Potem odłożyła telefon na stół i oparła się o oparcie krzesła. W mieszkaniu było cicho, prawie nienaturalnie cicho. Tylko zegar na ścianie tykał powoli, jakby przypominał jej, że czas nadal płynie.
Po kilku minutach telefon znów zawibrował. To była Marta.
„Wyjeżdżam jutro rano. Zmieniłam bilet. Nie chcę już tu zostać.”
Anna przeczytała wiadomość kilka razy, zanim odpisała.
„Nie musi się pani tłumaczyć. To nie pani wina.”
Przez chwilę nie było odpowiedzi. Potem pojawiła się kolejna wiadomość.
„Mimo wszystko czuję się okropnie. Gdybym nie zobaczyła tych zdjęć w jego telefonie, pewnie nigdy bym się nie dowiedziała.”
Anna wpatrywała się w ekran.
„Czasem prawda wychodzi na jaw dokładnie wtedy, kiedy powinna.”
Na tym rozmowa się skończyła.
Tamtego wieczoru Anna długo siedziała w salonie. Zosia zasnęła wcześniej niż zwykle, zmęczona szkołą i emocjami dnia. Dom pogrążył się w ciszy. Od czasu do czasu telefon znów wibrował — pewnie Piotr próbował dzwonić — ale Anna nawet na niego nie patrzyła.
Po raz pierwszy od bardzo dawna nie czuła potrzeby, żeby natychmiast reagować, wyjaśniać, uspokajać sytuację.
Rano Zosia weszła do kuchni jeszcze zaspana.
— Mamo, tata napisał do mnie wiadomość — powiedziała. — Napisał, że ma dużo pracy, ale niedługo zadzwoni.
Anna poczuła ukłucie w sercu, ale nie pokazała tego.
— Na pewno zadzwoni — odpowiedziała spokojnie. — A teraz chodź, zjemy śniadanie, żebyś nie spóźniła się do szkoły.
Kiedy córka wyszła, Anna otworzyła laptop. Zaczęła przeglądać dokumenty, rachunki, umowę mieszkania. Nie dlatego, że chciała się mścić. Po prostu chciała wiedzieć, na czym stoi.
Po południu dostała wiadomość od Piotra.
„Anna, proszę, odezwij się. Jestem już na lotnisku.”
Nie odpowiedziała.
Godzinę później przyszła kolejna.
„Marta wyjechała. Zostałem tu sam. Proszę.”
Anna odłożyła telefon.
Po szkole odebrała Zosię. Dziewczynka wybiegła z budynku z szerokim uśmiechem.
— Mamo! Dostałam piątkę z matematyki!
— Naprawdę? Jestem z ciebie dumna.
Zosia przez całą drogę do domu opowiadała o koleżankach, nauczycielce i planowanej wycieczce szkolnej. Anna słuchała jej i po raz pierwszy od wielu godzin poczuła, że oddycha normalnie.
Wieczorem telefon znów zadzwonił. Tym razem Piotr.
Anna patrzyła na ekran kilka sekund, a potem odebrała.
— Anna… jestem w samolocie. Ląduję jutro rano.
Jego głos był zmęczony, przytłumiony.
— Dobrze — odpowiedziała spokojnie.
— Możemy porozmawiać? Tak naprawdę. Bez krzyków.
Przez chwilę milczała.
— Porozmawiamy, Piotr. Ale nic już nie będzie takie samo.
— Wiem.
Po raz pierwszy zabrzmiał tak, jakby naprawdę to rozumiał.
— Zosia na ciebie czeka — dodała Anna. — Ale będziesz musiał jej wiele wyjaśnić.
— Wiem… — powtórzył cicho.
Rozłączyli się.
Następnego dnia rano Anna wstała wcześnie. Przygotowała śniadanie, posprzątała kuchnię i starała się, żeby poranek wyglądał dla Zosi jak każdy inny.
Około dziesiątej w drzwiach przekręcił się klucz.
Piotr wszedł powoli do mieszkania. Wyglądał na zmęczonego, jakby w ciągu kilku dni postarzał się o kilka lat.
Zosia od razu pobiegła w jego stronę.
— Tato!
Piotr mocno ją przytulił.
— Tęskniłem za tobą, kochanie.
Anna obserwowała to z kuchni. Nie czuła już ani gniewu, ani łez. Tylko chłodny spokój.
Po chwili Zosia wróciła do swojego pokoju.
Piotr odwrócił się do Anny.
— Przepraszam.
Słowa zawisły w powietrzu.
— Wiem — odpowiedziała.
— Zachowałem się jak idiota.
— Tak.
Usiadł ciężko przy stole.
— Czy jest jeszcze jakaś szansa…?
Anna spojrzała na niego spokojnie.
— Nie wiem, co będzie za kilka lat. Ale wiem, co będzie teraz.
Piotr milczał.
— Rozwiedziemy się.
Powiedziała to cicho, ale stanowczo.
Piotr zamknął oczy na moment.
— Rozumiem.
Anna mówiła dalej:
— Zawsze będziemy rodzicami Zosi. Dla niej musimy zachować się dojrzale.
Piotr powoli skinął głową.
— Zrobię wszystko, co trzeba.
Anna przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu. Potem odwróciła się i podeszła do okna.
Za szybą było zwyczajne miasto, zwyczajny dzień. Ludzie szli do pracy, dzieci biegły do szkoły.
A jednak wszystko wydawało się inne.
Po raz pierwszy od wielu lat Anna czuła, że jej życie nie zależy już od decyzji Piotra.
Nie wiedziała jeszcze, jak dokładnie będzie wyglądała przyszłość.
Ale wiedziała jedno.
Od tej chwili będzie budować ją sama.