Cudów już nie ma. Przed wyborami Czesi masowo przyjeżdżali na nasze stacje, by zatankować taniej. Teraz już nie mają po co. Polskie ceny przegoniły czeskie i teraz to naszym kierowcom opłaca się turystyka paliwowa.
Cud na Orlenie – tak kierowcy nazywali niezwykłą, przedwyborczą obniżkę cen paliw na stacjach tego koncernu. Bo o ile ceny ropy na światowych rynkach rosły, o tyle PKN Orlen zamroził na swoich stacjach wszelkie narzuty – zwykle płaciliśmy po 5,96-5,99 zł za litr benzyny Pb95 i oleju napędowego. “Akcja” do tego stopnia spodobała się kierowcom, że tankowali na zapas, w rezultacie na stacjach zaczęły pojawiać się braki. Atrakcyjna cena benzyny i diesla kusiła też naszych sąsiadów. Czesi i Niemcy przyjeżdżali do Polski, bo to u nas opłacało się lać do baku do pełna.
Ceny paliw. Czeski Orlen jest tańszy
Po wyborach cud na stacjach Orlenu się skończył i ceny szybko zaczęły rosnąć. Jak te na naszych stacjach mają się do czeskich? “Fakt” postanowił to sprawdzić.
Odwiedziliśmy czeskie miasto Náchod. Przejeżdżając przez centrum, zauważyliśmy duży ruch na stacji benzynowej. To nas zaintrygowało, bo kiedy byliśmy tam pod koniec września, nie zauważyliśmy wielu tankujących aut. Za to na naszych stacjach widzieliśmy kolejki Czechów. Na jednym litrze paliwa kupionym w Polsce mogli zaoszczędzić średnio 1,50 zł.