Policjant miał znęcać się nad psem. Nadal pracuje na komisariacie

Roztrzęsione dziewczynki z płaczem przybiegły do pani Stefanii. Mówiły, że widziały, jak sąsiad okładał kijem ich psa, włożył go do worka na bioodpady i zalał wodą. “Na początku im nie uwierzyłam, bo przecież wiedziałam, że on jest policjantem” — mówi “Wyborczej” kobieta. Przed sądem Grzegorz O. częściowo przyznał się do winy. Jak się jednak okazuje, nadal pracuje na komisariacie w Gliwicach.

Sprawę jako pierwsza opisała “Gazeta Wyborcza”. Tofik — mały kundelek pani Stefanii z Rudzińca pod Gliwicami — w maju 2021 r. miał zagalopować się na podwórko sąsiada-policjanta. Jak tłumaczyła później kobieta, brama była otwarta, a suczka sąsiada miała ruję. Wkrótce potem miało dojść do tragedii.

Gliwice. Sąsiad-policjant na oczach dziewczynek miał znęcać się nad psem

Mężczyzna, jak opisuje “Gazeta Wyborcza”, na oczach córki pani Stefanii i jej koleżanki miał zamknąć bramę, wziąć do ręki kij i zacząć okładać nim psa. Kundelek próbował uciec, chciał przeskoczyć przez ogrodzenie, ale nie dał rady.

Gdy schował się za krzakami, mężczyzna miał go z nich wyciągnąć, a następnie wsadzić do worka na bioodpady i zalać go wodą. Roztrzęsione dziewczynki pobiegły po pomoc.

– Na początku im nie uwierzyłam, bo przecież wiedziałam, że sąsiad jest policjantem, więc jak mógłby zabić mi psa? – opowiada “Gazecie Wyborczej” pani Stefania.

Poszła wraz z dziewczynkami szukać psa. Gdy nigdzie nie mogły go znaleźć, zawiadomiła policję. Choć zwłok Tofika nigdy nie znaleziono, sprawa trafiła do sądu.

Sprawa trafiła do sądu. Grzegorz O. częściowo przyznał się do winy

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *