Przeprowadziliśmy się z żoną do małego miasteczka. Mieliśmy trójkę dzieci i żyło nam się dobrze. Najstarszy syn miał pięć lat, średni – trzy, a najmłodszy – półtora roku.
Dziś chcę opowiedzieć o jednym zdarzeniu, które zasadniczo mnie zmieniło. Do pewnego momentu uważałem, że praca górnika jest najcięższa. Przychodziłem do domu i kładłem się na kanapie. I pewnego dnia położyłem się, a żona podaje mi mojego 9-miesięcznego synka i mówi:
– “Franek, weź synka. Ręce mi odpadają, on jest taki ciężki!
– Ty nie masz sumienia. Cały dzień byłaś w domu i prosisz mnie, żebym zajął się dziećmi? Cały dzień spędziłem w kopalni.
Moja żona w milczeniu poszła do kuchni.
Zaledwie pół roku później zmarła nasza krewna, trzeba było pojechać na pogrzeb i załatwić wszystkie formalności. Julia była jej jedyną wnuczką, wychowywała ją, więc nie mogła nie pojechać. Postanowiliśmy, że ona pojedzie, a ja wezmę kilka dni wolnego i zostanę z dziećmi.
Więc zostałem z dziećmi sam. Byłem w pewnym sensie szczęśliwy, że mam trzy dni wolnego pod rząd. Leżeliśmy z dziećmi w łóżku do obiadu, potem zjedliśmy barszcz, który dzień wcześniej zrobiła moja żona. Po kolacji postanowiłem pospać jeszcze przez godzinę.
Tak, chciałoby się! Średni syn zasnął, a reszta mnie zbojkotowała. Wieczorem jednak szybko zasnęli. Nie mieliśmy jednak czasu na spacer, a żona chciała, żebyśmy … Wszystko w porządku.
Ranek nie należał do udanych. Starszych nakarmiłem kanapkami, a mały potrzebował kaszki z mlekiem. Zacząłem ją robić. Nalewałem ją “na oko” – i się przypaliła. Oczywiście syn odmówił jedzenia tej papki. Podgrzałem trochę mleka i podałam mu bułkę. To by było na tyle.
Zaczęliśmy się ubierać na spacer. Najstarszy ubrał się sam, trochę pomogłem średniemu, ale najmłodszy był trochę nieogarnięty. Gdy tylko zacząłem zakładać najmłodszemu rajstopy, średni poprosił o pójście do łazienki.
– Dlaczego nie poszedłeś wcześniej?
– Nie chciałem wcześniej.
W czasie, gdy ja ubierałem jednego, drugi miał nagłą potrzebę.
– Jestem cały spocony! – Starszy syn krzyczał.
I oto jesteśmy na ulicy. Czy spacer musi być codziennie, czy raz na miesiąc? Miałem nadzieję, że to będzie nasz pierwszy i ostatni taki spacer.
Wróciliśmy ze spaceru. Góra rzeczy – kiedy ją rozpakować? Dobrze, trzeba było ich nakarmić. Starsze były jeszcze spokojne. Nie chciało mi się już robić kaszki. Postanowiłem zrobić tłuczone ziemniaki. Gdy ja obierałem ziemniaki, dzieci stały wokół. Krzyczały, krzyczały, płakały. Nakarmiłem je. I od razu pomyślałem, co mam im ugotować?
Nastawiłem rosół i położyłem się. I wtedy obudził mnie okropny zapach spalenizny. Moja przyszła zupa zafajdała całą kuchenkę.
Po obiedzie rozejrzałem się po mieszkaniu i próbowałem dojść do tego, kto zrobił ten bałagan. W końcu położyłem dzieci do łóżka. Czułem brzydki zapach. No to wrzuciłem je wszystkie do łazienki, wykąpałem i zmieniłem im ubrania. Starszy i średni od razu poszli spać.
Potem zgubiliśmy smoczek. Wiecie jak to jest zgubić smoczek przed snem? Ja w tym momencie byłem gotowy oddać wszystko za zgubę. Mój syn płakał non stop, bo bez smoczka nie chciał nawet iść spać.
W piżamie pobiegłem do sąsiadki. A zegar wskazywał prawie północ.
– Co się stało? – Pyta.
– Ratuj mnie!!! Potrzebuję smoczka! Mój syn płacze, bez niego nie zaśnie.
– Mamy tylko jeden. Jest stary.
– Daj mi jakikolwiek, nie mam wyboru.
Wracam do domu i cała trójka krzyczy. Stracili tatusia… Umyłem smoczek i dałem go synkowi. Wszyscy zasnęli. Złapałem się za głowę i spojrzałem jeszcze raz na ten chlew.Spojrzałem na niebo i wyszeptałem:
– Boże, wybacz mi. Obiecuję pomóc żonie i proszę żeby się pospieszyła z powrotem.
Powinienem był posprzątać, ale zemdlałem. Obudziłem się rano i zacząłem trochę sprzątać. Nawet nie wiedziałem od czego zacząć.
Wtedy otwierają się drzwi i pojawia się moja żona.
– I jak ? – Uśmiechnęła się.
Przytuliłem się do niej i nie chciałem puścić. Pomogła mi posprzątać i powiedziała, że udało jej się nawet znaleźć kupca na dom. Ogólnie rzecz biorąc, miała wspaniałą podróż. Poprosiłem ją, żeby kupiła 30 smoczków, żebym były w razie czego.
– Kochanie, gdybyś została jeszcze jeden dzień dłużej, trafiłabym do wariatkowa!
Od tamtej pory uważam, że praca mamy jest najtrudniejsza. A górnika… łatwa!