Wieczorem po pracy stoję w kolejce do warzywniaka. Przede mną dwie dziewczyny. W krótkich spódniczkach, na nogach trampki na grubej platformie, na oczach fioletowy tusz do rzęs, kolczyk w nosie, jedna z różowymi włosami, druga z jasnoniebieskimi, typowe nastolatki. Rozmawiają głośno, bez skrępowania.
Przed nimi kobieta w dość zaawansowanym wieku, z laską w dłoni, od dłuższego czasu wybiera kapustę. Przegląda główki, wciąż przechodząc z miejsca na miejsce. W końcu wybiera najmniejszą kapustę i podaje ją sprzedawczyni. Kobieta jest wyraźnie niezadowolona z wyboru staruszki. Kolejka już się ustawiła, ludzie są zmęczeni, śpieszą się do domów, a ta kobieta wszystkich zatrzymuje. Tylko dziewczyny spokojnie piszą przez telefon, nie zwracając uwagi na to, co się dookoła dzieje.
Potem staruszka prosi jeszcze o kilogram ziemniaków i podaje 50 złotych.
– Proszę poszukać drobnych, nie mam wydać, – wykrzykuje niezadowolona sprzedawczyni.
Kobiecina pospiesznie szuka portfela, jest jej niezręcznie, wyczuwa zdenerwowanie ludzi za plecami.
– Niech pani doda tę kwotę, którą ma zapłacić ta pani, do naszego paragonu, – mówi całkiem nieoczekiwanie i spokojnie jedna z dziewczyn, wybierając swoje zakupy. Druga pomaga starszej kobiecie spakować kapustę do torby.
Atmosfera w kolejce natychmiast się poprawia. To wspaniałe, że ktoś potrafi okazać tak szacunek i serce, zrobić prawdziwy dobry uczynek.
