Nazwa firmy była jej zbyt dobrze znana, żeby to był przypadek. Przypomniała sobie od razu — kiedyś jej znajomy pracował w tej właśnie firmie budowlanej. Solidna, renomowana, ale też dość droga.
Zmarszczyła brwi i spojrzała uważniej na dokument. To nie wyglądało na świeżą umowę na remont, raczej na coś, co już dawno zostało zakończone. Wśród papierów dostrzegła fakturę… sprzed ośmiu miesięcy.
Serce zabiło jej mocniej.
Ośmiu miesięcy?
Czyli jeszcze zanim teściowa się do nich wprowadziła.
Anna poczuła, jak w jej głowie wszystko zaczyna się układać. Przerzuciła kolejne dokumenty, teraz już świadomie, choć wiedziała, że nie powinna. Ale nie mogła się powstrzymać.
Wszystko było jasne.
Remont został już wykonany.
W całości.
Wymienione rury, odświeżone ściany, nowa kuchnia. Wszystko opłacone.
Anna powoli odłożyła papiery do pudełka i usiadła na łóżku. Poczuła, jak narasta w niej fala emocji — nie zmęczenia, lecz gniewu.
Więc to nie było „na chwilę”.
Nie chodziło o brak pieniędzy.
To było kłamstwo.
I nie tylko ze strony teściowej.
Ale też Piotra.
Zamknęła oczy i przyłożyła dłoń do czoła. Tyle miesięcy milczenia, poświęcenia, tłumienia emocji… Myślała, że pomaga. Że to minie.
A oni oboje znali prawdę.
Telefon zawibrował. Piotr.
Patrzyła chwilę na ekran, po czym odebrała.
— Tak?
— Zapomniałem zapytać… — zaczął. — Mogłabyś jutro podjechać do apteki dla mamy?
Anna uśmiechnęła się gorzko.
— Nie, Piotr. Już nie mogę.
— Co masz na myśli?
— To, że nie mogę. Ani apteki, ani gotowania, ani sprzątania. Nic.
— Anno, co się dzieje?
— Powiedz mi jedno — przerwała spokojnie. — Kiedy miałeś zamiar powiedzieć mi prawdę?
— O czym ty mówisz?
— O tym, że mieszkanie twojej matki jest już wyremontowane.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Ty… grzebałaś w jej rzeczach?
— Nie zmieniaj tematu, Piotr.
Jej głos był chłodny i opanowany.
— Wiedziałeś?
Zawahał się.
— To nie jest takie proste…
— Wiedziałeś? — powtórzyła.
— Tak… — odpowiedział cicho.
Coś w niej pękło.
— Od kiedy?
— Od początku.
Anna zaśmiała się krótko, bez radości.
— Czyli tylko ja byłam tutaj naiwna.
— Anno, posłuchaj…
— Nie. Teraz ty posłuchaj — powiedziała stanowczo. — Przyjęłam ją do domu. Opiekowałam się nią, znosiłam codzienną krytykę. Myślałam, że pomagam.
Jej głos lekko zadrżał, ale zaraz się opanowała.
— A ty mnie okłamywałeś. Każdego dnia.
— Nie chciałem cię zranić…
— Naprawdę? — wybuchła. — A co właśnie zrobiłeś?
Znowu cisza.
Anna wzięła głęboki oddech.
— Jutro rano twoja matka się wyprowadza.
— Anno…
— To nie jest prośba. Albo ona odejdzie, albo ja wyjdę z dziećmi.
— Nie możesz tak zrobić!
— Mogę.
Jej głos był spokojny, ale stanowczy.
— I zrobię to.
Rozłączyła się.
Po raz pierwszy od dawna nie czuła bezsilności.
Czuła jasność.
Następnego ranka w domu panowała dziwna cisza. Bliźniaki jeszcze spały. Anna spokojnie przygotowywała śniadanie, gdy do kuchni weszła teściowa.
— Dlaczego mnie wcześniej nie obudziłaś? — zaczęła z pretensją.
Anna odwróciła się do niej.
— Bo dziś nie jest pani już gościem w tym domu.
Kobieta spojrzała na nią zaskoczona.
— Co to ma znaczyć?
— To znaczy, że wraca pani do siebie.
— Ale… remont…
— Już dawno skończony.
Zapadła cisza.
Teściowa patrzyła na nią uważnie, jakby próbowała znaleźć w niej wahanie.
Ale Anna już się nie cofnęła.
— Piotr o tym wie? — zapytała w końcu.
— Wie.
Kobieta zacisnęła usta.
— Nie masz prawa mnie wyrzucać.
— Nie wyrzucam pani — odpowiedziała spokojnie Anna. — Odsyłam panią do własnego domu.
Po chwili teściowa odwróciła wzrok.
— Dobrze — powiedziała sucho.
Kilka godzin później walizka była spakowana.
Kiedy drzwi zamknęły się za nią, Anna została sama w przedpokoju.
To nie było łatwe.
Ale było konieczne.
Wróciła do salonu, gdzie dzieci zaczynały się budzić. Jedno z nich wyciągnęło do niej ręce.
Anna uśmiechnęła się delikatnie i wzięła je na ręce.
Po raz pierwszy od bardzo dawna dom był naprawdę spokojny.
I w końcu należał do niej.