“To stwierdzenie jest wyświechtanym banałem. Śmierć mojego syna Patryka wydarzyła się po nic i nie widzę w niej żadnego sensu. Nie będę na siłę tłumaczyć sobie, że potrzebuję czasu, że czas wyleczy moje rany, że gdzieś w tle doświadczenia, jakim jest strata dziecka, ukryta jest wielka życiowa lekcja. Tam nie ma nic poza bólem, który rozrywa mnie od momentu, kiedy otwieram rano oczy, aż do chwili, kiedy zasypiam wieczorem” – powiedziała Sylwia Peretti.
Sylwia Peretti opowiedziała, jak obecnie wygląda jej życie
Sylwia Peretti opowiedziała, jak wygląda jej życie po stracie syna. Wyznała, że jest wdzięczna losowi za to, że może sobie pozwolić na to, aby nic nie robić. Nie ukrywa, że nie byłaby w stanie pracować, ani normalnie funkcjonować. “Teraz nic nie ma już dla mnie znaczenia. Strefa zawodowa, emocjonalna, psychiczna straciły dla mnie wartość, bo zabrakło kogoś, kto był w moim życiu najważniejszy” – powiedziała celebrytka. Dodała, że już wcześniej życie boleśnie ją doświadczyło. Nie spodziewała się jednak, że przyjdzie jej się zmierzyć z taką tragedią. “Nachodzą mnie myśli, że jak na kobietę, która ma 42 lata, spotkało mnie dużo. Za dużo. Gdy życie rzucało mi kolejne kłody, a było ich wiele, zastanawiałam się, co mnie jeszcze spotka i skąd mam brać siłę, żeby pokonać przeciwności losu. Nigdy – przysięgam! – nigdy w najczarniejszych snach nie przyszło mi do głowy, że najgorsza tragedia jest jeszcze przede mną. I stało się” – przyznała Peretti. Dodała, że tamtej feralnej lipcowej nocy umarł nie tylko jej syn, ale także cząstka jej samej. “W nocy z 14 na 15 lipca mój jedyny syn zginął w wypadku samochodowym. A ja? Ja umarłam razem z nim. Mnie nie ma. Nie istnieję. Nie jestem w stanie żyć, funkcjonować normalnie. To wydarzenie nie dociera jeszcze do mnie i chyba nigdy nie dotrze. Teoretycznie jestem świadoma, że mój syn zmarł, ale czuję, jakby wszystko działo się poza mną” – wyznała Sylwia Peretti.
Sylwia Peretti o przyczynach wypadku
Sylwia Peretti musi radzić sobie nie tylko z żałobą po stracie jedynego syna, ale także z olbrzymią faklą hejtu, jaka ją zalała, kiedy na jaw wyszły okoliczności i przyczyny wypadku. “Media i hejterzy każdego dnia przypominają mi o tym, co się stało. Wykorzystali tę tragedię i nie dali mi przeżyć żałoby, osądzając, że to ja jestem winna temu, co się stało. Nie potrzebuję przypominania. Stałam się żywym celem gazet, portali, ale przede wszystkim ludzi. Stałam się ofiarą, która znosi to, że z jej syna robią mordercę” – przyznała.
Celebrytka do tej pory nie potrafi zrozumieć, dlaczego to jej syn kierował autem, a nie jego kolega, który był trzeźwy. Bardzo przeżywa śmierć całej czwórki młodych mężczyzn i uważa, że oni wszyscy są winni tragedii. “Dla mnie cała czwórka zawiniła tragedii, którą dziś przeżywam ja oraz wszystkie rodziny zmarłych. Oni zapłacili największą cenę, którą człowiek płaci za kardynalne błędy, kierowane nieodpowiedzialnością, a my, ich najbliżsi, żyjemy z pokłosiem feralnej nocy, z całym bólem, z poczuciem straty, z wyrwą, która pojawiła się w naszych życiach” – podsumowała Sylwia Peretti.