Natalia pracuje od kilku miesięcy w sklepie na poznańskim Łazarzu. Zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej mieszkał Zbysław C. Kobieta była ostatnią osobą, z którą rozmawiał 71-latek przed atakiem na pięcioletniego Maurycego. To, co od niego usłyszała, trudno będzie jej zapomnieć
Zbysław C. czasami wpadał do pobliskiego sklepu po piwo. Czasami kupował chleb albo tytoń. Tego dnia jednak zachowywał się inaczej. – Był taki za bardzo pewny siebie, widać było, że coś w tej głowie ma nie tak. Później ludzie mi opowiadali, że chodził i mówił, że powinna spaść bomba, że wszystkich pozabija – wspomina zszokowana kobieta w rozmowie z “Faktem”. Cały czas trzymał ręce w kieszeniach. W jednej z nich musiał mieć nóż.
To Natalia była ostatnią osobą, z którą rozmawiał przed zadaniem śmiertelnego ciosu małemu Maurycemu. Przyszedł do sklepu zaledwie kilka minut przed atakiem.
– Patrzył na mnie z pogardą w oczach. Stałam na zewnątrz i paliłam papierosa, a on powiedział, że palenie mnie nie zabije, że to on przyjdzie i mnie zabije. Zobaczysz, co się stanie jeszcze dzisiaj – zapowiedział mi. Ja się nie przestraszyłam, bo klienci mówią mi tu różne rzeczy – przyznaje kobieta.
Zbysław C. szybko wyszedł ze sklepu, gdy zobaczył, że kobieta się go nie boi. Po 3-4 minutach doszło do tragedii. Przeszedł jedynie przez przejście dla pieszych i spotkał przedszkolaki maszerujące na pobliską pocztę. Do nich też od razu zaczął wykrzykiwać: Wszystkich Was pozabijam. Nie było czasu na żadną reakcję, bo 71-latek wyjął nóż i zadał cios w klatkę piersiową małego Maurycego.