Kontynuacja historii

Paulina przez chwilę nic nie odpowiedziała. Patrzyła na Pawła, próbując zrozumieć, czy w jego głosie jest tylko strach, czy także brak wiary.

— A jeśli się nie uda? — powtórzyła cicho. — To spróbuję jeszcze raz.

Paweł wzruszył ramionami.

— To nie jest takie proste.

— Jest proste — odparła Paulina. — Proste nie znaczy łatwe. Ale jest proste.

Paweł nie odpowiedział. Dokończył w milczeniu kolację, potem zebrał talerze i zaniósł je do zlewu. Woda zaczęła szumieć, a jej jednostajny dźwięk wypełnił kuchnię.

Paulina obserwowała go i czuła, że między nimi pojawiło się coś nowego. Nie była to kłótnia. Nawet nie obraza. Raczej cicha odległość.

— Paweł — powiedziała po chwili. — Ty naprawdę myślisz, że robię błąd?

Zakrył kran i odwrócił się do niej.

— Nie myślę, że robisz błąd. Myślę tylko, że wszystko dzieje się bardzo szybko.

— Od dwóch lat wysyłam pieniądze twojej mamie. To raczej nie jest „szybko”.

Paweł przetarł dłonią twarz.

— Wiem. Ale mama… ona się do tego przyzwyczaiła.

— Właśnie. Przyzwyczaiła.

Paulina wstała od stołu i podeszła do okna. Na dworze światła latarni odbijały się w śniegu, a ktoś szybko przechodził chodnikiem, chowając twarz w szaliku.

— Wiesz, o co mnie dziś zapytała? — powiedziała. — Czy chcę, żeby chodziła po sąsiadach i pożyczała pieniądze.

— Ona czasem mówi różne rzeczy, kiedy się zdenerwuje.

— Nie, Paweł. Ona nie tylko mówi. Ona próbuje wymusić.

Paweł nie odpowiedział od razu. W kuchni znowu zapadła cisza.

— Może masz rację — powiedział w końcu. — Ale to wciąż moja mama.

— A ja jestem twoją żoną.

Te słowa zawisły między nimi ciężko.

Paweł patrzył na nią przez kilka sekund, potem westchnął.

— Jutro z nią porozmawiam.

— Naprawdę?

— Tak. Bez uspokajania i bez obiecywania rzeczy, których nie da się spełnić. Po prostu powiem jej, jak jest.

Paulina powoli skinęła głową. Nie była pewna, czy mu wierzy, ale nie miała już siły dalej naciskać.

Tej nocy spała niespokojnie. Budziła się kilka razy, myśląc o lokalu, który jutro zobaczy z Zofią. O pieniądzach. O kredycie na sprzęt. O tym, jak zareaguje Maria, gdy zrozumie, że wszystko naprawdę się zmienia.

Rano wstała wcześniej niż Paweł. Zrobiła sobie kawę i przez chwilę siedziała w ciszy przy stole.

Telefon zawibrował.

Wiadomość od Zofii.

„O 10:30 będę pod budynkiem. Masz tremę?”

Paulina uśmiechnęła się lekko i odpisała: „Ogromną.”

Kiedy wyszła z mieszkania, zimne powietrze aż zapiekło w płucach. Niebo było jasne, a śnieg skrzypiał pod butami.

Budynek, który miały obejrzeć, stał przy niewielkiej, ale ruchliwej ulicy. Zofia już czekała.

— No wreszcie! — zawołała, przytulając ją. — Chodź zobaczyć, czy nasze marzenie w ogóle istnieje.

Agent nieruchomości otworzył drzwi i wpuścił je do środka.

Lokal był pusty. Ściany wymagały malowania, podłoga w kilku miejscach skrzypiała, a zimne światło wpadało przez duże okna.

Ale było jasno. Przestronnie. I dokładnie takiej wielkości, jakiej potrzebowały.

Zofia obróciła się do Pauliny z błyszczącymi oczami.

— Wyobrażasz sobie, co tu może powstać?

Paulina przeszła powoli przez pomieszczenie. Próbowała zobaczyć w wyobraźni lustra, fotele, półki z kosmetykami, ludzi rozmawiających i śmiejących się, cichą muzykę w tle.

Po raz pierwszy od wielu dni poczuła coś innego niż napięcie.

Ekscytację.

— Tak — powiedziała cicho. — Wyobrażam sobie.

Agent mówił coś o czynszu, o umowie, o terminach.

Paulina słyszała tylko połowę.

Telefon znów zawibrował w jej kieszeni.

Spojrzała na ekran.

Paweł.

— Odbierz — szepnęła Zofia.

Paulina wyszła kilka kroków na korytarz i odebrała.

— Halo?

— Rozmawiałem z mamą.

Paulina poczuła, jak ściska ją w żołądku.

— I?

— Było… głośno.

— Czyli?

Paweł milczał przez chwilę.

— Krzyczała. Sporo.

Paulina zamknęła oczy. Dokładnie tego się spodziewała.

— Ale? — zapytała.

— Ale powiedziałem jej, że to nie jest w porządku. Że nie możesz być odpowiedzialna za wszystkie jej wydatki.

Paulina stała bez ruchu.

— I co ona na to?

— Powiedziała, że ją zostawiamy.

— A ty?

Paweł wziął głęboki oddech.

— Powiedziałem, że jej nie zostawiamy. Ale że musi nauczyć się żyć bez kontrolowania nas.

Na korytarzu było cicho.

— Paulina?

— Jestem.

— Nie wiem, czy to przyjęła.

— Ja też nie.

— Ale powiedziałem to.

Paulina uśmiechnęła się lekko, pierwszy raz tego dnia naprawdę.

— To już dużo.

Wróciła do środka. Zofia właśnie coś omawiała z agentem.

— I jak? — zapytała.

Paulina jeszcze raz rozejrzała się po pustym lokalu.

— Bierzemy go.

— Naprawdę?!

— Tak.

Zofia roześmiała się i mocno ją przytuliła.

— To będzie szaleństwo.

Paulina spojrzała na duże okna i jasne światło wpadające do środka.

Na chwilę przemknął jej przez głowę obraz Marii — oburzonej, przekonanej, że wszystko powinno zostać po staremu.

Ale po raz pierwszy Paulina poczuła coś bardzo wyraźnie.

Ich życie już się zmieniało.

I nieważne, ile hałasu ktoś zrobi po drodze — ona nie zamierzała się już cofać.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *