Joanna Racewicz reaguje na doniesienia o Michale Adamczyku
Publikacja Onetu dotycząca Michała Adamczyka wstrząsnęła opinią publiczną. Głos w tej sprawie zabrało wiele osób z rodzimego show-biznesu, w tym m.in. byli współpracownicy dziennikarza. Teraz do sprawy odniosła się także Joanna Racewicz, która w przeszłości miała okazję pracować z Adamczykiem. – Michał pracował w “Wiadomościach”, ja w “Panoramie”, więc nasza znajomość była tylko “korytarzowa” albo spotykaliśmy się na charakteryzacji na równoległym make-upie. Mogę tylko powiedzieć, że był wtedy miłym i uprzejmym facetem. Nie wyglądał na agresora, ale to oczywiście o niczym nie świadczy – powiedziała dziennikarka w rozmowie z Plejadą.
Joanna Racewicz podkreśliła, że temat przemocy wobec kobiet jest jej szczególnie bliski. — Właśnie zakładam fundację, która jest przeznaczona dla kobiet będących w przemocowych relacjach, doświadczających przemocy nie tylko w związkach, nie tylko fizycznej, ale także w relacjach podwładna — szef, w relacji ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną. Jakikolwiek przejaw agresji tego typu jest dla mnie absolutnie nie do przyjęcia — powiedziała.
Dziennikarka wyraźnie podkreśliła, że nie zapoznała się osobiście z aktami sprawy, więc nie chce rozstrzygać, o prawdziwości doniesień dot. Michała Adamczyka. Zaznaczyła jednak, że jeżeli informacje z publikacji Onetu okażą się prawdziwe, dziennikarz powinien usunąć się z życia publicznego.
– Jeśli potwierdzą się te doniesienia, to jest to absolutna dyskwalifikacja nie tylko dla dyrektora, dla dziennikarza, ale w ogóle dla człowieka. Nie znam akt tej sprawy, ale jeśli był wyrok, to taka osoba nie powinna występować w mediach, ubierać się w szaty komentatora, moralizować i pouczać kogokolwiek – powiedziała. – Nie może być przyzwolenia na takie zachowania. Pod każdym względem i w żadnym środowisku, w żadnej relacji. Jedyne co można, to nagłaśniać, zgłaszać i wyrywać jak chwast z korzeniami, bo milczenie oznacza zgodę i przyzwolenie, a zgoda i przyzwolenie oznaczają, że takie sytuacje będą się powtarzać. Nie można do czegoś takiego dopuścić – dodała.
Oświadczenie Michała Adamczyka dla Onetu
Michał Adamczyk nie odpowiedział na zapytania “Faktu”. Odmówił także odpowiedzi na pytania dziennikarza Onetu. Przesłał jednak do redakcji oświadczenie, które brzmiało:
“Oświadczam, że nigdy nie dopuściłem się wobec Pani [tu pada nazwisko ofiary, ale nie podajemy go do informacji publicznej — red.] wskazanych w Pana pytaniu zachowań, tj. pobicia czy gróźb pozbawienia życia. Pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku łączyła mnie z Panią [tu pada nazwisko ofiary — red.] znajomość i tylko tyle mogę potwierdzić.
Jednocześnie, szanując prywatność Pani [tu pada nazwisko ofiary — red.], jak i moją własną, nie wyrażam zgody na publikację jakichkolwiek informacji na temat naszej znajomości. Znajomość ta dotyczy wyłącznie sfery mojego życia prywatnego, zatem publikowanie bez mojej zgody informacji na jej temat, naruszyłoby moje dobra osobiste.
Z kolei opublikowanie przez Onet nieprawdziwych i zniesławiających mnie informacji na temat rzekomego pobicia czy grożenia Pani [tu pada nazwisko ofiary — red.] byłoby przestępstwem zniesławienia”.
Niedługo po publikacji szokującego materiału o przeszłości Adamczyka, Onet podał, że dziennikarz został zdjęty z wizji. Zagrożona jest także jego posada szefa Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. TVP nie chce oficjalnie wypowiadać się o sprawach prywatnych swoich pracowników, decyzją władz stacji Michał Adamczyk ma to robić osobiście.


