W domu znów zapanowała cisza. Anna była już kilka kroków dalej, na korytarzu, a jej spokojne kroki cicho odbijały się od podłogi.
— Ania… poczekaj chwilę — powiedziała Kasia, ale w jej głosie nie było już tej samej pewności.
Anna zatrzymała się, lecz się nie odwróciła.
— Jeśli przyszłaś tylko powtórzyć to, co mówi twoja mama, nie ma sensu. Słyszałam już wystarczająco dużo.
Kasia zacisnęła usta. Po raz pierwszy wyglądała na zakłopotaną.
— Nie… nie tylko dlatego. Michał nie odbiera telefonu. Mama mówi, że to twoja wina.
Anna uśmiechnęła się lekko.
— Twoja mama mówi wiele rzeczy.
Kasia weszła do środka, nie czekając na zaproszenie. Rozejrzała się po domu. Wszystko było uporządkowane, ciche, jakby puste. Zupełnie inne niż dzień wcześniej, kiedy przyjechały tu z walizkami.
— Naprawdę to zrobiłaś… — powiedziała cicho. — Naprawdę nas wyrzuciłaś.
— Nie wyrzuciłam. Powiedziałam tylko, że nie będziecie tu mieszkać.
— Dla mnie to to samo — mruknęła Kasia.
Chwilę milczały.
— A jeśli Michał już nie wróci? — zapytała nagle Kasia.
Anna wzruszyła ramionami.
— To nie wróci.
Ta odpowiedź najwyraźniej ją zaskoczyła. Kasia spodziewała się łez, kłótni, może próśb o wybaczenie. Tymczasem Anna wyglądała spokojnie.
— Mama jest wściekła — powiedziała po chwili. — Dzwoni do całej rodziny. Do wujków, do ciotek… mówi, że wszyscy powinni wiedzieć, co zrobiłaś.
Anna w końcu odwróciła się w jej stronę.
— A co takiego zrobiłam?
Kasia nie odpowiedziała od razu.
— Upokorzyłaś nas.
— Postawiłam granicę.
Kasia prychnęła cicho, ale już bez dawnej pewności.
Po chwili ruszyła w stronę drzwi.
— Powiem Michałowi, co powiedziałaś — mruknęła.
— Powiedz mu prawdę — odpowiedziała Anna spokojnie.
Kasia nie odpowiedziała. Wyszła, zamykając drzwi dużo ciszej niż poprzedniego dnia.
Anna znów została sama.
Dom wydawał się większy niż wcześniej. Światło wpadało przez okna, a w powietrzu unosił się zapach świeżej kawy.
Usiadła przy stole i otworzyła laptopa. Na ekranie były projekty, nad którymi pracowała miesiącami. Rysunki, plany, wiadomości od klientów. Jej prawdziwe życie.
Telefon nagle zawibrował.
Wiadomość od Michała.
Anna patrzyła na ekran przez kilka sekund, zanim ją otworzyła.
„Możemy porozmawiać?”
Odpisała krótko:
„Jeśli chcesz.”
Minęła prawie godzina, zanim na podjeździe zatrzymał się samochód. Anna zobaczyła przez okno, jak Michał wysiada powoli. Wyglądał na zmęczonego. Jakby przez jedną noc postarzał się o kilka lat.
Zapukał do drzwi.
Anna otworzyła.
Przez chwilę tylko na siebie patrzyli.
— Mogę wejść? — zapytał cicho.
Anna odsunęła się trochę.
Michał wszedł do środka i rozejrzał się po domu, jakby widział go pierwszy raz.
— Cicho tu — powiedział.
— Tak.
Przetarł dłonią twarz.
— Mama mówi, że przesadziłaś.
— Twoja mama mówi wiele rzeczy.
Michał spojrzał na nią.
— Wiem.
Po raz pierwszy nie brzmiał jak ktoś, kto chce się bronić.
— Całą noc siedziałem w samochodzie — powiedział powoli. — Myślałem o wszystkim.
Anna milczała.
— Masz rację w jednej sprawie — dodał. — Ten dom jest twój. To ty na niego pracowałaś.
— Nie chodzi tylko o dom, Michał.
— Wiem.
Między nimi zapadła ciężka cisza.
— Ale nie powinno było do tego dojść — powiedział po chwili.
— Powinno — odpowiedziała Anna spokojnie. — Bo nigdy wcześniej się nie zatrzymaliśmy.
Michał spuścił wzrok.
— Mama tego łatwo nie zaakceptuje.
— Ja też już nie zaakceptuję tego, co było wcześniej.
Podniósł na nią oczy.
— Jeśli tu zostanę… będzie trudno.
— Jeśli zostaniesz — powiedziała Anna — będziesz musiał zrozumieć, że są granice.
Michał rozejrzał się po domu. Po jasnych ścianach, dużych oknach, pustych pokojach.
— A jeśli nie potrafię? — zapytał cicho.
Anna wzięła głęboki oddech.
— Wtedy nie zostaniesz.
Nie było w tych słowach gniewu. Tylko spokój.
Michał usiadł przy stole i oparł łokcie o blat.
— Nie wiem, czy jestem na to gotowy — powiedział.
— Ja już jestem.
Czas jakby na chwilę się zatrzymał.
Za oknem wiatr poruszał gałęziami drzew w ogrodzie.
Michał powoli podniósł głowę.
— Mogę spróbować?
Anna patrzyła na niego uważnie.
Po raz pierwszy od dawna nie widziała w nim tylko syna Krystyny. Widziała człowieka, który wreszcie musi dokonać wyboru.
— Możesz — odpowiedziała.
Michał skinął głową.
To nie była wielka obietnica. Nie było w tym triumfu.
Ale był początek.
A dom, cichy i pełen światła, jakby czekał spokojnie na to, co wydarzy się dalej.