasta, ich krewni zgłosili zaginięcie w biurze szeryfa hrabstwa Buncombe. Był to początek jednej z najdłuższych i najtrudniejszych do rozwiązania spraw poszukiwawczych w historii stanu. Kevin Holmes pracował jako inżynier oprogramowania w lokalnej firmie technologicznej.
Jego żona, Julia Holmes, była w czwartym miesiącu ciąży i pracowała zdalnie jako graficzka. Byli małżeństwem od dwóch lat i, według przyjaciół i rodziny, tworzyli stabilny związek. Żadne z nich nie było zawodowym alpinistą, ale mieli spore doświadczenie w wędrówkach pieszych i regularnie wyruszali na weekendowe wycieczki na łono natury.
Postrzegali tę wyprawę jako swoją ostatnią długą podróż przed narodzinami pierwszego dziecka. Przygotowania do wyprawy były bardzo skrupulatne. Na tydzień przed wyjazdem, 12 lipca, Kevin Holmes kupił w sklepie z artykułami kempingowymi w Ashwell nowe buty turystyczne, butle z propanem do swojej przenośnej kuchenki oraz zapas liofilizowanej żywności na siedem dni.
Nagranie z monitoringu w sklepie potwierdza, że przebywał tam około godziny 17:30. W sobotę 16 lipca Julia Holmes rozmawiała przez telefon ze swoją matką, Susan Albright. Podczas rozmowy wspomniała o zbliżającej się wyprawie i dodała, że zebrali już cały niezbędny sprzęt, w tym dwuosobowy zielony namiot, dwa śpiwory (w tym jeden czerwony) oraz system do filtrowania wody.
Zauważyła, że prognoza pogody na nadchodzący tydzień była korzystna: umiarkowane temperatury i niewielkie prawdopodobieństwo opadów. Była to ich ostatnia odnotowana rozmowa z rodziną. Rankiem 19 lipca, około godziny 6:00, Kevin Holmes wysłał do kolegi wiadomość e-mail, w której poinformował, że będzie nieobecny w biurze i niedostępny do 26 lipca.
Około godziny 7:00 rano sąsiedzi widzieli, jak Kevin i Julia Holmes pakowali dwa duże plecaki do swojego srebrnego Subaru z 2002 roku. Samochód znaleziono później na parkingu przy początku szlaku skautowskiego im. Daniela Boone’a, w pobliżu Blue Ridge Parkway. Samochód był zamknięty. W środku znajdowały się portfele pary zawierające gotówkę i karty bankowe, telefony komórkowe oraz ubrania na zmianę.
Wskazywało to, że zamierzali wrócić do samochodu i nie planowali opuszczać tego regionu w inny sposób. Kevina i Julię Holmes widziano po raz ostatni żywych około godziny 9:00 rano 19 lipca. Świadkiem był pięćdziesięcioośmioletni turysta z Tennessee, który również wyruszył w trasę z tego samego parkingu.
Powiedział, że zamienił z tą parą kilka słów. Rozmawiali o pogodzie i stanie szlaku. Zauważył, że oboje byli w dobrym nastroju i wydawali się dobrze wyposażeni. Julia miała na sobie szare spodnie turystyczne i niebieską koszulkę; Kevin miał na sobie szorty w kolorze khaki i zieloną koszulkę. Świadek wskazał, że udali się w głąb lasu głównym szlakiem prowadzącym na północ.
W tym czasie w rejonie Parku Narodowego Pizga przebywało niewiele innych zarejestrowanych grup turystycznych. Warunki pogodowe były typowe dla lipca w tym regionie. Temperatura powietrza wynosiła około 22°C. Niebo było bezchmurne, a widoczność dobra. W kolejnych dniach nie odnotowano żadnych burz ani innych anomalii pogodowych.
Od tego momentu ślad Kevina i Julii Holmesów znika. Nie pozostawili żadnych wpisów w dzienniku dla turystów przebywających w kluczowych punktach trasy. Nie korzystali z kart kredytowych. Ich telefony komórkowe, pozostawione w samochodzie, straciły zasięg wkrótce po opuszczeniu parkingu, co jest zjawiskiem normalnym na odległych, zalesionych obszarach pozbawionych zasięgu sieci komórkowej.
Po prostu zniknęli z dobrze znanego i dość popularnego szlaku turystycznego, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. 27 lipca 2005 r. o godz. 14:15 Biuro Szeryfa Hrabstwa Buncombe oficjalnie zgłosiło zaginięcie Kevina i Julii Holmesów. Pierwsze działania były standardowe dla tego typu spraw.
Sprawdzono szpitale, kostnice i posterunki policji w okolicznych dzielnicach. Do instytucji finansowych wysłano prośbę o monitorowanie wszelkiej aktywności na rachunkach bankowych i kartach płatniczych małżonków. Wyniki wszystkich tych działań okazały się negatywne. O godz. 16:00 na parking przy szlaku Daniel Boone Scout Trailhead wysłano dwóch zastępców szeryfa.
Znaleziono srebrnego Subaru Forester, odpowiadającego opisowi samochodu zaginionych osób. Samochód stał zaparkowany w wyznaczonym miejscu i nie miał żadnych widocznych uszkodzeń. Po sprawdzeniu wnętrza przez szybę stwierdzono obecność rzeczy osobistych. Po uzyskaniu zgody rodziny otwarto samochód. W środku, na konsoli środkowej oraz w schowku, znaleziono telefon komórkowy marki Nokia należący do Kevina Holmesa oraz telefon komórkowy marki Motorola należący do Julii Holmes.
Oba urządzenia były wyłączone, prawdopodobnie z powodu rozładowanej baterii. Znaleziono również dwa portfele zawierające prawa jazdy, karty ubezpieczenia społecznego, karty kredytowe oraz łącznie 112 dolarów w gotówce. To odkrycie potwierdziło główną wersję wydarzeń: Kevin i Julia Holmes weszli do lasu właśnie w tym miejscu i nie opuścili go swoim samochodem.
Tego wieczoru Służba Parków Narodowych została oficjalnie poinformowana o zaistniałej sytuacji. Utworzono pierwszą grupę poszukiwawczą, w skład której weszło czterech strażników parku Pizga. Ich zadaniem było przejście główną i najbardziej prawdopodobną trasą, którą mogła obrać ta dwójka, wzdłuż szlaku Daniel Boone Scout Trail aż do skrzyżowania z szlakiem Arloep Trail oraz przeprowadzenie oględzin terenu w celu wykrycia namiotu, ogniska lub innych śladów obecności ludzi.
Poszukiwania trwały do zmroku, około godziny 21:00, i nie przyniosły żadnych rezultatów. Następnego dnia rano, 28 lipca, rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę akcja poszukiwawczo-ratownicza. Na parkingu, gdzie znaleziono samochód, utworzono centrum dowodzenia. W akcji wzięło udział ponad 50 osób: strażnicy Służby Parków Narodowych, funkcjonariusze biura szeryfa oraz wolontariusze z kilku regionalnych zespołów poszukiwawczo-ratowniczych.
W celu przeprowadzenia rozpoznania z powietrza wysłano helikopter Gwardii Narodowej Karoliny Północnej. Obszar przewidywanej trasy pary, obejmujący około 30 mil, podzielono na sektory, aby umożliwić przeprowadzenie metodycznych poszukiwań. Grupy poszukiwawcze działały na tym terenie, stosując system liniowego przeczesywania. Uczestnicy ustawiali się w łańcuchu w odległości od 5 do 10 metrów od siebie i przemieszczali się po sektorze, sprawdzając ziemię, krzaki, wąwozy i inne naturalne schronienia.
Poszukiwania z powietrza były znacznie utrudnione przez gęsty baldachim leśny, który w miesiącach letnich zasłania ponad 90% powierzchni Ziemi widzianej z góry. Piloci helikopterów skupiali się na poszukiwaniu jasnych punktów, które mogłyby oznaczać namiot lub ubrania, a także na wypatrywaniu dymu z ogniska. W akcji brały udział cztery zespoły z psami; zwierzęta te były wyszkolone zarówno do poszukiwania żywych osób, jak i do wykrywania szczątków ludzkich.
