Vibrio — mięsożerna bakteria w Bałtyku
Bakteria vibrio pojawia się w Bałtyku, zwłaszcza na jego południu, od kilku lat za sprawą ocieplania się wód w morzu. Szczególnie szybko namnaża się w wodach o niskim zasoleniu, gdy ich temperatura osiąga ok. 20 st. Do zakażenia dochodzi wskutek spożycia skażonych owoców morza, zwłaszcza surowych lub niewłaściwie przyrządzonych, połknięcia skażonej wody czy kontaktu uszkodzonej skóry ze skażoną wodą, jak w przypadku pana Jarosława. Choć zazwyczaj vibrio nie stanowi zagrożenia dla zdrowia, to jednak u osób z obniżoną odpornością może doprowadzić nawet do śmierci. W takiej grupie ryzyka był właśnie mieszkaniec Jarocina, który w 2010 r. przeszedł przeszczep wątroby. Vibrio jest bakterią mięsożerną.
Bakteria błyskawicznie zaatakowała podudzie mężczyzny, dosłownie ogałacając nogę niemal do kości. Fotografie z procesu leczenia są tak drastyczne, że w większości nie nadają się do publikacji. Jak wspomina pan Jarosław, noga była jedną wielką raną, a w najgorszym stanie była stopa.
Jarosław powoli wraca do zdrowia
Mężczyzna przeszedł kilka przeszczepów skóry w szpitalu w Gdańsku, na skutek ataku mięsożernej bakterii stracił ścięgno Achillesa. Cały czas jest rehabilitowany.
— Wszystko idzie w dobrym kierunku. W zasadzie już nie chodzę z kulami, ale jeszcze mam problem z kondycją. Nie mogę się doczekać aż włożę drugiego buta i wrócę do pracy, między ludzi. Nie będę biegał, nie będę chodził tak jak wcześniej, ale mam nogę, będę chodził. Najważniejsze, że udało się uratować życie i nogę. Do pięknych nie należy, ale ważne, że jest — mówi nam Jarosław Vogt. Jak dodaje, bardzo ważne w procesie rekonwalescencji okazało się jego pozytywne nastawienie. — Jak poszedłem do lekarzy w Jarocinie już po wyjściu z Gdańska, to mi sami powiedzieli, że gdyby nie moje zaparcie, siła woli, to oni by nie zrobili tego, co zrobili — przekonuje.
Jak dodaje, wcześniej nie miał pojęcia, że taką bakterią można zarazić się w Bałtyku.
— Nikt w Polsce o tej bakterii praktycznie nie wie. Dziękuję Bogu, że to mi się stało, a nie moim dzieciom czy żonie. Nad Bałtyk raczej już się nie wybierzemy z rodziną. Nie będzie po co, bo dzieci po tym, co u mnie widziały i widzą cały czas, raczej do wody też nie wejdą — mówi Jarosław.
Sanepid nie bada wody pod kątem występowania bakterii Vibrio vulnificus
Jak przekazał nam Szymon Cienki, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego, obecne przepisy nie obligują do prowadzenia monitoringu jakości wody w zakresie Vibrio vulnificus.
— W związku z tym organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej — w ramach kontroli urzędowej, jak również organizatorzy kąpielisk i miejsc okazjonalnie wykorzystywanych do kąpieli — w ramach kontroli wewnętrznej — nie prowadzą badań w kierunku ww. bakterii — powiedział Szymon Cienki.
Jak dodał, nie ma także obowiązku rejestrowania zakażeń tą bakterią przez Państwową Inspekcję Sanitarną.
— Z informacji telefonicznych uzyskanych od wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych w Szczecinie i Gdańsku wynika, że w bieżącym sezonie nie otrzymano żadnych zgłoszeń dot. przypadków zakażeń spowodowanych Vibrio vulnificus — przekazał nam rzecznik GIS.
Dokładniejsze dane dotyczące zakażeń vibrio gromadzą niemieckie służby. Jak podawała w 2021 r. stacja radiowa MDR, od 2002 do 2020 r. w Niemczech zarejestrowano łącznie 69 przypadków zakażenia tą bakterią. W 2022 r. w samym regionie Meklemburgia-Pomorze Przednie stwierdzono 22 przypadki zakażeń. W tym roku także wykryto tam już pierwsze zakażenie — podaje portal geo.de.









