Oficjalnie skończyła się czteroletnia misja dyrektora, który miał postawić upadający szpital w Pszczynie na nogi. Zadanie zostało wykonane, ale dyrektorowi podziękowano za współpracę.
Dyrektor szpitala podał się do dymisji
– Rezygnacja nie ma związku z toczącym się postępowaniem w sprawie śmierci pacjentki – przekazała wówczas “Faktowi” Marcela Grzywacz, rzeczniczka starostwa powiatowego w Pszczynie. Jednak nie podała nam przyczyn dymisji.
Jak nieoficjalnie ustalił “Fakt”, powodem, dla którego dyrektor pszczyńskiej placówki zgodził się na ustąpienie ze stanowiska, była nie tylko afera związana z tragiczną śmiercią ciężarnej pani Izy.
– Przekonywał wszystkich, że tylko on jest w stanie uratować tę placówkę. Kreował się na nieomylnego człowieka. Kolejna rodzina zgłaszała zastrzeżenia do opieki w szpitalu. Dodatkowo pojawiły się informacje, że szpital ma zadłużenie. To ostatecznie doprowadziło do rozstania – mówił informator “Faktu”.
Tymczasem, by wyjaśnić sprawę śmierci młodej kobiety, śledztwo wszczęła Prokuratura Regionalna w Katowicach.
Śledztwo w sprawie młodej kobiety wszczęła prokuratura
Śledczy nie dopatrzyli się przestępstwa w zachowaniu położnych, które opiekowały się ciężarną pacjentką, poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej ani nieprawidłowości w opiece nad pacjentką już po zatrzymaniu u niej krążenia. Prokuratorskie zarzuty we wrześniu ubiegłego roku usłyszało jednak trzech lekarzy.
— Krzysztof P. ma zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. To on dzień wcześniej (przed przyjazdem kobiety do szpitala) stwierdził, że wody pacjentce odeszły. To doświadczony lekarz — przekazał wówczas “Faktowi” Ireneusz Kunert, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach.
Prokuratura postawiła zarzuty trzem lekarzom
— Drugi z medyków Michał M. usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci 30-letniej pacjentki. Nie zrobił nic, by na czas wywołać poród — powiedział prokurator Kunert.
Trzeci z lekarzy Andrzej P., który dyżurował wówczas w szpitalu, jako osoba nadzorująca usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci i narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia 30-letniej Izy.
—Lekarze nie przyznali się do zarzutów — przekazał rzecznik katowickiej Prokuratury Regionalnej. Jak przekazuje “Rzeczpospolita”, Andrzej P., Krzysztof P. i Michał M. w składanych wyjaśnieniach utrzymują, że zrobili wszystko zgodnie z procedurami i wiedzą medyczną.
Teraz, po ponad dwóch latach od tragedii w pszczyńskim szpitalu, prokuratorskie śledztwo dobiegło końca i sprawa trafi do sądu.
Koniec śledztwa w sprawie Izy z Pszczyny. Lekarze staną przed sądem
Trzech lekarzy, w tym ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego, którzy zajmowali się ciężarną Izabelą, odpowie za nieumyślne spowodowanie jej śmierci, narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz nieudzielenie jej pomocy — informuje “Rzeczpospolita”.
Zdaniem prokuratury lekarze opiekujący się pacjentką postępowali niezgodnie ze sztuką lekarską w zakresie diagnostyki i terapii, czego skutkiem było obumarcie płodu i w konsekwencji śmierć pokrzywdzonej.
Za zarzucane medykom czyny, jak informuje “Rzeczpospolitą” rzecznik katowickiej Prokuratury Regionalnej, grozi za to od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.