Psy otrzymały ubrania z domu Kevina i Julii, aby wyczuły zapach, po czym przewodnicy rozpoczęli pracę z samochodu na parkingu, przemieszczając się wzdłuż szlaku. Jednak minęło już 8 dni od ostatniego potwierdzonego pojawienia się tej pary w tej okolicy, więc ślad zapachowy był już bardzo słaby i rozproszony. Psy kilkakrotnie wykazywały zainteresowanie w różnych punktach wzdłuż szlaku, ale nie były w stanie wyczuć spójnego zapachu, który skłoniłby poszukiwaczy do zboczenia z głównej trasy.
Równolegle z pracami terenowymi śledczy przeprowadzili wywiady. Ponownie przesłuchali członków rodziny i przyjaciół, aby sporządzić szczegółową listę całego sprzętu, jaki posiadała para, w tym kolorów i marek odzieży, namiotów oraz plecaków. Przesłuchano również turystę z Tennessee, który jako ostatni widział rodzinę Holmesów.
Jego zeznania nie zawierały żadnych nowych informacji poza potwierdzeniem, że para wydawała się spokojna i nie okazywała żadnego niepokoju. Śledczy rozpoczęli również przesłuchiwanie innych turystów, którzy zarejestrowali się w celu odwiedzenia parku w dniach od 19 do 26 lipca. To właśnie podczas tych przesłuchań po raz pierwszy pojawiły się informacje, które w tamtym momencie nie zostały uznane za istotne.
Kilku niezależnych od siebie turystów zgłosiło spotkanie z agresywnym mężczyzną na terenie na zachód od szlaku Artloep. Opisy były zbieżne: biały mężczyzna w wieku od 50 do 60 lat, z niechlujną siwą brodą, ubrany w stare ubranie w kamuflażu. Według turystów pojawiał się nagle z lasu, zachowywał się wrogo, żądał, by opuścili „jego ziemię”, a w jednym przypadku groził przemocą fizyczną, choć nie wyciągnął broni.
Zgłoszenia te zostały odnotowane, ale w tamtym momencie skupiono się na poszukiwaniu śladów wypadku: upadku z klifu, urazu lub spotkania z dzikim zwierzęciem, takim jak czarny niedźwiedź. Pod koniec drugiego tygodnia poszukiwań, 10 sierpnia 2005 r., intensywność akcji zaczęła słabnąć.
W tym czasie ekipy poszukiwawcze przeczesały setki kilometrów szlaków i trudnego terenu. Sprawdzono wszystkie znane miejsca, schroniska, strumienie i szczyty w rejonie, w którym miała przebywać ta dwójka. Nie znaleziono absolutnie nic: ani namiotu, ani plecaków, ani jednej sztuki odzieży, ani śladu obozowiska. Zakrojona na szeroką skalę akcja została oficjalnie zakończona.
Śledztwo przeszło z fazy aktywnej do fazy pasywnej. Sprawa Kevina i Julii Holmesów została zakwalifikowana jako zaginięcie w niejasnych okolicznościach. Zniknęli w lesie, nie pozostawiając żadnych wskazówek dla osób, które ich szukały. Po oficjalnym zakończeniu aktywnych poszukiwań w sierpniu 2005 roku sprawa została przekazana do Wydziału Śledczego Biura Szeryfa Hrabstwa Buncombe.
Sprawę uznano za nierozwiązaną. Oznaczało to, że choć nie została ona zamknięta, aktywne działania śledcze wstrzymano do czasu pojawienia się nowych informacji lub istotnych dowodów. W kolejnych miesiącach rodziny Holmesów i Albrightów, nie chcąc pogodzić się z biernością władz, podjęły własne działania poszukiwawcze.
