Zdaję sobie sprawę, że w restauracjach w centrum Wrocławia ceny nie należą do umiarkowanych, ale jak zobaczyłem ten rachunek, to dosłownie zaniemówiłem — powiedział nam czytelnik, który niedawno z trójką przyjaciół wybrał się na kolację do Karczmy Lwowskiej na wrocławskim Rynku. Na rachunku, który dostał po trzygodzinnym spotkaniu, widniała kwota do zapłaty w wysokości… 736,90 zł.
“Tradycyjna polska restauracja położona w sercu wrocławskiego rynku jest idealnym miejscem do organizowania spotkań towarzyskich i służbowych, a także bankietów i przyjęć okolicznościowych” — czytamy na stronie internetowej Karczmy Lwowskiej, restauracji, która od wielu lat funkcjonuje w ścisłym centrum stolicy Dolnego Śląska. O tym, że to dobre miejsce na zorganizowania kolacji w gronie przyjaciół, uznał też Pan Romuald, który zaprosił do lokalu żonę i zaprzyjaźnioną parę.
– Nie należę do częstych bywalców lokali gastronomicznych w centrum Wrocławia, ale wiem, że ceny w nich nie należą do niskich, jednak to, co zobaczyłem na rachunku, który położył na stole przede mną kelner, zszokowało mnie — relacjonuje gość Karczmy Lwowskiej.
Najbardziej — jak nam powiedział — zaskoczyły go ceny chleba ze smalcem podanego do zamówionych przekąsek, za który musiał zapłacić 60 zł, soku porzeczkowego — 60 zł za litrowy dzbanek oraz doliczonej do rachunku opłaty serwisowej w wysokości 68 zł.
– Ceny przekąsek i alkoholu nie zdziwiły mnie tak bardzo, jak właśnie chleba i zwykłego soku porzeczkowego. Muszę przyznać, że to chyba najdroższy chleb ze smalcem, jaki jadłem w życiu i najdroższy sok, jaki piłem — opowiada. Co do opłaty serwisowej, to słyszał, że taka bywa pobierana, ale zazwyczaj od większego grona gości.