Co stało się na przyszkolnym boisku w Bochotnicy w woj. lubelskim? Nie żyje 13-letni Marcin. Chłopiec poszedł pograć w piłkę z kolegami, potem oddalił się na chwilę i doszło do nieszczęścia. Jego ciało znaleźli przypadkowi świadkowie. Co zabiło nastolatka? Odpowiedzi na to pytanie szuka policja i prokuratura.
To tego wstrząsającego zdarzenia doszło w ubiegły czwartek, wczesnym popołudniem. Razem z grupą innych chłopców Marcin grał w piłkę na boisku należącym do miejscowej szkoły podstawowej, usytuowanym tuż obok kościoła.
Zmarły nastolatek przyjechał do Bochotnicy na wakcje
Chłopiec nie mieszkał na stałe w Bochotnicy, przyjechał z pobliskich Puław. Rodzina całe lato spędzała w altance na działce, tuż obok Wisły.
— Zawsze tu przyjeżdżali. Znałem go od dzieciaka. To był pracowity, dobry chłopak. Regularnie przychodził do mnie pomagać zbierać maliny. A jak nie pracował, grał w piłkę albo łowił ryby. To straszna tragedia, trudno mi się z tym pogodzić – mówi mężczyzna spotkany na poletku malin tuż obok działki rodziców Marcina.
Czwartkowego popołudnia nastolatek wybrał futbol. Z kilkoma miejscowymi chłopakami kopał piłkę na trawiastym boisku, na tyłach szkoły. Podczas przerwy powiedział kolegom, że idzie za potrzebą w krzaki koło placu zabaw. Zniknął i bardzo długo nie wracał. W tym samym czasie na huśtawki przyszła jedna z mieszkanek Bochotnicy z wnukami. To ona zauważyła leżącego na ziemi Marcina. Chłopiec był nieprzytomny.