Zorganizowali kilka wypraw poszukiwawczych z udziałem przyjaciół i wolontariuszy, które odbyły się we wrześniu i październiku 2005 roku, jeszcze przed nadejściem chłodów. Poszukiwania te koncentrowały się na mniej widocznych i bardziej odległych obszarach parku, do których, jak sądzili, nie dotarły jeszcze oficjalne ekipy. Zatrudnili również prywatnego detektywa z Charlotte, który przez trzy miesiące prowadził własne śledztwo, ponownie przesłuchując świadków i analizując akta sprawy.
Żadna z tych inicjatyw nie przyniosła żadnych rezultatów. Nie znaleziono żadnych nowych świadków. Nie odnaleziono ani jednej rzeczy należącej do zaginionej pary. W miarę upływu czasu brak jakichkolwiek tropów dał początek kilku głównym teoriom, które rozważali zarówno śledczy, jak i opinia publiczna. Pierwsza z nich zakładała, że doszło do wypadku w odległym rejonie.
Góry Appalachów słyną ze swojego trudnego terenu, na którym znajdują się ukryte szczeliny, opuszczone kopalnie i nieznane jaskinie. Zgodnie z tą teorią jedno z małżonków lub oboje mogli odnieść poważne obrażenia w wyniku upadku i znaleźć się razem w miejscu niedostępnym dla ekip poszukiwawczych. Przeciwko tej wersji przemawiał fakt, że po 10 tygodniach intensywnych poszukiwań nie znaleziono ani jednego elementu ich wyposażenia – ani plecaka, ani buta, ani nawet skrawka materiału – co byłoby niezwykle mało prawdopodobne w przypadku zwykłego wypadku.
Drugą wersją było atak dzikiego zwierzęcia, a konkretnie czarnego niedźwiedzia. Chociaż takie przypadki są niezwykle rzadkie, nie są niemożliwe. Jednak eksperci ds. dzikiej przyrody biorący udział w śledztwie zwrócili uwagę, że atak niedźwiedzia, który doprowadziłby do śmierci dwóch dorosłych osób, nieuchronnie pozostawiłby po sobie wyraźne ślady: podarte ubrania, uszkodzony sprzęt oraz materiał biologiczny na miejscu zdarzenia.
Nie znaleziono żadnych takich dowodów. Rozważono trzecią wersję, zakładającą dobrowolne zniknięcie, ale szybko ją odrzucono. Analiza finansowa rachunków pary nie wykazała żadnych nietypowych transakcji ani dużych wypłat gotówki przed wyjazdem. Ich więzi społeczne i rodzinne były silne. Ciąża Julii sprawiała, że pomysł ucieczki i rozpoczęcia nowego życia od zera był wyjątkowo mało prawdopodobny.
Nie zabrali ze sobą żadnych dokumentów, pieniędzy ani środków łączności. Czwartą i najbardziej niepokojącą możliwością była zbrodnia z użyciem przemocy. Brak jakichkolwiek śladów wskazywał na możliwą interwencję osoby trzeciej, która nie tylko popełniła zbrodnię, ale także podjęła celowe działania mające na celu ukrycie ciał i wszystkich dowodów.
W tym kontekście śledczy ponownie przeanalizowali zeznania turystów dotyczące wrogo nastawionego pustelnika. Podjęto działania mające na celu ustalenie tożsamości tej osoby. Przeanalizowano rejestry własności nieruchomości sąsiadujących z parkiem narodowym, a także raporty strażników dotyczące nielegalnego biwakowania lub nieuprawnionych budów. W trakcie tych działań wyszło na jaw nazwisko Leonarda Miltona, byłego leśnika zwolnionego ze Służby Leśnej Stanów Zjednoczonych w 1998 roku z powodu agresywnego zachowania.
Okazało się, że posiadał niewielką działkę z chatą położoną około pięciu mil od szlaku, na którym po raz ostatni widziano rodzinę Holmesów. W październiku 2005 roku dwóch detektywów odwiedziło jego dom. Milton potwierdził, że mieszka w lesie na stałe, ale stanowczo zaprzeczył, jakoby miał jakikolwiek kontakt z zaginioną parą. Zezwolił na pobieżną kontrolę swojej chaty i okolicy, która nie ujawniła niczego podejrzanego.