Aktorka do dziś pamięta wszystkie szczegóły tamtego wieczoru. Jak umeblowany był pokój, co jadły na deser. Również to, co mówił do nich proboszcz.
“Galaretki pokrojone w kosteczkę, przełożone rodzynkami i bitą śmietaną, a na górze znowu warstwa galaretki. Wielkie przyjęcie po wielkich sukcesach. Jem dość powściągliwie, żeby się nie rzucić łakomie, a on dolewa sobie coś z kryształowej karafki stojącej na jego stoliku. Po kilku kieliszkach dostaje rumieńców. Siedzi w czarnej sukni, gada i gada rozochocony, nogi rozłożone i pyta: »A gdzie wy, dziewczynki, spędzacie wakacje?«” — kontynuuje Pakulnis i dodaje:
“Któraś z nas odpowiada, że w Giżycku, nad jeziorem. »A czy kiedykolwiek słyszałyście, że jest taki kraj, który się nazywa Jugosławia?« – pyta znów, na co my, że tak, wiemy z geografii. »A wiecie, że byłem tam na wakacjach? Tam jest takie ciepłe, wspaniałe morze. Chcecie zobaczyć takie morze?« I otwiera małą szufladkę, wyciąga plik kolorowych zdjęć, ciągnie mnie za rękę, bo siedzę najbliżej niego, i mówi: »Chodźcie, podejdźcie bliżej«.
Maria Pakulnis: przyciąga mnie do siebie, moje plecy do swojego brzucha…
Później wydarzyło się coś, co na zawsze zostawiło ślad w psychice aktorki. Pakulnis miała wtedy zaledwie 11 lat, ale wiedziała, że wydarzyło się coś, co nie powinno mieć miejsca.
“Przyciąga mnie do siebie, moje plecy do swojego brzucha i rozwalonych szeroko nóg. I pokazuje zdjęcie. Pierwszy raz w życiu widzę kolorowe zdjęcia. I że na skałach leży on, goły, a obok niego goła kobieta” “Obejmuje mnie mocno ręką, czuję, że coś jest nie tak, nie wiem przecież wtedy, że ma wzwód, bo nie umiem tego nazwać, i pyta: »Opowiedzieć ci?«. Wyrwałam mu się i wpadłam do sieni” — opowiada aktorka
11-letnia wówczas Marysia z przerażeniem zaczęła biec ulicami Giżycka. Nie wiedziała, jak poradzić sobie z przerażeniem i strachem, które całkowicie nią owładnęły.
“Chwyciłam kurtkę, wybiegłam na dwór. Było już ciemno. Musiałam przebiec dwie duże ulice i jeszcze pół swojej. Po zamarzniętym chodniku. Płakałam. I nagle zsikałam się z tego strachu w majtki, a mocz ściekł mi rajtuzami do bucików” — dodaje.
Aktorka o tym, co wydarzyło się na giżyckiej plebanii nikomu nie powiedziała. Nawet swoim rodzicom. Nie wiedziała, jak się nazywa ten ksiądz. “Nie chodziłam do kościoła, nie znałam ani jednego nazwiska, ani żadnego księdza. Próbowałam sprawdzić, kto był w tamtym czasie proboszczem, prosiłam kolegów z Giżycka, ale nikt nie umiał mi pomóc” — przyznaje, a zapytana, czy może go przenieśli do innej parafii odpowiada:
Jeśli był pedofilem, to możliwe. Ale nie wiem, może tylko mnie jedną dotykał? Na pewno dawno już nie żyje.
Przez kolejne lata Maria Pakulnis unikała kontaktu z księżmi i nie wchodziła do kościoła i nie ma dobrego zdania na temat instytucji polskiego Kościoła katolickiego. Gdy autorka książki zadaje pytanie, czy aktorka jest antyklerykałką, Pakulnis odpowiada:
“A można nią w Polsce nie być? Za tyle nienawiści, ile szerzy polski Kościół katolicki? Za brak szacunku dla człowieka, który myśli inaczej? Kto tych nienawistników wpuści do nieba? To oni są winni głębokim podziałom w naszym narodzie, bo nie zrobili nic, by im zaradzić, kiedy PiS zaczęło ludzi dzielić na lepszy i gorszy sort”.

